Siedziałam na ławce w parku i czekałam na Daniela. Nie mógł przyjść na występ, ponieważ był w pracy. Na jego szczęście Ems wszystko nagrała....
Spóźnia się już dziesięć minut. Wyjęłam telefon z zamiarem wysłania do niego SMSa.
'Do Daniel'
Ile można na ciebie czekać? Gdzie jesteś?
Po chwili otrzymałam odpowiedź.
'Od Daniel'
Za tobą xx
Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka, który poprawiał swój szalik. Usiadł koło mnie na ławce i pocałował w policzek na przywitanie.
-Przepraszam, że tak długo, ale musiałem załatwić coś ważnego...-Urwał, uśmiechając się.
-A tobie co tak wesoło?- Zapytałam, marszcząc czoło.
-Powinnaś być ze mnie dumna.- Rzucił, wyciągając coś z tylnej kieszeni jeansów. Trzymał w ręce jakieś dwie kartki. Wstał i gestem pokazał abym zrobiła to co on.
-Zanim ci to dam...-Zrobił dramatyczną pauzę.- Musisz mi coś obiecać...-Kiwnęłam głową, aby kontynuował.- Obiecaj, że nigdy nie odwrócisz się od Dylana.-Wytrzeszczyłam oczy. O czym ten koleś do cholery plecie?!- Wiem, że czasami jest dupkiem...
-Czasami.-Mruknęłam sarkastycznie.
-Ale on cię potrzebuje. Ja też. Ale zrozumiałem pewną rzecz... I...-Wzruszył ramionami.- Muszę odpuścić.
-Do czego zmierzasz?-Zapytałam zniecierpliwiona. Strasznie nie lubię gdy ktoś owija w bawełnę. Trzeba walić prosto z mostu. Wiem, że to nie zawsze jest takie proste, ale... Trzeba się postarać. Zignorował moje pytanie i stanął na przeciwko mnie.
-Trzymaj.-Podał mi dwa kartoniki, na których były jakieś napisy. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak bilety. Po przeczytaniu, przetarłam oczy i prześledziłam wzrokiem litery jeszcze kilka razy. Nie mogę w to uwierzyć! To bilety na koncert R5!
-Ale jak?- Wykrztusiłam po chwili.-Przecież koncert odwołano!
-Zmieniono datę.-Poprawił mnie, w chwili, gdy rzucałam mu się na szyję.- To...- Zaczął niepewnie.- Wiesz już może z kim pójdziesz?- Zapytał, odsuwając się ode mnie i spuszczając wzrok.
-Hmmm...-Udałam, że się zastanawiam.-No nie wiem.- Odparłam sarkastycznie i uśmiechnęłam się.- Chyba z takim jednym idiotą, który robi dla mnie zdecydowanie za wiele.
-Za wiele?- Zdziwił się. Przytaknęłam.- Gdybyś mi na to pozwoliła zrobiłbym więcej. Pamiętaj... zawsze będę gotów zrobić dla ciebie wszystko.
W nocy nie mogłam zasnąć. Świadomość, że dzisiaj idę na koncert moich idoli, przyprawiała mnie o ból brzucha. Stresuję się bardziej niż przed egzaminami.
Wypełzłam powoli z łóżka i niczym Zombie, poczłapałam w kierunku kuchni. Wszyscy siedzieli już przy stole i zjadali naleśniki, na pewno przygotowane przez Theo. Nie byłam już na niego zła. Na pewno zachowałabym się podobnie gdybym zaczęła spotykać się z jakimś jego przyjacielem. Bałabym się jego reakcji.
Siadając na swoim stałym miejscu; między Dylanem a Danielem. Zauważyłam, że czegoś mi brakuje...A raczej kogoś...
-Gdzie Daniel?- Spytałam, nie kierując pytania do nikogo w szczególności.
-Jeszcze śpi. Nie ma dzisiaj zajęć i w ogóle mówił, że nie czuje się najlepiej.- Odpowiedziała Emily, przeżuwając posiłek.- Czemu gdy wszystko idzie dobrze, zawsze coś musi się spieprzyć? Thomas przyjechał. Było wszystko okej... Przez dwa dni.... Potem nagle jego babcia zachorowała i musiał wracać... Teraz mięliśmy wyjść z Danielem, a jego łapie choroba! Czemu życie jest dla mnie takie okrutne?!
Po skończonym śniadaniu, poszłam do swojego pokoju przyszykować się na zajęcia. Z racji, że już powoli zaczynała się zima, postanowiłam ubrać się nieco cieplej; Założyłam białą bluzkę na krótki rękawek, z napisem ''Fuck Everything'', na to czarny kardigan i rurki w tym samym kolorze.
Szłam właśnie do pokoju Dylana. Daniel wygląda okropnie i tak pewnie się czuje. Dobrze, że spał, bo znając go, przepraszałby mnie za to, że się rozchorował, a to przecież nie jest jego wina. Zdrowie jest najważniejsze.
Niestety każdy jest tego wieczora zajęty. Ostatnia nadzieja jest w Dylu.
Nie pukając, weszłam do jego sypialni. Siedział na łóżku i bawił się telefonem.
-Pomóc ci w czymś?- Zapytał, podnosząc na mnie wzrok.
-Yyy... W sumie to tak.- Mruknęłam, wchodząc w głąb pomieszczenia. Stanął naprzeciwko mnie.
-Słucham.- Schował telefon do kieszeni i skrzyżował ramiona.
-Masz może... wolny wieczór?- Zapytałam niepewnie.
-Proponujesz coś?- Spytał, chytrze się uśmiechając.
-Koncert. Dziś. Wieczorem. Daniela rozkłada choroba i nie mam z kim iść.
-Cieszę się, że o mnie pomyślałaś.- Uśmiechnął się szerzej. Z chęcią z tobą pójdę. Tylko kto...
-R5.- Wyprzedziłam jego pytanie.- To co, nadal chcesz iść?- Przytaknął.
-Ale, nie ma nic za darmo.- Przybliżył się do mnie nadal się szczerząc. Mogłam się domyślić, że będzie czegoś oczekiwał w zamian. Taki właśnie już był i takiego go lubiłam. Czasami.
Dobrze wiem czego ode mnie chce. Tylko pytanie, czy mu na to pozwolę.
Podszedł jeszcze bliżej, cały czas patrząc mi to w oczy, to na usta. Dzieliły nas teraz dosłownie milimetry. Oparł swoje czoło o moje. Jego ręce powędrowały na moje biodra, a czekoladowe oczy, sprawiają, że nogi mam jak z waty. Musnął moje usta swoimi. Powoli i delikatnie. Po kilku sekundach jego język wkradł się do mojej buzi, sprawiając, że odpływałam. Nie sądziłam, że potrafi być taki delikatny. Nie pamiętam naszego pierwszego pocałunku, ale na pewno był inny od tego. Tego z pewnością nie zapomnę.
Powoli zaczęłam się od niego odrywać, gdyż zaczynało mi brakować powietrza.
-Zaraz spóźnię się na zajęcia.- Powiedziałam podchodząc do drzwi. Chwycił mnie za rękę i się uśmiechnął.
-Poczekaj, pójdę z tobą.- Kiwnęłam głową.
Byłam właśnie w trakcie szykowania się na tą wielką chwilę. Za dokładnie dwie godziny zobaczę moich idoli na żywo.
Emily, pomagała mi z wybraniem stroju; Postawiłyśmy na zwykłe, czarne rurki z wysokim stanem i biały Crop Top z logiem Supernatural. Na to, najprawdopodobniej założę czarną ramoneskę. Makijaż zrobiłam mocniejszy niż zwykle, a włosy lekko podkręciłam lokówką.
Dylan czekał już przed taksówką, do której wsiedliśmy.
-Jeszcze raz dziękuję, że zgodziłeś się ze mną pójść.- Westchnęłam, przerywając ciszę.
-Nie ma za co słońce.- Szepnął mi do ucha. Ugh! Czemu on to robi?
Staliśmy przy samej scenie, która znajdowała się w ogromnej hali. Jednym słowem, był taki ścisk, że praktyczne się ruszyć nie dało. Moje szczęście było nie do opisania, a Dylan... Jak to on. Stał z obojętną miną i co chwila walił otwartą dłonią w czoło, w wyrazie załamania moim zachowaniem. Od czasu do czasu uśmiechnął się, gdy mu dziękowałam po raz kolejny.
-Naprawdę nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć!- Powiedziałam głośno, próbując przekrzyczeć hałas.
-Są różne sposoby...- Odkrzyknął, ale nie dokończył, ponieważ w porę zasłoniłam mu usta ręką. Niechcący napotkałam jego czekoladowe tęczówki, wpatrujące się we mnie.
W pewnym momencie światła zgasły całkowicie i zaraz się zapaliły.
-Tylko nie bądź na mnie zła, okej?- Usłyszałam jego zmieszany głos przy uchu, gdy obejmował mnie ramieniem w talii. O co mu chodzi? Na co mam nie być zła? Co on odwalił? Niestety nie dane mi było zapytać, gdyż na scenę właśnie powoli wkraczały jakieś nieznane mi postacie.- Dokładnie czterech chłopaków. Z czego jeden z nich najbardziej przykuwał uwagę; a konkretnie jego zielone włosy. Serio? Jakim trzeba być idiotą (bez urazy dla tamtego kolesia) aby przefarbować włosy na zielono?!- Po hali rozniosły się piski i krzyki, a tamci zaczęli się ustawiać. Najbardziej z przodu stanął wysoki blondyn. Po chwili wrzaski, raniące moje uszy, w miarę ustały, a ciemnowłosy i reszta zaczęli się witać z publiką. Z tego co usłyszałam to nazywają się 5 Seconds of... coś tam... Nie wiem. Mało mnie to obchodzi.
Stanęłam na przeciwko niego.
-Dylan? Możesz mi to jakoś wyjaśnić?- Zapytałam, wskazując w kierunku sceny. On tylko uśmiechnął się nawet na mnie nie patrząc.- Możesz na mnie patrzeć?!- Prychnął i zrobił to co chciałam. Oczywiście nie zapomniał przewrócić oczami. Ponownie się uśmiechnął.
-Naprawdę myślałaś, że poszedłbym z tobą na koncert tych pedałów? Miałbym patrzeć jak się ślinisz do tego jebanego blondaska?!- Odparł z nutką wściekłości. Co ja gadam? To była wściekłość. Najwidoczniej nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony.
-Mogłeś po prostu powiedzieć, że nie chcesz iść!
-Nie chciałem cię zawieść.- Mruknął, spuszczając wzrok. Największa bzdura jaką kiedykolwiek słyszałam! Gdzie ta jego pewność siebie?
-''Nie chciałem cię zawieść''- Próbowałam naśladować jego głos.- Więc po prostu postanowiłeś zabrać mnie na koncert jakiś pedałowatych punków?!- Na moje szczęście, właśnie w momencie gdy wykrzyczałam te słowa, muzyka ucichła. Teraz wszystkie oczy przeniosły się na nas. Blondyn stojący na scenie patrzył na mnie zdezorientowanym spojrzeniem.
-Co się gapisz?!- Warknęłam w jego stronę. Wzruszył ramionami i kontynuowali występ. Grali kompletnie nieznaną mi piosenkę. Posłałam O'Brienowi ostatnie mordercze spojrzenie i próbowałam przepchać się przez tłum rozszalałych nastolatek, w kierunku najbliższego wyjścia. Na całe szczęście Dyl nie próbował mnie zatrzymać. Po prostu tam stał oszołomiony.
-Boże suńcie te dupy, bo zaraz nie wytrzymam!- Wykrzyknęłam, ale pewnie i tak nikt mnie nie usłyszał. Byli zbyt wsłuchani w tę irytującą piosenkę.
Po kilku minutach dosłownego, deptania i pchania ludzi, wydostałam się na zewnątrz. Osunęłam się po ścianie na ziemię.
-Co za dupek!- Mruknęłam do siebie. Podkuliłam nogi pod brodę. Po prostu siedziałam wściekła i patrzyłam na gwieździste niebo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hejka! Miało być tak świetnie, a nie jest... Mało akcji... Rozdział taki sobie... ale jest i to się liczy.
w następnym pojawią się nowe mordki, będzie więcej dramatu.
Spodziewajcie się mnie jakoś za tydzień... zobaczymy jak to z czasem wyjdzie.
Nwm co się ze mną dzieje. Nie potrafię dobrać słów, powtarzam się... postaram się to naprawić.
Pamiętajcie o komentarzach i to chyba tyle ;)
do następnego :*

Boze z facetow to sa takie patafiany... Ughh...
OdpowiedzUsuń"Nie chcialem Cie zawiezc"... Boze no nie moge.... ;-;
Kolejny rozdzial juz dawno powinien byc dodany.. Tak wiec gdzie jest hmm?
Ogolnie fajny blog :33
Buziaki -Maja❤