sobota, 21 listopada 2015

08:,,To tylko sen?''

  Od jakiś piętnastu minut siedzę na ziemi pod budynkiem, gdzie jeszcze odbywa się koncert tych niedorozwojów. Większość ludzi przechodzących koło mnie, gapiła się dziwnie, niektórzy posyłali mi współczujące spojrzenie, inni patrzyli na mnie z wyższością, zupełnie jakbym była jakimś menelem. Tylko nieliczni pytali się czy wszystko w porządku.
Na moje szczęście zaczął padać deszcz. Super! Mimo, że go uwielbiam, zawsze pojawia się w nieodpowiednim momencie.
   Szybko podniosłam się z chodnika i przebiegłam na drugą stronę ulicy. Rozejrzałam się za przystankiem autobusowym, ponieważ metrem byłoby szybciej, a ja potrzebuję czasu na przemyślenia.
Podeszłam do rozkładu jazdy. Zerknęłam na zegarek, który znajdował się na mojej prawej ręce. Wskazywał godzinę dwudziestą pierwszą pięć. Powinien przyjechać lada chwila.
I tak też było. Wsiadłam do pojazdu i kilka sekund później odjechał od przystanku.

   Stałam przed kamienicą, w której znajduje się nasze mieszkanie. Zaczęłam przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu kluczy.
-Kurwa!- mruknęłam, gdy spostrzegłam, że ich nie posiadam. Telefonu także.
Przypomniałam sobie, że przecież dałam wszystko Dylanowi. Daniel zapewne śpi, więc nie chcę go budzić, Emily jest u Josh'a, a Theo u Lucy.
-Jaką ja jestem idiotką!-sapnęłam, zaciskając pięści.
Postanowiłam zawrócić, wziąć od tego idioty swoje rzeczy i nigdy więcej się do niego nie odezwać.

Po czterdziestu minutach, byłam znów na przystanku znajdującym się na przeciwko hali, w której zaledwie ponad godzinę temu, O'Brien spieprzył mi cały dzień.
Nie zwracając uwagi na jadące samochody, weszłam na ulicę. Słyszałam trąbienie, ale nie zwracałam na to mniejszej uwagi.
Nagle poczułam uderzenie i ból w lewym boku. Upadając, zauważyłam czarne Bugatti. Chwyciłam się za bolące miejsce, starając się je rozmasować. Próbowałam także zwalczyć chęć zamknięcia oczu.
-Hej, wszystko w porządku?- usłyszałam męski głos.
Obróciłam głowę w jego kierunku. Klęczał koło mnie zielonowłosy chłopak. Czy to możliwe, że to ten sam, który stał tam na scenie? Chyba tak.
Lekko kiwnęłam głową.
-Chłopaki, myślę, że trzeba zawieść ją do szpitala! To może być coś poważnego!- Powiedział spanikowany, kładąc rękę na mojej, która znajdowała się w dalszym ciągu na moim lewym boku.
-Michael, nie panikuj. Zadzwonimy po karetkę i pojedziemy do hotelu. Jestem strasznie zmęczony.- Teraz głos zabrał wysoki blondyn.
-Żartujesz?! Potrąciliśmy ją! Nie możemy tutaj jej zostawić jak jakąś wiewiórkę!- Do sprzeczki dołączył się brunet.
-Dasz radę wstać?- Zapytał... Michael? Tak, to chyba Michael. I chyba zwraca się do mnie.
-Spróbuję.- Mruknęłam.
Wyciągnął w moją stronę ręce, za które chwyciłam i spróbowałam wstać, ale poczułam straszny ból i po chwili znów prawie upadłam, gdyby nie brunet.Podniósł mnie jak pannę młodą i powoli wsadził do czarnego samochodu.
Moja głowa została ułożona na udach Michaela, a nogi na kolanach Calum'a? (Tak wywnioskowałam z rozmowy)
-Jak się nazywasz piękna?- spytał chłopak siedzący po stronie pasażera. Odwrócił się i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Erica.- Szepnęłam, próbując ułożyć się wygodniej.
-Ja jestem Ashton.- powiedział.- Ten co bawi się twoimi włosami to Michael.
-Po prostu podoba mi się kolor.-Prychnął.- Może znowu wrócę do blondu?- Wyszczerzył się, okręcając kosmyk moich włosów wokół swojego palca.
Ashton przewrócił oczami i zachichotał.
-Ten gapiący się na twoje buty to Calum.
-Są ładne.- Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. Odparłam ledwo słyszalne ''dzięki''.
-A ten pirat drogowy to Luke.- Skinął głową w kierunku chłopaka za kierownicą. Nie widząc żadnej reakcji z jego strony, walnął go w udo. Tamten syknął cicho: ''Ej! Za co to było?!'', a Ashton spojrzał na niego wymownie.
-Cześć.- Mruknął od niechcenia.
Patrzyłam na niego przez wsteczne lusterko. Spokojnie mogę stwierdzić, że był całkiem przystojny. A ten kolczyk w wardze dodawał mu uroku. Z tego co zaobserwowałam to jeszcze Michael ma kolczyk, tylko, że w brwi.Wracając do Luke'a...jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Śliczne niebieskie oczy, uważnie skupione na drodze...
Samochód zatrzymał się na czerwonym świetle, a ja byłam nadal zapatrzona w odbicie chłopaka. W pewnym momencie on także spojrzał na lusterko i uśmiechnął się zawadiacko. Lecz tak nagle jak się pojawił, tak szybko zniknął. Teraz na jego twarzy gościło....obrzydzenie? Może niechęć...

   Właśnie wyszliśmy ze szpitala. Okazało się, że to tylko stłuczenie i nic poza tym. Przepisali mi jakieś leki przeciwbólowe i kazali odpoczywać. Ta, jasne. Ciekawe jak i kiedy, skoro muszę od poniedziałku do piątku zasuwać na zajęcia, potem na próby i do pracy... Czy oni myślą, że życie studenta to taka prościzna?! Jasne, że jakieś wsparcie od rodziców mam, ale starczy tylko na opłatę uczelni, a co z mieszkaniem, jedzeniem i resztą pierdół? Trzeba sobie na to jakoś zarobić...
Znów siedzieliśmy w samochodzie. Powiedzieli, że mnie podwiozą, ja natomiast odparłam, że mogę pojechać taksówką, ale przypomniałam sobie o braku pieniędzy, więc ostatecznie się zgodziłam.
Z niewiadomych przyczyn, strasznie bolały mnie oczy, toteż postanowiłam je zamknąć. Przez kilka minut było cicho, ale odezwał się Calum:
-Ej Ash, a ta sprawa z tą twoją przybraną siostrą? Ojciec już jej powiedział?
-Nie. Na razie postanowił przestać próbować. Podobno ma niezły charakterek.-zachichotał.- Tak w sumie to chciałbym ją poznać. Mimo, że nie jesteśmy spokrewnieni, to ja zawsze chciałem mieć rodzeństwo.
-Ciekawe jak to przyjmie?
-Nie wiem. Mam nadzieję, że pozytywnie. W końcu to może być dla niej szok. Osiemnaście lat żyć z obcymi ludźmi i tu nagle pojawia się jakiś koleś i chce zgrywać tatuśka. Sam nie wiem jakbym się zachował...

Momentalnie się obudziłam, gdy poczułam szarpnięcie. Zaraz...kiedy ja tak w ogóle usnęłam?
Znajdowałam się na rękach Michaela.
-Postaw mnie.-zarządziłam- Poradzę sobie.
-Wątpię.- mruknął.-Lepiej powiedz, na którym piętrze mieszkasz?
-Na drugim.- odpowiedziałam, zerkając przez jego ramię. Zauważyłam Luke'a.
Po kilku minutach staliśmy już pod moimi drzwiami. Blondyn nacisnął klamkę i wpuścił nas do środka. Zdziwiło mnie to, że nie są zamknięte. Z salonu dobiegały jakieś głosy.
-Jak to musi minąć czterdzieści osiem godzin od zaginięcia?!- Rozpoznałam Dylana. Był zdenerwowany. Bynajmniej tak mi się wydawało.- Nie rozumie Pan do cholery, że coś mogło się jej stać!
-Panie O'Brien, proszę się uspokoić. Może poszła...- Nie dokończył bo właśnie w tym momencie weszliśmy do salonu. Odwrócili głowy w naszą stronę.
-Erica! Czy możesz mi do cholery powiedzieć, gdzie ty byłaś?!- Krzyknął, ale po chwili uspokoił się.- Tak bardzo się martwiłem.-szepnął.
Podszedł bliżej. Jego wyraz twarzy się momentalnie zmienił. Chyba dopiero teraz zauważył Luke'a i Michael'a.
-Kto to do kurwy jest?!-Wysyczał przez zaciśnięte zęby. Zauważyłam jak zaciska pięści. Modle się aby nie wybuchł.
-Dobrze Panie O'Brien.- Powiedział Policjant.- Widzę, że Pańska wybranka się znalazła. Na tym zakończę swą wizytę. Życzę miłej nocy.- Skinął głową. Gdy przechodził koło mnie, szepnął:
-Współczuję Pani chłopaka.- i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Dylan nadal stał i wręcz kipiała z niego złość.
-Nadal czekam na odpowiedź.- Złożył ręce na piersi.
-Okej mała, my już może pójdziemy, a ty sobie wszystko wyjaśnij ze swoim chłopakiem.- Powiedział rozbawiony i postawił mnie na ziemi, podtrzymując żebym nie upadła.
-To nie jest mój chłopak.- prychnęłam.
-Jasne.- mruknął Michael.- Uważaj na nią. Troszkę się potłukła.
Zaprowadził mnie na kanapę, pocałował w policzek na pożegnanie i wyszli.
-Czy ktoś mi do cholery powie, co tu się właściwie stało?!- syknął Dylan i usiadł koło mnie.
-Też chciałabym to wiedzieć!- warknęłam.
Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Ja próbowałam zrozumieć wydarzenia z dzisiejszego dnia, a O'Brien wyglądał jakby chciał o coś zapytać, ale nie wiedział o co.
Przysunął się bliżej mnie; tak, że nasze uda i ramiona się stykały. Chwycił mnie za rękę i odwrócił głowę w moją stronę.
-Przepraszam.- powiedział szczerze, patrząc mi prosto w oczy.
-Co?- czy on właśnie mnie przeprasza?
Zamrugałam kilka razy, nadal patrząc w jego cudownie czekoladowe oczy i szukając w nich... no właśnie. Czego ja szukam? Rozbawienia? Może on sobie tylko jaja robi.
-Przesadziłem, okej? Teraz to zrozumiałem i wiem, że zapewne nie chcesz już ze mną rozmawiać, ale na prawdę jest mi przykro. Gdyby nie ja...
-Zamknij się.- szepnęłam, gwałtownie pochylając się w jego kierunku i bez chwili zastanowienia złączyłam nasze usta w pocałunku, który on od razu pogłębił.
Czyżby na to czekał? Skubany.
Oderwałam się od niego, gdy zabrakło mi powietrza w płucach.
-Masz racje. To twoja wina. Ale to tak czy siak tylko głupi sen...- wzruszyłam ramionami.
-C-jaki sen? o czym ty bredzisz?- zaśmiał się.- dosypali ci czegoś?
-No pomyśl przez chwilę... Rano: zgadzasz się pójść ze mną na koncert zespołu, którego nie znosisz, a potem mnie całujesz. Później idziemy na koncert, ale okazuje się, że to występ 5 seconds of coś tam. Potem kłócimy się. Zostaje przez nich potrącona i znów się całujemy.
-Aha...-siedział nadal oniemiały. -Dlatego myślisz, że to tylko sen? To nie ma sensu.- zakpił.
-Ma sens. Bo normalnie to wszystko by się nie wydarzyło.- westchnęłam.
Dłużej się nie zastanawiając wstałam, ignorując ból, który swoją drogą był już znacznie mniejszy. Weszłam do swojego pokoju i otworzyłam okno. Stałam na krawędzi schodów przeciwpożarowych z zamiarem skoczenia. Bo skoro to tylko sen, to nic mi się nie stanie. Prawda?
Poczułam ręce oplatające mnie w talii. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że to Dylan (to przez te perfumy, które po prostu ubóstwiam).
Odgarnął moje włosy na prawą stronę i szepnął mi do ucha, lekko je przygryzając:
-Co ty robisz? Chyba nie zamierzałaś skoczyć?
Chwyciłam jego dłonie, próbując je zdjąć z mojego ciała, ale na marne.
-E, proszę, chodźmy do środka.
-Nic mi się nie stanie. Obudzę się i wszystko będzie tak jak zawsze.- zapewniłam.
Odwrócił mnie twarzą do niego.
-Proszę... Udowodnię ci, że to nie sen.- Chwycił mnie mocno za rękę, a po chwili byliśmy już w kuchni.
Wpatrywał się przez chwilę w moje oczy, po czym zamknął dzielącą nas, przestrzeń i wpił się w moje usta.
Znowu. To rzadko spotykane zjawisko; zazwyczaj koszmar pozostaje koszmarem, a mój przeradza się w piękny sen...
Po raz ostatni musnął moje usta, po czym lekko przygryzł moją wargę. Odsunął się i usiał na krześle przy stole, a ja zrobiłam to samo.
Chwycił butelkę wody i wziął łyka.
-Pozwól mi dzisiaj z tobą spać.- szepnął, uważnie mi się przyglądając.
-Okej.- odparłam chyba zbyt szybko, na co chłopak zachichotał.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
 ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZONY! MOŻLIWE BŁĘDY!
Tak, wiem, zawaliłam. Ale rozumiecie... SZKOŁA :/
To już 8....
Nwm co napisać, więc.. po prostu zostawcie komentarz albo coś :*
do następnego <3

2 komentarze:

  1. Cholera uwielbiam to opowiadanie! ❤
    Rozumiem ze szkola i wgl... Ale dodaj szybko kolejny rozdzial coo? Xd
    Ej a o co chodzi Luke'owi? :O
    Mójjjjj Dylaaaaś! ❤❤❤❤
    Buziaki-Maja❤

    OdpowiedzUsuń

Layout by E(L)MO