Następne kilka dni spędziłam zwiedzając Nowy Jork w towarzystwie moich przystojnych współlokatorów. To na prawdę piękne miasto.
Okazało się, że ja i Daniel mamy wspólną pasję- Fotografowanie. Zrobiliśmy masę pięknych zdjęć. Z Theo już lepiej. Sharman mówił, że zachowywał się tak już od miesiąca do czasu mojego przyjazdu. Z Dylanem cały czas z czegoś żartowaliśmy. Mięliśmy swój świat i tylko my wiedzieliśmy o co w nim chodzi.
Po kolacji, jak zawsze poszłam na schody przeciwpożarowe, owinięta w fioletowy kocyk ,z kubkiem w prosiaczki, w którym miałam herbatę. Pisałam esemesy z Rose. Dawno nie gadałyśmy.
Nagle poczułam czyjeś usta przy swym uchu.
-Bu!-Podskoczyłam ze strachu.Odwróciłam się i ujrzałam rozbawionego Dylana.
-Co ty robisz?!
-Wstawaj!- Wciągnął mnie do środka.
-O co chodzi?!- Zmarszczyłam czoło.
-Postanowiliśmy, że idziemy do klubu. Musimy się odstresować. Nie chcemy zostawić cię samej, więc idziesz z nami.
-Co?Ale...
-Nie ma ale! Ubieraj się!- Był tak podekscytowany, jak dziecko, które po raz pierwszy idzie do Zoo.
-Okej, skoro ci tak na tym zależy...-Otworzyłam szafę i tu zaczęły się problemy...nie miałam pojęcia co na siebie włożyć...-Pomożesz mi.-Oznajmiłam chłopakowi, a on niechętnie skinął głową i poszedł do szafy.
Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu! Wzdychał, przewracał oczami, mówił, że czuje się jak w sklepie odzieżowym. Po jakimś czasie wyjął czarną, lekko rozkloszowaną sukienkę.
-To ta!- Krzyknął.- Załóż ją!- Podał mi wieszak na którym wisiała.
-No nie wiem....Jest zbyt...
-Zakryta?...tak masz rację.-spuścił głowę w dól udając, że się zastanawia.
-Wyzywająca! Mówiąc szczerze nigdy jej na sobie nie miałam i raczej nie jest dla mnie...
-Słuchaj...-położył rękę na moim ramieniu.-Chociaż przymierz...jak coś przecież możesz iść w bieliźnie.-Pokręciłam głową z zażenowaniem.
-A tak ci dobrze szło...Wszystko zjebałeś.-uśmiechnął się i wyszedł. Gotowa wyszłam z pokoju. Reszta już czekała przy drzwiach. Czułam się dziwnie...Cały czas gapili się na moje nogi. Tak w sumie nie miałam ochoty na imprezowanie. Chciałam wypić herbatę i iść spać. Ale oczywiście musiał pojawić się O'brian...dobrze wie jak się uśmiechnąć i co powiedzieć, żeby dziewczyna robiła co on chce...nie chciałam dawać mu satysfakcji, ale też nie mogłam odmówić...
Pojechaliśmy do,,Mojito''. Tradycyjny klub. Fajna muzyka, masa pijanych i naćpanych ludzi oraz smród papierosów i alkoholu.
Barman robił fajne''sztuczki''z butelkami, rozlewał wódkę na blacie i podpalał... Chciałabym się kiedyś tego nauczyć.A ten facet....w sumie chłopak, bo wyglądał na około 23 lata...umięśniony, przystojny....cudo!
Chłopaki widząc mój zachwyt, stwierdzili, że koleś się strasznie popisuje i zaciągnęli mnie na parkiet. Bawili się co chwile z innymi dziewczynami, a ja... w sumie sama. Piłam, skakałam,a nawet czołgałam się po podłodze...
Niespodziewanie przyłączył się do mnie jakiś koleś. Tańczyliśmy chwilę, a tu nagle znikąd podchodzi do mnie rudowłosa dziewczyna...wydziera się, popycha i wymachuje rękami przed moją twarzą. O co jej chodzi?
-Czego ode mnie chcesz wariatko?!-Krzyknęłam, popychając ją. Upadła na podłogę. Dylan i Theo próbowali ogarnąć tą idiotkę, a ona krzyczała, że niby zabawiam się z jej facetem....Przecież sam do mnie podszedł...a teraz się zmył....pijani ludzie są straszni...sama nie jestem za trzeźwa, ale chociaż nie urządzam takich scen.
Przyszedł ochroniarz i usiłował ją wyprowadzić. To było trudne...Mimo, że był silny (bynajmniej na takiego wyglądał) cały czas wyślizgiwała mu się z rąk, a on ją łapał i tak w kółko. Kiedy przechodzili obok stołu, na którym stała szklanka, chwyciła ją, podbiegła do mnie i oblała zawartością. Zanim goryl ją ponownie złapał, wzięłam butelkę po piwie i rzuciłam jej w głowę.
-Trafiłam! I co teraz powiesz szmato?!-Wrzasnęłam, pokazując jakieś dziwne znaki rękoma i uśmiechając się z satysfakcją. Przesadziłam.Wiem. Nie kontrolowałam się. Alkohol chyba mi nie służy...Okazało się, że ja też muszę wyjść.
-No nieźle!- Zaczął klaskać.- Będziemy na ciebie wołać ''Zadymiara''!- O'brian chyba był zachwycony. Uśmiechał się cały czas. Nie wiem z czego tak się cieszył. Przecież to nie ja zaczęłam, poza tym mogłam zrobić jej krzywdę! Jakby tego było mało...moja sukienka była cała mokra i śmierdziała.
- Pojadę już do domu.-oznajmiłam.
-Chyba sobie żartujesz?!-krzyknęli równocześnie.Wymienili spojrzenia, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
-Nigdzie nie idziesz.-Okrył mi plecy niebieską bluzą.
-Dzięki.-Spojrzałam mu głęboko w oczy i lekko się zarumieniłam. Są takie głębokie i śliczne. Gdy raz się w nie spojrzy...nie można przestać...Boże! Co się ze mną dzieje?! Chyba nie podoba mi się Dylan?! Owszem jest przystojny i czarujący, jak najbardziej w moim typie ( słodki i kochany badass), ale nie! Jestem pijana. Alkohol przejął kontrolę nad moim umysłem! Nigdy już nie tknę Whisky! Nigdy! Koniec z alkoholem!
-Hej! Dylan! Pamiętaj, że to ja ją zaklepałem!-Objął mnie ramieniem, wyrywając z zamyślenia. zaczęliśmy się śmiać.
-Sharman! A ty pamiętaj, że jak będziesz ze mną zaczynał to oberwiesz tak jak ona.
Nie
wiedziałam jakim cudem dotarłam do domu. Ostatnie co pamiętałam to zaułek za
barem i alkohol, który wypiłam. Słońce
wpadające przez okno w moim pokoju niemal wypaliło mi oczy. Suchość w gardle
była nieznośna, ale nie mogłam zmusić mięśni do ruszenia się z łóżka. Po
kilku minutach, które wydawały się być wiecznością, udało mi się spełznąć na
podłogę. Moim celem było dotarcie do źródła wody, chwycenie jakiejś aspiryny i
szybki powrót pod kołdrę.
Po otworzeniu drzwi, całe pomieszczenie wypełniło się zapachem jajecznicy. Byłam bardzo głodna i ciekawa komu chciało się wcześniej wstać, a co dopiero gotować.
Obijając ciałem o ściany dowlokłam się do kuchni. Usiadłam przy stole pomiędzy Sharmanem i O'brianem, gdy Raeken nakładał śniadanie.Wyglądał komicznie z tą patelnią w ręku i fartuchu na sobie.
-Mamy coś do picia?-Wychrypiałam z trudem.
-Piwo albo....piwo- Odpowiedział ze skwaszoną miną Dylan.
-Wyglądasz...strasznie!-Stwierdził.
-Dzięki Theo.-Uśmiechnęłam się sztucznie.-Potrafisz poprawić dziewczynie humor.
-Niema za co kochanie.-Wysłał mi powietrznego całusa, przewróciłam oczami.
-A więc Erica.-Odwrócił głowę w moją stronę.- Lubisz sport?
-W sumie...to tak, najbardziej baseball!
-A którą...
-Metsów- Przerwałam chłopakowi.
- To fantastycznie!-znów krzyknęli synchronicznie.
-Długo to ćwiczyliście?-Wybuchnęliśmy śmiechem. Jak ja się cieszę, że ich poznałam. Chyba nigdy nie odwdzięczę się Rose za ten pomysł. Przy każdej rozmowie dziękuje jej po kilka razy, aż w końcu każe mi się przymknąć. Nie mogę się doczekać, aż poznam Emily. Tyle o niej opowiadali....
-Wiesz...to dobrze się składa bo kupiłem bilety na ich mecz. Więc mam nadzieję, że nie masz żadnych planów.
-Z chęcią pójdę. Tylko kiedy?
-Za tydzień.-Uśmiechnęłam się szeroko i kończyłam jeść posiłek.
Ponieważ dzisiaj była moja kolej, posprzątałam i poszłam się położyć. Strasznie mi się nudziło i mimo zmęczenia nie mogłam usnąć. Postanowiłam zadzwonić na Skype do przyjaciółki. Super było znów z nią porozmawiać.
-Jak ja ci zazdroszczę...-zaczęła- Możesz zacząć od początku...żyjesz jak chcesz...a ja?! Użeram się z rodzicami na każdym kroku.
-Hall! uspokój się! Czemu ty tak na nich narzekasz?! Spotykasz się z kim chcesz, będziesz studiować to co chcesz i tam gdzie chcesz...Masz świetnego chłopaka i w ogóle to ja powinnam tobie zazdrościć!-Czasami nie potrafię jej zrozumieć...Fakt, może i jestem daleko od domu i nikt na mnie nie wisi, ale muszę sama o siebie zadbać. W końcu właśnie tego chciałam.
-Wiesz co jeszcze jest zajebiste w tym, że jesteś w NY?
-Co takiego?-Zapytałam zmęczona jej marudzeniem''jak to ona ma źle''.
-Ty będziesz mogła pójść na koncert R5!
-Co?!-nie dowierzałam w to co mówi. Kocham R5, ich muzykę i w ogóle Ich! Razem z Rose znamy wszystkie piosenki na pamięć!
-Na Twitterze Ross napisał, że za miesiąc grają w Nowym Jorku!
-Aaaaaa!!!!-piszczałyśmy przez dłuższą chwilę. W końcu Theo wbiegł do mojego pokoju z mopem i gdy zobaczył, że nic się nie dzieje, zrobił tą swoją zażenowaną minę i zaczął się śmiać po czym wyszedł.
Znowu obudziło mnie pianie ptaków za oknem. Miałam ochotę rzucić w nie kamieniem, żeby w końcu się przymknęły. Uchyliłam drzwi...zazwyczaj o tej godzinie chłopaki jeszcze śpią...ale nie dzisiaj. W domu byliśmy tylko ja i Daniel. Okazało się, że dzisiaj przyjeżdża nasza współlokatorka, więc pojechali zrobić zakupy, a my mamy posprzątać.
Po przygotowaniu wszystkiego, pograliśmy na konsoli. Oczywiście nie obyło się bez bitwy o pierwszeństwo. Z racji tego, że jestem dziewczyną ustąpili mi.
Nagle do mieszkania weszła ładna blondynka...
*Emily*
Och... Jak miło znów być w swoim domu...
-Cześć!-Krzyknęłam odstawiając walizki na podłogę. Wszyscy zerwali się z kanapy i podbiegli do mnie witając się. Zauważyłam nową twarz.
-Hej!To ty jesteś Erica?-zapytałam wymieniając z nią uścisk.
-We własnej osobie.-Ukłoniła się i wybuchliśmy śmiechem.
-Mieliście rację- zwróciłam się do chłopaków-zabawna jest.
Podczas pysznej kolacji opowiedziałam im o mojej podróży z Joshem i o nim samym. Tak samo blondynka opowiedziała o sobie kilka ciekawostek i po posiłku, poprosiłam ją o pomoc w rozpakowaniu się.
-Pomyślałam, że jutro po zajęciach pójdziemy na zakupy i pokażę ci okolicę-zaproponowałam.
-Jasne.-Uśmiechnęła się.-Już późno...Pójdę już...-Wskazała kciukiem w stronę drzwi. Kiwnęłam głową i pożegnałam się.
*Erica*
Byłam zmęczona jednak znów nie mogłam usnąć...Ścisk w żołądku był nie do zniesienia...Nie mam pojęcia o co chodzi. Może stresuję się jutrzejszymi zakupami z Ems...A może to kolejne złe przeczucie...Machałam kołdrą we wszystkie strony. Najpierw leżałam na środku łóżka, za chwilę na krawędzi. Postanowiłam iść do kuchni i coś zjeść.
Z lodówki wyjęłam serek truskawkowy i sok. Byłam w drodze do salonu, gdy ktoś zapalił światło. Nagle stanęłam w bezruchu. Czułam się jak złodziej złapany przez strumień światła na gorącym uczynku. Bałam się otworzyć oczy...ale po usłyszeniu śmiechu zdobyłam się na odwagę.
-Daniel- wyszeptałam i poszłam w jego kierunku.-Wiesz jak mnie wystraszyłeś?!-uderzyłam go lekko pięścią w ramię.
-Żałuj, że nie widziałaś swojej miny.-śmiał się tak głośno, że zakryłam mu usta ręką.
-Cicho bądź bo wszystkich pobudzisz!-Poszłam w kierunku kanapy. Po drodze zahaczyłam o stolik i wzięłam pilot.
-Wiesz która jest godzina?-zapytał lekko się uśmiechając. Kiwnęłam głową i włączyłam telewizję.-będziesz teraz jeść?-zrobił zdziwioną minę, po czym się do mnie przyłączył. Na jakimś kanale plotkarskim leciała powtórka wywiadu z Rossem Lynchem. Ja byłam w siódmym niebie, a Sharman rzucił tekstem pt.,,Co to za pedał?'' Oczywiście od razu zarobił poduszką w twarz.
Byłam tak wciągnięta w gapienie się na idola, że nie zauważyłam kiedy moja głowa leżała na ramieniu chłopaka, ale nie miałam już siły się ruszyć. Nawet nie wiem kiedy usnęłam.
*Dylan*
-Poranki zdecydowanie nie są moją porą.- Mruknąłem próbując wstać. Zerknąłem na zegarek. Po czym natychmiast się zerwałem z łóżka. Za godzinę miałem zajęcia. Byłem ciekawy dlaczego nikt mnie nie obudził. Wolnym krokiem poszedłem do pokoju Ericii. Jednak jej tam nie zastałem. Łóżko wyglądało tak jakby ktoś z niego dopiero wstał. Więc dlaczego jest tak cicho? Następnie poszedłem do kuchni, lecz tam też świeciło pustką. Ale to co zobaczyłem wchodząc do salonu....tego się po prostu nie spodziewałem...Na rogówce leżał Sharman i wtulona w niego Reyes.
-Hej gołąbeczki!-Krzyknąłem. Natychmiast wstali, nie wiedząc co się dzieje.-Może mi ktoś powie co tu się wyprawia?- spytałem nie ukrywając urazy. Nie wiem czemu tak zareagowałem....Najpierw ta sytuacja w klubie, potem w barze, a teraz to? Może po prostu jestem o nią zazdrosny...Tylko czemu? Może jest to spowodowane tym co się stało podczas powrotu do domu z Lucky Luke? Zapewne ona tego nie pamięta, ale ja tak...i nie potrafię zapomnieć...Ale powinienem...Wiem, że podoba się Danielowi i nie powinienem patrzeć na nią inaczej niż na przyjaciółkę....
-Hej ziemia do Dylana!-Z zamyślenia wyrwała mnie poduszka, którą rzuciła we mnie dziewczyna.
-Nieźle wczoraj zabalowaliście!-Starałem się ukryć złość, a raczej zazdrość, lecz za dobrze mi to nie wychodziło, Ponieważ od razu się zorientowała. Chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do kuchni.
-O co chodzi?-Wlepiła we mnie zaciekawione spojrzenie.-Uważaj bo pomyślę, że jesteś zazdrosny...
-W cale nie!-Broniłem się. Ale na marne. Pokiwała znacząco głową i spojrzała na mnie w stylu,,wiedziałam''. Spuściłem głowę aby uniknąć jej wzroku, a ona pogłaskała mnie po policzku śmiejąc się. Po czym przytuliła.
-Jesteśmy kumplami, pamiętasz?-chwyciła moją twarz w dłonie i spojrzała prosto w oczy.-I zawsze nimi będziemy. Nasze relacje są takie jak pomiędzy mną i Danielem czy Theo. Rozumiesz?
-Nie o to chodzi....-No pięknie! i jak ja z tego wybrnę?!-To ja jako pierwszy chciałem się z tobą przespać.-oczy powiększyły się jej dwukrotnie. Uśmiechnąłem się złowieszczo. Wygląda na to, że nie zamierza nic powiedzieć...
-Nie spaliśmy ze sobą! I w ogóle co cię to obchodzi?! Nie muszę ci się tłumaczyć!
Muszę się ogarnąć i zachowywać tak jak zawsze...Nie mogę pozwolić aby moje uczucia do niej się rozwinęły. Jak powiedziała,,Jesteśmy kumplami''. I jak na razie mam nadzieję, że tak zostanie. Ona jest inna niż dziewczyny, które znam. Ona oznacza zaangażowanie... a ja nie wiem czy jestem na to gotowy. Nie chcę spieprzyć naszej relacji więc...spasuję.
*************************************
No to mamy kolejny rozdział :)
Jestem wami zawiedziona ;-; Pod 1 rozdziałem jest tylko 1 komentarz :/ i jak ja mam niby wiedzieć czy się wam podoba ? nie jestem wróżką? (chociaż bardzo bym chciała XD)
I bardzo przepraszam za małe opóźnienie...na jakiś czas po prostu mnie wena opuściła i gdyby nie to rozdział byłby troszkę dłuższy.
Następny powinien pojawić się w kolejny piątek :)
BTW
Jak po 6 odcinku TW ? mnie się on bardzo podobał jak w sumie każdy <3 Martwi mnie ta cała Hayden. czym jest?


W tym rozdziale widzę, że poprawiłaś interpunkcję. To bardzo ułatwia czytanie. Jestem ciekawa co pamięta Dylan....
OdpowiedzUsuńCzekam na next!!!
No zaciekawiłaś mnie czekam na kolejny rozdzialik
OdpowiedzUsuń