sobota, 8 sierpnia 2015

03,, Czy my się znamy?!''

      Cały czas myślałam o tej sprawie z Dylanem. Dopiero teraz się zorientowałam, że jesteśmy już na miejscu.
 No, no powiem wam szczerze, że dziedziniec jest po prostu przepiękny! Postarali się! Wszystko było w idealnym stanie. Drzewa, krzaki, nawet pomnik (zapewne założyciela tego miejsca). Masa studentów uczących się na trawie, ławkach... I ten olbrzymi budynek! Przecież ja się tu zgubię! Rozejrzałam się dookoła....Moi przyjaciele już sobie poszli. Wspaniale!
  Nagle poczułam czyjś oddech na szyi. Odwróciłam się gwałtownie. Stał przede mną średniego wzrostu chłopak o ciemnych włosach, brązowych oczach. Patrzył się na mnie...tak dziwnie...od razu skumałam, że może być nie przyjemnie. I nie myliłam się. Gdy próbowałam odejść, złapał mnie za nadgarstek...a raczej szarpnął i przyciągnął do siebie.
-Hej księżniczko! wybierasz się gdzieś?- Próbowałam wyrwać się z jego objęcia, ale bezskutecznie. Zaczął mnie obmacywać i całować.
-Zabierz te łapy idioto!- Wrzasnęłam próbując uderzyć go w twarz, ale się nie udało. Zanim się zorientowałam staliśmy już w jakimś pustym zaułku. Krzyczałam, ale to nie zwróciło niczyjej uwagi.
  Ktoś szarpnął napastnika do tyłu, z taką siłą, że ja też poleciałam do tyłu, ale w przeciwnym kierunku. Uderzyłam tyłem głowy w ceglaną ścianę. Osunęłam się powoli, siadając na ziemi.
 Ocknęłam się na rękach Daniela. Staliśmy przed beżowymi drzwiami. Spojrzałam na niego ze zdezorientowaniem, a on lekko się uśmiechnął.
-Nieźle oberwałaś. Już wszystko dobrze.-Weszliśmy do środka. Pomieszczenie całkowicie pokryte było bielą. Przy niedużym biurku siedziała ciemnowłosa kobieta, na oko po czterdziestce.
-Matko boska!- Krzyknęła, machając rękoma w nieokreślony sposób.-Danielu, jak ja cię dawno nie widziałam!
-Potrzebuję pomocy.- Odparł lekko mnie unosząc do góry. Dopiero teraz zwróciła na mnie uwagę.
-Co się stało?- Wskazała Chłopakowi leżankę, na której mnie położył.
-Uderzyła głową w ścianę...
-Nie ciebie pytałam.-Wtrąciła. Skrzyżował ręce na piersi udając obrażonego. Kiwnęła do mnie głową.
-Tak w sumie....to nie wiem. Pamiętam jedynie jakiegoś chłopaka, zaułek...i nic. Kompletną ciemność. Jakbym spała...Potem ujrzałam Sharmana...-Ponownie pokiwała głową. Świeciła mi po oczach światełkiem, zadawała jakieś dziwne pytania, potem kazała wstać i iść prosto od ściany do ściany. Trochę koślawo mi to wychodziło, więc mięli niezły ubaw.
-Taki troskliwy chłopak jak on to skarb!-Powiedziała cicho, ale nie szeptem. Zapewne to usłyszał, bo wymieniliśmy zawstydzone spojrzenia przy tym się rumieniąc.
-Nie jesteśmy razem- Odparł spuszczając głowę.
-Ale powinniście.- Zaśmiałam się głośno w reakcji na jej słowa. W sumie nie wiem czemu. Nie powiedziała niczego śmiesznego. I jako jedyna się śmiałam. Spojrzeli na mnie wzrokiem Pt.,,Coś ty brała''. -Wygląda na to, że jest wszystko w porządku...Jakby coś się działo to zawieź ją do szpitala- Zwróciła się do chłopaka. Przytaknął głową i stanął koło mnie przy drzwiach.
-Dziękuję-Uśmiechnął się do kobiety i wyszliśmy na korytarz.
-Jest dziesiąta....
-No i co?-Uniósł jedną brew do góry.
-A to, że opuściłeś zajęcia.-Przymrużyłam oczy.
-Przecież musiałem ci pomóc.-Wzruszyłam ramionami.-Nie możesz po prostu podziękować?
-Ja nie nigdy nie dziękuję.-Pokręciłam głową i przyśpieszyłam. Odwróciłam się, ale już go nie było. I dobrze nie mam ochoty na rozmowę. Byłam wdzięczna za pomoc, ale nie miałam w zwyczaju dziękować.
  Otworzyłam drzwi od sali, w której miałam mieć zajęcia. Pomieszczenie było małe. Stało tam piętnaście pojedynczych ławek. Wolne były tylko dwie, więc...wielkiego wyboru nie miałam. Zajęłam miejsce najdalej od wszystkich. Torbę położyłam na krześle obok.
  Z zaplecza wyszedł wysoki mężczyzna. Przedstawił się jako Matthew Davis- Nasz wykładowca.-Dzisiaj porozmawiamy o improwizacji! Czy ktoś nam powie co...-Przerwała mu brunetka wchodząca do sali.
-Dzień dobry. Jestem...
-Spóźniona?!- Zapytał ostrym głosem.- Tak panno Hale! jest pani spóźniona!
-Bardzo przepraszam, ale nie mogłam złapać taksówki-Zaczęła się tłumaczyć. Wyglądała na przerażoną. W sumie, to nie tylko ona. Wszyscy byliśmy. Koleś nie wyglądał na miłego i taki też nie był.
-Kolejne ciekawostki o mnie :Nie znoszę jak mi ktoś przerywa i Spóźniania! Więc Radzę się dostosować, albo wypad!-Współczuję tej dziewczynie. Trzęsie się jak galaretka.-A ty...-Spojrzał na nią ponownie.-Siadaj!-Dziewczyna szybkim krokiem poszła w kierunku ławki koło mojej. Spojrzała na mnie błagającym spojrzeniem, więc zdjęłam torebkę i lekko się uśmiechnęłam.
-Dzięki. Jestem Lucy Hale- Wyciągnęła dłoń, którą uścisnęłam.
-Erica Reyes.
-O co on robi taką aferę?! Przecież spóźniłam się tylko pięć minut!
-Nie wiem, ale koleś mnie przeraża. A ten jego akcent!-Zachichotałam.
-Hej panienki! Nie przeszkadzam wam?!-Tak mnie wystraszył, że lekko podskoczyłam. Spoważniałyśmy. Już chciałam wstać i mu coś powiedzieć, ale brunetka mnie powstrzymała.
Zanim się obejrzałam był już koniec wykładu i mogliśmy wyjść.
 Gdy byłam już przy wyjściu usłyszałam wołanie.
-Ty zostajesz!-Odwróciłam się i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, wskazując palcem na siebie. Kiwnął głową i oparł się o biurko. Powiedziałam Lucy, żeby zaczekała na korytarzu.
-Panno Reyes...miło mi panią poznać-Wystawił rękę oczekując, że ją uścisnę. Jest wredny dla wszystkich, więc niech się nie spodziewa, że będę miła dla niego.
-Obejdzie się.-Skrzyżowałam ręce na piersi. Widok jego miny napawał mnie dumą...był w szoku, ale się uśmiechnął.-Więc? Czego pan chce?-Zapytałam z widocznym grymasem.
-Hmmm...Pamiętasz swoje szóste urodziny?-Zastanawiałam się przez chwilę, już miałam odpowiedzieć, ale mi przerwał.-No nieważne.-Odsunął się od biurka i powolnym krokiem chodził wzdłuż dużej tablicy.-Dostałaś wtedy różową sukienkę księżniczki...-Tak pamiętam ją, ale nie wiem od kogo była...Rodzice mówili, że od wróżki, bo wiadomo...byłam dzieckiem. Nadal nie wiem do czego ten koleś zmierza.- Rok później otrzymałaś Misia większego od siebie z fioletową kokardą na szyi...-Nagle w głośnikach rozległ się mocny kobiecy głos.
-Uwaga! Wszyscy studenci proszeni są na główny plac, w celu wybrana zajęć dodatkowych. Decyzje należy podjąć do jutra. Zajęcia, które wybierzecie są obowiązkowe do końca roku. Koniec komunikatu.
-Słyszał pan? Muszę już iść. Do widzenia.-Machnęłam ręką i wyszłam w pospiechu. Razem z nową koleżanką poszłyśmy w wyznaczone miejsce. Kim jest ten cały Davis?! Skąd on wie co dostałam na urodziny?! Przecież ja ledwo to pamiętam! W normalnych okolicznościach zadzwoniłabym do mamy i zapytała czy zna tego faceta, ale przecież zorientowała by się, że w LPU nie ma takiego profesora. Biłam się z myślami...Nie wiem co robić.
   Rozglądałyśmy się po stoiskach. Każdy gadał, w sumie krzyczał to samo i wręczał ulotki, nawet jak mówiłyśmy, że nie jesteśmy zainteresowane. Ja interesuję się fotografowaniem, więc szukałam czegoś z tym związanego, a Hale poszukiwała jakieś grupy A cappella. Niestety jak na razie nic nie znalazłyśmy.
Dostałam SMSa
'Od Emily':
Mam nadzieję, że pamiętasz o naszych zakupach? x
'Do Emily':
Oczywiście :)
Miałam dziwne wrażenie, że ktoś się nam przygląda... i znów miałam rację. Przy stole wyłożonym zdjęciami i ulotkami stały dwie dziewczyny. Jedna miała blond włosy, a druga rude.
-Hej dziewczyny- Uśmiechnęła się rudowłosa.- Byłybyście zainteresowane dołączeniem do naszej grupy A cappella?-Rozdała nam po ulotce, którą dokładnie przejrzałam.
-To chyba jest teraz modne?-Spytałam spoglądając na nie znad kartki.
-Oczywiście. Śpiewamy Covery, ale bez muzyki.- Lucy była zachwycona, ja niekoniecznie.-Na kampusie są dwie grupy, my czyli The Bellas i The Treblemakers z tym, że oni przyjmują samych facetów. Więc... zainteresowane?-Uśmiechnęłyśmy się szeroko.
-Sorry, to nie dla mnie.-Odparłam oddając ulotkę.
-Żartujesz?Ja w to wchodzę.-Rzekła brunetka wymieniając z blondynką uścisk dłoni.
-Śpiewamy na całym świecie i bierzemy udział w międzynarodowych turniejach.-Przekonywały mnie, ale ja należę do osób upartych, więc...traciły tylko czas.
-Przykro mi ja nie śpiewam.-Dodałam żegnając się, ponieważ zadzwonił mój telefon. To był Theo, więc odebrałam.
-Chodź już do domu. Czekamy na ciebie.
-Jakie my? przecież idę z Thorne.
-Tak, ale ja też chcę, więc...Chodź już.-Okej. Ten dzień po prostu nie jest moim szczęśliwym. Rano scena z Dylanem, potem ten napalony koleś, Daniel, nawet nie wiem czemu tak na niego naskoczyłam... Pan Davis, nie wybrałam jeszcze zajęć, a na dodatek, jeszcze się przyczepił Raeken! A chciałam resztkę tego fatalnego dnia spędzić w DAMSKIM gronie...
     Po galerii chodzimy już czwartą godzinę....jednym słowem...my mamy dość, ale Emily wydaje się być w pełni sił...Odwiedziliśmy chyba już każdy sklep...Dwukrotnie.
   Po zakończonych zakupach poszliśmy do baru. Wydawał mi się dziwnie znajomy, ale nigdy tu nie byłam...
-Blondi!- Krzyknął  barman. Podszedł do mnie i ucałował w policzek. Byłam w szoku...W głowie miałam tylko jedno pytanie: KTO TO DO CHOLERY JEST?!
-Yyyyy... Czy my się....znamy?-Wydukałam. Wyglądał na zdziwionego.
-No tak...-Spuścił głowę uśmiechając się.-Powinienem wiedzieć, że mnie nie zapamiętasz, oraz tego chłopaka, z którym się macałaś.-Myślałam, że oczy mi zaraz wypadną. Ja nic nie pamiętam. Byłam chyba zbyt pijana.
-Jakiego chłopaka?!-W tym czasie do środka wszedł Dylan z Danielem. Chłopak na nich spojrzał po czym wskazał na O'briena.
-A na przykład tego. Pomijając mnie oczywiście.-Odwróciłam się a brunet stał niespodziewanie za mną. Tak jak zawsze z chamskim uśmieszkiem.
-Czemu mi nie powiedziałeś?!- Spytałam, próbując się opanować.
-A zmieniłoby to coś? Przecież jesteśmy kumplami.-Odszedł jakby nigdy nic i śmiał się z chłopakami. Ta sytuacja mnie przerosła. Chyba muszę się napić.
                                                    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No witam w Trzecim już rozdziale!
Mam nadzieję, że się wam podoba :)
Napiszcie w komentarzu co sądzicie o tym wszystkim.
I przepraszam za małe spóźnienie ;) pozdrawiam xoxo :*






piątek, 31 lipca 2015

02,,Erica+alkohol=bójka''

         Następne kilka dni spędziłam zwiedzając Nowy Jork w towarzystwie moich przystojnych współlokatorów. To na prawdę piękne miasto.
Okazało się, że ja i Daniel mamy wspólną pasję- Fotografowanie. Zrobiliśmy masę pięknych zdjęć. Z Theo już lepiej. Sharman mówił, że zachowywał się tak już od miesiąca do czasu mojego przyjazdu. Z Dylanem cały czas z czegoś żartowaliśmy. Mięliśmy swój świat i tylko my wiedzieliśmy o co w nim chodzi.

       Po kolacji, jak zawsze poszłam na schody przeciwpożarowe, owinięta w fioletowy kocyk ,z kubkiem w prosiaczki, w którym miałam herbatę. Pisałam esemesy z Rose. Dawno nie gadałyśmy.
 Nagle poczułam czyjeś usta przy swym uchu.
-Bu!-Podskoczyłam ze strachu.Odwróciłam się i ujrzałam rozbawionego Dylana.
-Co ty robisz?!
-Wstawaj!- Wciągnął mnie do środka.
-O co chodzi?!- Zmarszczyłam czoło.
-Postanowiliśmy, że idziemy do klubu. Musimy się odstresować. Nie chcemy zostawić cię samej, więc idziesz z nami.
-Co?Ale...
-Nie ma ale! Ubieraj się!- Był tak podekscytowany, jak dziecko, które po raz pierwszy idzie do Zoo.
-Okej, skoro ci tak na tym zależy...-Otworzyłam szafę i tu zaczęły się problemy...nie miałam pojęcia co na siebie włożyć...-Pomożesz mi.-Oznajmiłam chłopakowi, a on niechętnie skinął głową i poszedł do szafy.
Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu! Wzdychał, przewracał oczami, mówił, że czuje się jak w sklepie odzieżowym. Po jakimś czasie wyjął czarną, lekko rozkloszowaną sukienkę.
 
-To ta!- Krzyknął.- Załóż ją!- Podał mi wieszak na którym wisiała.
-No nie wiem....Jest zbyt...
-Zakryta?...tak masz rację.-spuścił głowę w dól udając, że się zastanawia.
-Wyzywająca! Mówiąc szczerze nigdy jej na sobie nie miałam i raczej nie jest dla mnie...
-Słuchaj...-położył rękę na moim ramieniu.-Chociaż przymierz...jak coś przecież możesz iść w bieliźnie.-Pokręciłam głową z zażenowaniem.
-A tak ci dobrze szło...Wszystko zjebałeś.-uśmiechnął się i wyszedł. Gotowa wyszłam z pokoju. Reszta już czekała przy drzwiach. Czułam się dziwnie...Cały czas gapili się na moje nogi. Tak w sumie nie miałam ochoty na imprezowanie. Chciałam wypić herbatę i iść spać. Ale oczywiście musiał pojawić się O'brian...dobrze wie jak się uśmiechnąć i co powiedzieć, żeby dziewczyna robiła co on chce...nie chciałam dawać mu satysfakcji, ale też nie mogłam odmówić...

      Pojechaliśmy do,,Mojito''. Tradycyjny klub. Fajna muzyka, masa pijanych i naćpanych ludzi oraz smród papierosów i alkoholu.
 Barman robił fajne''sztuczki''z butelkami, rozlewał wódkę na blacie i podpalał... Chciałabym się kiedyś tego nauczyć.A ten facet....w sumie chłopak, bo wyglądał na około 23 lata...umięśniony, przystojny....cudo!
 Chłopaki widząc mój zachwyt, stwierdzili, że koleś się strasznie popisuje i zaciągnęli mnie na parkiet. Bawili się co chwile z innymi dziewczynami, a ja... w sumie sama. Piłam, skakałam,a nawet czołgałam się po podłodze...
 Niespodziewanie przyłączył się do mnie jakiś koleś. Tańczyliśmy chwilę, a tu nagle znikąd podchodzi do mnie rudowłosa dziewczyna...wydziera się, popycha i wymachuje rękami przed moją twarzą. O co jej chodzi?
-Czego ode mnie chcesz wariatko?!-Krzyknęłam, popychając ją. Upadła na podłogę. Dylan i Theo próbowali ogarnąć tą idiotkę, a ona krzyczała, że niby zabawiam się z jej facetem....Przecież sam do mnie podszedł...a teraz się zmył....pijani ludzie są straszni...sama nie jestem za trzeźwa, ale chociaż nie urządzam takich scen.
 Przyszedł ochroniarz i usiłował ją wyprowadzić. To było trudne...Mimo, że był silny (bynajmniej na takiego wyglądał) cały czas wyślizgiwała mu się z rąk, a on ją łapał i tak w kółko. Kiedy przechodzili obok stołu, na którym stała szklanka, chwyciła ją, podbiegła do mnie i oblała zawartością. Zanim goryl ją ponownie złapał, wzięłam butelkę po piwie i rzuciłam jej w głowę.
-Trafiłam! I co teraz powiesz szmato?!-Wrzasnęłam, pokazując jakieś dziwne znaki rękoma i uśmiechając się z satysfakcją. Przesadziłam.Wiem. Nie kontrolowałam się. Alkohol chyba mi nie służy...Okazało się, że ja też muszę wyjść.
  -No nieźle!- Zaczął klaskać.- Będziemy na ciebie wołać ''Zadymiara''!- O'brian chyba był zachwycony. Uśmiechał się cały czas. Nie wiem z czego tak się cieszył. Przecież to nie ja zaczęłam, poza tym  mogłam zrobić jej krzywdę! Jakby tego było mało...moja sukienka była cała mokra i śmierdziała.
- Pojadę już do domu.-oznajmiłam.
-Chyba sobie żartujesz?!-krzyknęli równocześnie.Wymienili spojrzenia, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
-Nigdzie nie idziesz.-Okrył mi plecy niebieską bluzą.
-Dzięki.-Spojrzałam mu głęboko w oczy i lekko się zarumieniłam. Są takie głębokie i śliczne. Gdy raz się w nie spojrzy...nie można przestać...Boże! Co się ze mną dzieje?! Chyba nie podoba mi się Dylan?! Owszem jest przystojny i czarujący, jak najbardziej w moim typie ( słodki i kochany badass), ale nie! Jestem pijana. Alkohol przejął kontrolę nad moim umysłem! Nigdy już nie tknę Whisky! Nigdy! Koniec z alkoholem!
-Hej! Dylan! Pamiętaj, że to ja ją zaklepałem!-Objął mnie ramieniem, wyrywając z zamyślenia. zaczęliśmy się śmiać.
-Sharman! A ty pamiętaj, że jak będziesz ze mną zaczynał to oberwiesz tak jak ona.

        Nie wiedziałam jakim cudem dotarłam do domu. Ostatnie co pamiętałam to zaułek za barem i alkohol, który wypiłam. Słońce wpadające przez okno w moim pokoju niemal wypaliło mi oczy. Suchość w gardle była nieznośna, ale nie mogłam zmusić mięśni do ruszenia się z łóżka. Po kilku minutach, które wydawały się być wiecznością, udało mi się spełznąć na podłogę. Moim celem było dotarcie do źródła wody, chwycenie jakiejś aspiryny i szybki powrót pod kołdrę.
 Po otworzeniu drzwi, całe pomieszczenie wypełniło się zapachem jajecznicy. Byłam bardzo głodna i ciekawa komu chciało się wcześniej wstać, a co dopiero gotować.
 Obijając ciałem o ściany dowlokłam się do kuchni. Usiadłam przy stole pomiędzy Sharmanem i O'brianem, gdy Raeken nakładał  śniadanie.Wyglądał komicznie z tą patelnią w ręku i fartuchu na sobie.
-Mamy coś do picia?-Wychrypiałam z trudem.
-Piwo albo....piwo- Odpowiedział ze skwaszoną miną Dylan.
-Wyglądasz...strasznie!-Stwierdził.
-Dzięki Theo.-Uśmiechnęłam się sztucznie.-Potrafisz poprawić dziewczynie humor.
-Niema za co kochanie.-Wysłał mi powietrznego całusa, przewróciłam oczami.
-A więc Erica.-Odwrócił głowę w moją stronę.- Lubisz sport?
-W sumie...to tak, najbardziej baseball!
-A którą...
-Metsów- Przerwałam chłopakowi.
- To fantastycznie!-znów krzyknęli synchronicznie.
-Długo to ćwiczyliście?-Wybuchnęliśmy śmiechem. Jak ja się cieszę, że ich poznałam. Chyba nigdy nie odwdzięczę się Rose za ten pomysł. Przy każdej rozmowie dziękuje jej po kilka razy, aż w końcu każe mi się przymknąć. Nie mogę się doczekać, aż poznam Emily. Tyle o niej opowiadali....
-Wiesz...to dobrze się składa bo kupiłem bilety na ich mecz. Więc mam nadzieję, że nie masz żadnych planów.
-Z chęcią  pójdę. Tylko kiedy?
-Za tydzień.-Uśmiechnęłam się szeroko i kończyłam jeść posiłek.
 Ponieważ dzisiaj była moja kolej, posprzątałam i poszłam się położyć. Strasznie mi się nudziło i mimo zmęczenia nie mogłam usnąć. Postanowiłam zadzwonić na Skype do przyjaciółki. Super było znów z nią porozmawiać.
-Jak ja ci zazdroszczę...-zaczęła- Możesz zacząć od początku...żyjesz jak chcesz...a ja?! Użeram się z rodzicami na każdym kroku.
-Hall! uspokój się! Czemu ty tak na nich narzekasz?! Spotykasz się z kim chcesz, będziesz studiować to co chcesz i tam gdzie chcesz...Masz świetnego chłopaka i w ogóle to ja powinnam tobie zazdrościć!-Czasami nie potrafię jej zrozumieć...Fakt, może i jestem daleko od domu i nikt na mnie nie wisi, ale muszę sama o siebie zadbać. W końcu właśnie tego chciałam.
-Wiesz co jeszcze jest zajebiste w tym, że jesteś w NY?
-Co takiego?-Zapytałam zmęczona jej marudzeniem''jak to ona ma źle''.
-Ty będziesz mogła pójść na koncert R5!
-Co?!-nie dowierzałam w to co mówi. Kocham R5, ich muzykę i w ogóle Ich! Razem z Rose znamy wszystkie piosenki na pamięć!
-Na Twitterze Ross napisał, że za miesiąc grają w Nowym Jorku!
-Aaaaaa!!!!-piszczałyśmy przez dłuższą chwilę. W końcu Theo wbiegł do mojego pokoju z mopem i gdy zobaczył, że nic się nie dzieje, zrobił tą swoją zażenowaną minę i zaczął się śmiać po czym wyszedł.

     Znowu obudziło mnie pianie ptaków za oknem. Miałam ochotę rzucić w nie kamieniem, żeby w końcu się przymknęły. Uchyliłam drzwi...zazwyczaj o tej godzinie chłopaki jeszcze śpią...ale nie dzisiaj. W domu byliśmy tylko ja i Daniel. Okazało się, że dzisiaj przyjeżdża nasza współlokatorka, więc pojechali zrobić zakupy, a my mamy posprzątać.
 Po przygotowaniu wszystkiego, pograliśmy na konsoli. Oczywiście nie obyło się bez bitwy o pierwszeństwo. Z racji tego, że jestem dziewczyną ustąpili mi.
Nagle do mieszkania weszła ładna blondynka...
                                *Emily*
     Och... Jak miło znów być w swoim domu...
-Cześć!-Krzyknęłam odstawiając walizki na podłogę. Wszyscy zerwali się z kanapy i podbiegli do mnie witając się. Zauważyłam nową twarz.
-Hej!To ty jesteś Erica?-zapytałam wymieniając z nią uścisk.
-We własnej osobie.-Ukłoniła się i wybuchliśmy śmiechem.
-Mieliście rację- zwróciłam się do chłopaków-zabawna jest.
Podczas pysznej kolacji opowiedziałam im o mojej podróży z Joshem i o nim samym. Tak samo blondynka opowiedziała o sobie kilka ciekawostek i po posiłku, poprosiłam ją o pomoc w rozpakowaniu się.
-Pomyślałam, że jutro po zajęciach pójdziemy na zakupy i pokażę ci okolicę-zaproponowałam.
-Jasne.-Uśmiechnęła się.-Już późno...Pójdę już...-Wskazała kciukiem w stronę drzwi. Kiwnęłam głową i pożegnałam się.
                                 *Erica*
    Byłam zmęczona jednak znów nie mogłam usnąć...Ścisk w żołądku był nie do zniesienia...Nie mam pojęcia o co chodzi. Może stresuję się jutrzejszymi zakupami z Ems...A może to kolejne złe przeczucie...Machałam kołdrą we wszystkie strony. Najpierw leżałam na środku łóżka, za chwilę na krawędzi. Postanowiłam iść do kuchni i coś zjeść.
 Z lodówki wyjęłam serek truskawkowy i sok. Byłam w drodze do salonu, gdy ktoś zapalił światło. Nagle  stanęłam w bezruchu. Czułam się jak złodziej złapany przez strumień światła na gorącym uczynku. Bałam się otworzyć oczy...ale po usłyszeniu śmiechu zdobyłam się na odwagę.
-Daniel- wyszeptałam i poszłam w jego kierunku.-Wiesz jak mnie wystraszyłeś?!-uderzyłam go lekko pięścią w ramię.
-Żałuj, że nie widziałaś swojej miny.-śmiał się tak głośno, że zakryłam mu usta ręką.
-Cicho bądź bo wszystkich pobudzisz!-Poszłam w kierunku kanapy. Po drodze zahaczyłam o stolik i wzięłam pilot.
-Wiesz która jest godzina?-zapytał lekko się uśmiechając. Kiwnęłam głową i włączyłam telewizję.-będziesz teraz jeść?-zrobił zdziwioną minę, po czym się do mnie przyłączył. Na jakimś kanale plotkarskim leciała powtórka wywiadu z Rossem Lynchem. Ja byłam w siódmym niebie, a Sharman rzucił tekstem pt.,,Co to za pedał?'' Oczywiście od razu zarobił poduszką w twarz.
 Byłam tak wciągnięta w gapienie się na idola, że nie zauważyłam kiedy moja głowa leżała na ramieniu chłopaka, ale nie miałam już siły się ruszyć. Nawet nie wiem kiedy usnęłam.
                               *Dylan*
-Poranki zdecydowanie nie są moją porą.- Mruknąłem próbując wstać. Zerknąłem na zegarek. Po czym natychmiast się zerwałem z łóżka. Za godzinę miałem zajęcia. Byłem ciekawy dlaczego nikt mnie nie obudził. Wolnym krokiem poszedłem do pokoju Ericii. Jednak jej tam nie zastałem. Łóżko wyglądało tak jakby ktoś z niego dopiero wstał. Więc dlaczego jest tak cicho? Następnie poszedłem do kuchni, lecz tam też świeciło pustką. Ale to co zobaczyłem wchodząc do salonu....tego się po prostu nie spodziewałem...Na rogówce leżał Sharman i wtulona w niego Reyes.
-Hej gołąbeczki!-Krzyknąłem. Natychmiast wstali, nie wiedząc co się dzieje.-Może mi ktoś powie co tu się wyprawia?- spytałem nie ukrywając urazy. Nie wiem czemu tak zareagowałem....Najpierw ta sytuacja w klubie, potem w barze, a teraz to? Może po prostu jestem o nią zazdrosny...Tylko czemu? Może jest to spowodowane tym  co się stało podczas powrotu do domu z Lucky Luke? Zapewne ona tego nie pamięta, ale ja tak...i nie potrafię zapomnieć...Ale powinienem...Wiem, że podoba się Danielowi i nie powinienem patrzeć na nią inaczej niż na przyjaciółkę....
-Hej ziemia do Dylana!-Z zamyślenia wyrwała mnie poduszka, którą rzuciła we mnie dziewczyna.
-Nieźle wczoraj zabalowaliście!-Starałem się ukryć złość, a raczej zazdrość, lecz za dobrze mi to nie wychodziło, Ponieważ od razu się zorientowała. Chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do kuchni.
-O co chodzi?-Wlepiła we mnie zaciekawione spojrzenie.-Uważaj bo pomyślę, że jesteś zazdrosny...
-W cale nie!-Broniłem się. Ale na marne. Pokiwała znacząco głową i spojrzała na mnie w stylu,,wiedziałam''. Spuściłem głowę aby uniknąć jej wzroku, a ona pogłaskała mnie po policzku śmiejąc się. Po czym przytuliła.
-Jesteśmy kumplami, pamiętasz?-chwyciła moją twarz w dłonie i spojrzała prosto w oczy.-I zawsze nimi będziemy. Nasze relacje są takie jak pomiędzy mną i Danielem czy Theo. Rozumiesz?
-Nie o to chodzi....-No pięknie! i jak ja z tego wybrnę?!-To ja jako pierwszy chciałem się z tobą przespać.-oczy powiększyły się jej dwukrotnie. Uśmiechnąłem się złowieszczo. Wygląda na to, że nie zamierza nic powiedzieć...
-Nie spaliśmy ze sobą! I w ogóle co cię to obchodzi?! Nie muszę ci się tłumaczyć!
Muszę się ogarnąć i zachowywać tak jak zawsze...Nie mogę pozwolić aby moje uczucia do niej się rozwinęły. Jak powiedziała,,Jesteśmy kumplami''. I jak na razie mam nadzieję, że tak zostanie. Ona jest inna niż dziewczyny, które znam. Ona oznacza zaangażowanie... a ja nie wiem czy jestem na to gotowy. Nie chcę spieprzyć naszej relacji więc...spasuję.

                           *************************************
No to mamy kolejny rozdział :)
Jestem wami zawiedziona ;-; Pod 1 rozdziałem jest tylko 1 komentarz :/ i jak ja mam niby wiedzieć czy się wam podoba ? nie jestem wróżką? (chociaż bardzo bym chciała XD)
I bardzo przepraszam za małe opóźnienie...na jakiś czas po prostu mnie wena opuściła i gdyby nie to rozdział byłby troszkę dłuższy.
Następny powinien pojawić się w kolejny piątek :)
BTW
Jak po 6 odcinku TW ? mnie się on bardzo podobał jak w sumie każdy <3 Martwi mnie ta cała Hayden. czym jest?

 

                       

piątek, 17 lipca 2015

01,,W poszukiwaniu mieszkania''.

        Nowy Jork jest tłoczniejszy i głośniejszy niż Virginia, a co dopiero MF...Tam każdy się zna i nie ma możliwości ucieczki...A tu...Jak nie masz mapy, to już po tobie. Bo nie oszukujmy się...gdyby nie mieszkańcy nie siedziałabym teraz w taksówce.
 Kierowca okazał się być miłym i śmiesznym starszym panem, miał około sześćdziesięciu lat i dało się z nim o wszystkim pogadać. Stwierdzam, że chyba jednak babcia się pomyliła co do Nowojorczyków i taksówkarzy. Najśmieszniejszym momentem podczas jazdy było to, kiedy mężczyzna włączył radio i leciała piosenka ,,Don't Worry''-Madcon'a. Zaczął głośno śpiewać i podrygiwać, czułam się zbyt poważnie, więc postanowiłam, że zrobię to co on, mimo, że nie znałam słów...Niestety  podróż nie trwała długo. Dojechaliśmy pod wskazany przeze mnie adres.
    Wysiadłam przed dużym, Ładnym domem. Spojrzałam na numer drzwi-15A-westchnęłam.Już miałam zapukać, ale drzwi nagle się otworzyły i prawie oberwałam w głowę. Ze środka wybiegła jakaś dziewczyna, krzycząc coś w stylu ''Jesteście chore psychicznie! Leczcie się na nogi, bo na głowy już za późno!'' Zaczęłam śmiać się z przerażeniem i zastanawiać, czy na pewno chcę z mini zamieszkać. Aczkolwiek była to tylko jedna dziewczyna. Pewnie powiedziały jej, że ma syfa na twarzy i się wściekła. Ze środka budynku wychyliła się ładna blondynka.
-Szukasz tu czegoś?-Zapytała chamsko.
-Tak, jestem nową studentką i szukam wolnego pokoju.
-Sorry, ale wszystkie mamy zajęte.-Zapewne zobaczyła moją zawiezioną minę i wyszczerzyła się z satysfakcją. Miałam ochotę powyrywać jej te idealnie proste włosy i poobijać śliczne, długie nogi.
-A tamta...?-Wskazałam kciukiem w stronę, w którą uciekła ta brunetka.
-Ona z nami nie mieszkała.
-Aha...Okej...W takim razie, dzięki.-Odwróciłam się na pięcie, przeszłam przez ulicę na drugą stronę. Zauważyłam ławeczkę, więc postanowiłam, że przycupnę na niej i poczekam, aż coś wymyślę...Nie Trwało to długo. Wyjęłam telefon. W internecie było pewne ogłoszenie, które przykuło moją uwagę. Był podany numer telefonu, więc zadzwoniłam.
      Dotarłam na miejsce. Stanęłam przed starą, ceglaną kamienicą. Weszłam do środka i windą pojechałam na czwarte piętro. Rozejrzałam się wkoło.Korytarz nie był długi. Widziałam tylko jedne drzwi, więc zapewne to były te. Klamka wyglądała dosyć zabawnie, ponieważ była w kształcie dłoni. Westchnęłam i zapukałam. Po chwili zza drzwi usłyszałam męskie głosy ''Daniel! otwórz!'' ten dobiegał z daleka ''Jak to ładna blondynka to zaklepuję'' ten już zaś był głośniejszy, zapewne osoba, która to powiedziała stała za drzwiami.-Jak dzieci- pomyślałam, przewracając oczami. Drzwi się otworzyły. Haha! Mina tego chłopaka była bezcenna! Jakby zobaczył jednorożca!
-Hej!- przywitałam się, próbując wyrwać go z ''transu''.
-H...hej- zająknął się. Przewróciłam oczami.-Wchodź- przepuścił mnie. W środku był jeszcze jeden przystojniak.
-Jestem Daniel Sharman- chłopak który otworzył mi drzwi uśmiechnął się i uścisnęliśmy sobie dłonie. Spojrzałam na niego dyskretnie. Wysoki, dobrze zbudowany, ciemny blondyn, o piwnych oczach. Ale ciacho.
-Erica Reyes.
-Dylan O'Brien -rzekł drugi, miał jakieś metr osiemdziesiąt, ciemne włosy, śliczne brązowe oczka...chodząca perfekcja.
-Erica -Również wymieniliśmy uścisk. To już pewne, nawet jakby warunki mojego pokoju były  kiepskie, zamieszkam tu choćby dla nich.-To, który mnie zaklepał?-Zrobili zszokowane miny, po czym zaczęliśmy się śmiać.
-Może przejdziemy do oglądania -zaproponował brązowooki. Poszłam za nim. Oglądanie zaczęliśmy od salonu. Był duży i przytulny. Na ścianie wisiał duży telewizor plazmowy, oraz dużo pięknych zdjęć oraz obrazów. Stała tam także duża, brązowa rogówka i Nieduży stół z sześcioma drewnianymi krzesłami. Następnie weszliśmy do niedużej łazienki. Wychodząc poszliśmy w prawo. Był tam korytarz, gdzie było z sześć pomieszczeń .
-Poco tyle pokoi? -uniosłam do góry brwi -przecież jest nas trójka.
-Jest jeszcze Emily i Theo, z tymże ona wyjechała ze swoim chłopakiem i wróci za tydzień, a Theo...-uciął spuszczając głowę.
-Theo jest w swoim pokoju i aktualnie nie gada z żadną laską...więc jak chcesz go poznać ,to musisz poczekać aż mu przejdzie, a szósty pokój jest gościnny.-Dodał Daniel.- A oto twój pokój-otworzył jedne z drzwi.- Moje drzwi są naprzeciw, a Dylana obok więc...jakbyś miała zły sen...albo coś to wpadaj.
-Oczywiście jeżeli zechcesz tu zamieszkać-Dodał Brązowooki. Przewróciłam oczami  jednocześnie się uśmiechając.Weszłam do pomieszczenia. Było małe. Tak jak większość pokoi w mieszkaniach studenckich. Stało tam jednoosobowe łóżko, ale spokojnie wyspałyby się dwie, biurko, nieduża szafa i duży stary fotel. Ściany były pomalowane na jasny fiolet. Podoba mi się.
-Chcę.- oznajmiłam, uśmiechając się szeroko. Byli tak zszokowani, jakbym powiedziała, że jestem z którymś w ciąży.
   Poszliśmy do salonu dogadać się w sprawie czynszu. Opowiedziałam im trochę o sobie oraz o tym jak tu trafiłam. Nagle z któregoś pokoju wyszedł chłopak. Zapewne to był ten słynny Theo. Stał przy lodówce i  chyba patrzył w moją stronę. Dlaczego mieszkają tu same ciacha?!
-To jest Erica -Dylan podszedł do niego i szepnął mu coś na ucho. Po czym podeszli i usiedli koło mnie i Sharmana.
-Theo Raeken. zmierzył mnie spojrzeniem od góry do dołu i uśmiechną sztucznie.
-Erica.-Wstał i poszedł do siebie. Westchnęłam zawiedziona.
-Nie przejmuj się -Sharman poklepał mnie po plecach.-na pewno się zaprzyjaźnicie. A teraz musimy  ustalić kto robi kolację...Wymienili spojrzenia po czym patrzyli ma mnie. Zaczęłam się śmiać.
-Dobra, dobra, ale wy mi pomożecie.-poszliśmy do kuchni. Postanowiłam, że zrobię Risotto (w końcu miałam włoskie korzenie).
    Usiedliśmy wszyscy razem, no z wyjątkiem ''Pana załamanego życiem'' Tym razem chłopcy o sobie opowiedzieli. Okazało się, że oni też chodzą do BU. Z jednej strony się cieszyłam ,bo nie będę sama, a z drugiej tylko ja jestem na pierwszym roku. Daniel i Emily zaczynają trzeci rok , Dylan i Theo drugi. Po skończonej kolacji. Daniel poszedł na zakupy, Dylan i ja sprzątaliśmy po kolacji.
     Po powrocie ''drzwiowego'' wzięłam lody (o które poprosiłam )i poszłam do pokoju przystojniaka numer trzy.
-Podobno lody pomagają po zerwaniu -posłałam mu pocieszające spojrzenie, podałam pudełko i łyżeczkę.
-Dzięki -uśmiechnął się i złapał mnie za nadgarstek kiedy próbowałam wyjść-Zostań.-Usiadłam koło niego na łóżku. Rozmawialiśmy o nim, jego byłej i ogólnie o życiu. Czułam się jakbym znała go od zawsze.
-Chłopcy mówili, że to ty chciałeś z nią zerwać. W ogóle jak maiła na imię?
- Malia, bo to prawda. Ja zawsze zrywam.
-Więc o co chodzi? czemu jesteś taki smutny.-Zmarszczyłam czoło.
-Nie wiem..., ale dzięki tobie jest mi lepiej. Dziękuję-Przybliżył się i pocałował mnie w policzek.-Chcesz coś ze mną obejrzeć?-Skinęłam głową. Chłopak sięgnął po laptopa stojącego na biurku koło łóżka na którym leżeliśmy.
-To co? Horror ?
-Liczysz na to ,że się wystraszę i rzucę ci się na szyję?-Zapytałam ironicznie się uśmiechając.
-Dokładnie.- Odpowiedział pewnie. Przewróciłam oczami.
-A więc niech będzie.-Czemu to musiał być Horror?! nie znoszę ich! Starałam się odwracać wzrok gdy robiło się strasznie, żeby nie dać mu satysfakcji. Na moje szczęście udało mi się! Film trwał jakieś półtorej godziny, a ja ani razu nawet nie drgnęłam.
   -Już późno. Pójdę do siebie.- wstałam powoli, a on skinął głową.
-A w czym będziesz spać?
-Co?!-zdziwiłam się jego pytaniem. Nie wyglądał na takiego...
-Spokojnie blondi! Po prostu nie widziałem twoich walizek...-Odetchnęłam z ulgą. Czyli jednak jest normalny. Całe szczęście.
-Dojadą jutro-Oznajmiłam i wyszłam.
Usiadłam na parapecie. Cieszę się, że udało mi się uciec przed studiami Prawniczymi, ale z drugiej strony zastanawiam się co będzie kiedy rodzice się dowiedzą, że ich okłamałam.-Koniec tych smutków! Erica! teraz żyjesz po swojemu! Nie myśl o tym''co będzie'' ,tylko o tym co robisz teraz!-Powtarzałam to sobie odkąd zaczęłyśmy realizować nasz plan.
-Hej marzycielko!-Odwróciłam się. To był Dylan. Stał w progu mych drzwi.
-Hej. Coś się stało?
-Pomyślałem, że pewnie nie masz w czym spać, więc...-Podał mi biały T-shirt- Jakbyś czegoś potrzebowała to wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć...
-Nie wątpię- Poklepałam go po ramieniu.-Dzięki za koszulkę.
Najpierw zdjęłam buty, potem zaczęłam rozpinać rozporek od spodni.
-Zostajesz na pokaz...-Ucięłam śmiejąc się. Oczy powiększyły mu się dwukrotnie, po czym załapał o co mi chodziło, przeczesał ręką włosy i wyszedł. Przebrałam się i położyłam.
   Pierwsza noc w nowym miejscu...to coś czego chyba każdy z nas nie lubi. Trudno od tak zapomnieć o tym jak wygodnie było w swoim Łóżku, pokoju, domu...Jako dziecko nie lubiłam jeździć na kolonie...Daleko od mamy, taty...Bez możliwości przytulenia się w razie złego snu...Ja tak jak pewnie połowa ludzi na świecie, prawie co noc miałam koszmary. To dlatego zawsze byłam tak blisko rodziców. Dlatego tak szybko chcę się usamodzielnić. Do cholery w końcu mam 19 lat! Czas pożyć na reszcie. Będę chodzić na imprezy, podejmować zarówno złe jak i dobre decyzje, śpiewać, spędzać czas z przyjaciółmi, podróżować. A może nawet zrobię sobie tatuaż! Żyć tak jak nigdy...Po swojemu.



      

wtorek, 14 lipca 2015

Prolog

       Cześć! Nazywam się Erica Reyes. A to moja historia w skrócie.
  Urodziłam się w Luizjanie.
 Kiedy miałam 15 lat, rodzice postanowili, że przeprowadzimy się do małego miasteczka Mystic Falls w stanie Virginia.
 Cieszyli się...jednak ja nie podzielałam ich entuzjazmu...
 Większość z was na pewno wie jak to jest...znasz się z ludźmi od piaskownicy, a tu taka niespodzianka...musisz zostawić wszystko za sobą, ich, wspomnienia...
 Na szczęście w nowej szkole się odnalazłam. Miałam swoją paczkę, a nawet chłopaka. Jednak to nie była miłość na zawsze, wiedzieliśmy, że skończy się wraz z rozdaniem świadectw.
 Tak też się stało... Moją jedyną przyjaciółką jest Rose Hall. Kiedy przyszłam do tego liceum, od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Zawsze mnie pocieszała...
 Rodzice od początku oczekiwali ode mnie jak najlepszych ocen. Marzyły im się studia prawnicze. Zawsze  powtarzali, że jestem do tego stworzona. Jednak od zawsze chciałam zostać aktorką lub piosenkarką.
 Pewnego dnia oznajmiłam im, że chcę studiować aktorstwo  w Nowym Jorku...Byli oburzeni, za wszelką cenę próbowali mnie od tego odwieść. Mówili, że to zawód bez przyszłości. A co by było gdybym je rzuciła i wolała robić coś innego...Wylądowałabym jako kelnerka w jakimś zapchlonym barze przy autostradzie, gdzie zjeżdżają same zboki.
Może i mięli rację...Ale ja nie dawałam za wygraną.
 Razem z Rose wpadłyśmy na pewien pomysł...
Rodzice zajęli się wybieraniem Uniwersytetu, a ja miałam złożyć aplikacje. Miałyśmy dwie opcje...
 1.Nie zgłaszać się tak gdzie chcieli i podrobić list z odmową i iść tam gdzie chcę. Pomysł prawie doskonały. Właśnie...PRAWIE, zawsze mogli wybrać inne o tym samym kierunku.
 2.Powiedzieć, że mnie przyjęli do tych sztywniaków, a tak na prawdę uczyłabym się w BU i nigdy by się nie dowiedzieli. Jak pewnie przypuszczacie wybrałam opcję nr 2.




              ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Witajcie !oto prolog mojego opowiadania :) mam nadzieję ,że się wam spodoba :) liczę na komentarze pozytywne oraz takie żebym po prostu wiedziała ,czy są gdzieś jakieś błędy stylistyczne itd :3
   rozdział nr 1 powinien pojawić się za jakiś tydzień ...może wcześniej :*




Layout by E(L)MO