sobota, 2 stycznia 2016

09:,,Kolejna tajemnica''

   -Śpimy u mnie czy u ciebie?- zapytał wstając z krzesła.
-Obojętnie- mruknęłam, wzruszając ramionami.
-W takim razie zapraszam do siebie- rzucił, wychodząc z kuchni.
Czułam się dziwnie. Bardzo dziwnie. Jakbym po prostu stała z boku i obserwowała jak to wszystko samo się dzieje. Czyżby powtórka z przeszłości? Bardzo prawdopodobne. Jestem przerażona, ponieważ tego czego doświadczyłam kiedyś, nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi. Myślę, że to już najwyższy czas, aby odnaleźć receptę na leki, którą lekarz wypisał mi przed przyjazdem tutaj. Mam nadzieję, że jest jeszcze ważna. Nie chcę znów biegać po tych (niby) specjalistach.
    Byłam tak zamyślona, że nawet nie zauważyłam tego iż jestem w pokoju Dylana, który swym spojrzeniem wywierca dziurę w mojej twarzy.
-Coś się stało?-zapytał, a w jego głosie słychać było troskę.
-Nie- odpowiedziałam- Wszystko w porządku.- uśmiechnęłam się sztucznie.
Nic nie jest w porządku! Skąd mam wiedzieć, czy to wszystko jest prawdziwe? Może wcale mnie tutaj nie ma. Czyli, że nie istnieję?
-Jasne.- prychnął, wstając z łóżka i podchodząc do mnie.- Przecież widzę.
-Jest w porządku, po prostu jestem zmęczona.- skłamałam.
Wcale nie jestem śpiąca. No może troszkę, ale boje się, że gdy zasnę, to znów będę miała koszmary lub nie będę wiedziała czy to kolejny sen, czy może jawa.
-Erica!- warknął- Nie rób ze mnie idioty.- ostrzegł, a ja przewróciłam oczami.-Dobra. Nie chcesz rozmawiać? To nie.-  Wyjął z szuflady czyste bokserki.- Idę pod prysznic.- zakomunikował i poszedł w stronę drzwi, a ja usiadłam na jego fotelu, stojącym obok okna. Przed opuszczeniem pokoju odwrócił się w moją stronę i spytał:
-Chcesz do mnie dołączyć?- na jego idealnej twarzy zagościł chytry uśmieszek.
-Chyba spasuję.- bąknęłam.
Przewrócił oczami, mówiąc coś pod nosem i wyszedł, zostawiając mnie samą z myślami.
Moja podświadomość ciągle wraca do przeszłości; do każdego złego snu, do każdej rany na moim ciele, które sama sobie zadawałam, aby mieć pewność, że już nie śnię. Do tych psychologów wmawiających mi, że jestem wariatką. Do mego pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Za każdym razem gdy zamykam oczy widzę całą masę tabletek, które miały mi pomóc, a tak na prawdę tego nie robiły; przez nie mało spałam; dzięki czemu wyglądałam jak zombie oraz bardzo przybierałam na wadze. Gdy w końcu przy wzroście metr pięćdziesiąt, ważyłam ponad osiemdziesiąt kilo, przestałam je brać. Po jakimś czasie schudłam i sypiałam normalnie. Przy tym wszystkim miałam duże wsparcie od Thomasa, który mnie nie zostawił nawet wtedy, gdy wyglądałam jak dynia. Zawsze mi powtarzał, że nie ważne jak wyglądam on zawsze będzie mnie kochał. Na początku w to nie wierzyłam, ale stopniowo się o tym przekonywałam.
-Jestem- oznajmił, zajmując swoje poprzednie miejsce.
Dopiero po tych słowach zwróciłam na niego uwagę oraz na to, że wbijam sobie paznokcie w przedramię.
-Och- wypaliłam- Ja też pójdę.-wstałam z fotela i udałam się do swojej sypialni po piżamę; w postaci za dużej koszulki i świeżej bielizny. A następnie poszłam do łazienki.
   Po dwudziestu minutach, znalazłam się znów w pokoju Dylana. Nadal nie mogę uwierzyć, że będę spać z nim w jednym łóżku.
-Serio?- zapytał, cicho się śmiejąc.
-Co?- zdziwiłam się.
-Powiedz mi, jakim cudem znowu masz moją koszulkę?- ponownie się zaśmiał.
Chwyciłam za materiał, który miałam na sobie i spojrzałam na niego. Rzeczywiście, to był T-shirt, który chłopak pożyczył mi, pierwszej nocy tutaj.
-Nie wiń mnie- uniosłam ręce do góry w geście obronnym- To nie ja robię pranie, tylko Emily- zachichotałam, na co chłopak mi zawtórował.
-Załóżmy, że ci wierzę.
  
   Nie potrafiłam zasnąć. Dylan tak samo. Zapewne przez to, że strasznie się wiercę.
-Przysięgam, że zaraz cię powiąże- warknął.
Nie odpowiedziałam. Zacisnęłam powieki i starałam się nie myśleć o tym wszystkim, co się dziś zdarzyło.
-Przepraszam- mruknął, przyciągając mnie bliżej siebie, tak, że leżałam na jego torsie- Po prostu postaraj się zasnąć, okej?
Kiwnęłam głową, chociaż wątpię czy to zauważył.
                                                                       ***
   Minął tydzień. Od tego czasu, praktycznie mieszkam w sypialni O'Briena. Nawet gdy zasnę u siebie, on i tak mnie przenosi. Nie wiem dlaczego to robi, ale jest lepiej. W prawdzie raz na jakiś czas, tracę poczucie rzeczywistości, ale zdarza się to rzadziej niż kiedyś.
  Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Anna i Brittany spóźniają się już dziesięć minut. Lecz gdy KTOŚ się spóźni, robią z tego wielkie halo...
-Dobra dziewczyny!- po sali rozbrzmiał denerwujący głos Anny- Koniec obijania! Mamy dzisiaj dużo pracy! Ponieważ ostatnio ledwo co przeszłyśmy eliminacje, stwierdziłyśmy iż jesteście totalnymi beztalenciami!
-To na pewno z nami jest problem, koścista szmato!- mruknęła pod nosem Rebel, na co zachichotałam.
-Dlatego, dzisiaj mamy szczególny trening z pewnym, zapewne dobrze wam znanym, zespołem.- dokończyła Brittany.
Kątem oka zauważyłam wchodzące do sali cztery, męskie postacie.
-Erica!- zapiszczała Lucy- To 5 Seconds Of Summer!
Walnęłam się otwartą dłonią w czoło. Znów zaczęła fangirlować... Nie rozumiem, co takiego fajnego jest w czterech idiotach, grających kiepskie kawałki o niespełnionej miłości?
    Postanowiłam oddalić się od tego harmideru i usiąść na ławce pod ścianą.Ostatnio miałam dziwny sen... Poszłam z Dylanem na koncert, ale jak się okazało grali tam oni, zamiast R5...
Moje przemyślenia przerwała Snow, stojąca przede mną.
-Przyszłaś tu posiedzieć czy trenować?- Zapytała.
Przewróciłam oczami i podeszłam do Lucy.
Otworzyłam usta i gdy już miałam coś powiedzieć do brunetki, Camp zagwizdała.
-Okej, podzielimy was teraz na cztery grupy...
-Myślę, że lepiej będzie jak sami wybierzemy- wtrącił Luke. Nasze spojrzenia na chwilę się skrzyżowały, ale chłopak odwrócił wzrok. Zauważyłam Michaela, który teraz maił blond włosy i patrzył na mnie, uśmiechając się, co odwzajemniłam.
-Dobra- bąknęła.
Chłopcy spojrzeli na siebie, pewnie zastanawiając się który ma zacząć pierwszy.
Ni stąd ni zowąd, Michael znalazł się przy mnie i trzymając mnie za ramię, zaprowadził nas w to samo miejsce, z którego przyszedł.
-Ja wybieram Erice!- ogłosił, puszczając mi oczko.
-Co?!- pisnął Calum- To totalnie nie fair!
-Kto pierwszy ten lepszy frajerze!- zarechotał blondyn, Hood zrobił obrażoną minę, a następnie wskazał na posyłającą mi zdezorientowane spojrzenie, Lucy. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się do Clifforda.
-Cześć- wyszczerzył się.
Przełknęłam powoli ślinę. Od tej chwili po prostu uwielbiam jego uśmiech.
-Hej- odpowiedziałam mu równie przyjaznym uśmiechem.

   -Gardło mnie boli- mruknęła Lucy, gdy wychodziłyśmy z szatni.
-Było się nie popisywać przed Calumem- syknęłam- Ani z nim nie flirtować.
-O co Ci chodzi?
-O co mi chodzi?!- pisnęłam oburzona- Jesteś z Theo, a podrywasz innych? Nie spodziewałam się tego po tobie.
-Ty wcale nie jesteś lepsza!- Krzyknęła, wymachując rękoma- Liżesz się ze wszystkimi wokół, a mówisz, że czujesz coś do Dylana!
-Wcale nie! Z resztą, nie będę z tobą gadać, bo robisz to samo, a oceniasz innych. Poza O'Brienem i Josiah'em nie pocałowałam nikogo innego.
-No właśnie, Josiah!
-Byłam pijana! A poza tym to nie jestem z Dylanem!
Postanowiłam zakończyć tą rozmowę gdyż wiedziałam, że za chwilę wybuchnę. Czyli teraz do pracy muszę pojechać metrem. Super...
   -Erica!- Usłyszałam swoje imię, więc się odwróciłam. Michael podbiegł do mnie uśmiechnięty.
-Coś się stało?- zapytałam
-Idziesz teraz do domu?
-Chciałabym- westchnęłam- muszę jechać do pracy.
-Podwiozę Cię.
-Wiesz...chyba dojdę sama.-Odpowiedziałam, lecz gdy zauważyłam głupi uśmieszek chłopaka, zrozumiałam dwuznaczność mych słów.
-Nie wątpię, ale zawsze mogę Ci pomóc.- poruszył dwukrotnie brwiami, a ja poczułam jak moje policzki się palą.
-Możemy już jechać? Nie chcę się spóźnić.- spuściłam zażenowana wzrok. Chłopak pokiwał głową i gestem kazał ruszyć za sobą.

   Jechaliśmy w ciszy, co mi się bardzo podobało. Mogłam sobie wszystko przemyśleć.
Mamy siódmy grudnia, czyli jutro moje urodziny... Super... Święta tuż tuż, a ja muszę zarobić trochę więcej, aby móc kupić jakieś prezenty.
-O której kończysz? Przyjadę po Ciebie.- Clifford odezwał się gdy wysiadaliśmy z samochodu.
-O dwudziestej drugiej i nie trzeba, mam blisko do domu.- Uśmiechnęłam się, a chłopak wzruszył ramionami.
-I tak przyjdę.- Pokręciłam głową z politowaniem. On jest uparty jak osioł.
Skierowałam się w stronę wejścia, a chłopak nadal za mną podążał. Weszliśmy do środka, ale Michael nagle się zatrzymał.
-Co on tu robi?!- Warknął, mierząc wzrokiem sylwetkę bruneta.
-Kto? Josiah?- dopytałam, na co skinął głową- Pracuje.
-Nie zbliżaj się do niego. Dobrze Ci radzę, bo jeżeli się dowiem, że coś Cie łączy z tym śmieciem...
-Jak ty sobie to wyobrażasz?- prychnęłam- spędzamy razem po cztery i pół godziny, pięć razy w tygodniu. W  ogóle co ty do niego masz?
-Nieważne- mruknął i przycisnął mnie do ściany.- Nie zbliżaj się do niego.- powtórzył- Rozumiesz?
Przełknęłam powoli ślinę i pokiwałam głową.
-Do zobaczenia, Blondi- złożył mokrego całusa na moim policzku i wyszedł jakby nigdy nic.
Okej... Chyba muszę porozmawiać z Josiah'em.

-Nareszcie do domu!- mruknęłam otwierając drzwi wyjściowe. Od razu zauważyłam Michaela, który opierał się o jakiś samochód i palił papierosa.
Niestety niczego się nie dowiedziałam, ale się nie poddam.
Przeszłam koło chłopaka, zupełnie go ignorując. Lecz nie udało mi się zajść za daleko, ponieważ poczułam czyjąś rękę na swoim nadgarstku.
-Przepraszam- mruknął, wywiercając dziurę w mojej twarzy, gdy ja wlepiłam wzrok w podłogę- Za swoje zachowanie. Po prostu...
-Cokolwiek- przerwałam mu- Nie obchodzi mnie to. Jestem zmęczona i chcę iść do domu.
-W takim razie chodźmy.- splótł nasze palce razem, a ja momentalnie spojrzałam na niego zaskoczonym wzrokiem, na co uśmiechnął się i ruszyliśmy w kierunku mojego mieszkania. Nie powiem, ale to dziwne. Kilka razy próbowałam jakoś delikatnie zabrać swą dłoń, ale bezskutecznie.

   Po kilkunastu minutach drogi stałam już pod swoimi drzwiami.
-To... Dobranoc.- uśmiechnęłam się, na co odpowiedział mi tym samym.
-Do jutra, słońce.- Przytulił mnie na pożegnanie. Odprowadziłam go wzrokiem do windy i odwróciłam się do drzwi. Nagle przypomniałam sobie, że zapomniałam kluczy, więc zadzwoniłam dzwonkiem.
-Amanda otwórz!- usłyszałam ze środka głos Daniela. Amanda?
Chwilę później zza drzwi wyłoniła się postać Emily.
-Zapomniałam kluczy- wyprzedziłam jej pytanie i weszłam do środka.- Mamy gości?
-Nie?- odpowiedziała zmieszana.
Wzruszyłam ramionami.
-Słyszałam jak Dan wołał ''Amanda otwórz''
-Mmoże się przesłyszałaś. Yyy... muszę iść... coś zrobić...-wydukała i poszła wgłąb mieszkania.
Hmmm... czemu się tak zestresowała, czyżby kolejna tajemnica? Wygląda na to, że muszę się zabawić w Sherlock'a Holmes'a.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem zawaliłam, ale rozdział jest.
dzisiaj troszkę nudno, ale tak miało być :)
nwm czy zauważyliście ale mamy nowy trailer :D
następny rozdział powinien być troszkę świąteczno- sylwestrowy (mniej więcej pół rozdziału)
chyba, że wolicie jakiegoś oneshot'a 
KOMENTARZ= MOTYWACJA :*


sobota, 21 listopada 2015

08:,,To tylko sen?''

  Od jakiś piętnastu minut siedzę na ziemi pod budynkiem, gdzie jeszcze odbywa się koncert tych niedorozwojów. Większość ludzi przechodzących koło mnie, gapiła się dziwnie, niektórzy posyłali mi współczujące spojrzenie, inni patrzyli na mnie z wyższością, zupełnie jakbym była jakimś menelem. Tylko nieliczni pytali się czy wszystko w porządku.
Na moje szczęście zaczął padać deszcz. Super! Mimo, że go uwielbiam, zawsze pojawia się w nieodpowiednim momencie.
   Szybko podniosłam się z chodnika i przebiegłam na drugą stronę ulicy. Rozejrzałam się za przystankiem autobusowym, ponieważ metrem byłoby szybciej, a ja potrzebuję czasu na przemyślenia.
Podeszłam do rozkładu jazdy. Zerknęłam na zegarek, który znajdował się na mojej prawej ręce. Wskazywał godzinę dwudziestą pierwszą pięć. Powinien przyjechać lada chwila.
I tak też było. Wsiadłam do pojazdu i kilka sekund później odjechał od przystanku.

   Stałam przed kamienicą, w której znajduje się nasze mieszkanie. Zaczęłam przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu kluczy.
-Kurwa!- mruknęłam, gdy spostrzegłam, że ich nie posiadam. Telefonu także.
Przypomniałam sobie, że przecież dałam wszystko Dylanowi. Daniel zapewne śpi, więc nie chcę go budzić, Emily jest u Josh'a, a Theo u Lucy.
-Jaką ja jestem idiotką!-sapnęłam, zaciskając pięści.
Postanowiłam zawrócić, wziąć od tego idioty swoje rzeczy i nigdy więcej się do niego nie odezwać.

Po czterdziestu minutach, byłam znów na przystanku znajdującym się na przeciwko hali, w której zaledwie ponad godzinę temu, O'Brien spieprzył mi cały dzień.
Nie zwracając uwagi na jadące samochody, weszłam na ulicę. Słyszałam trąbienie, ale nie zwracałam na to mniejszej uwagi.
Nagle poczułam uderzenie i ból w lewym boku. Upadając, zauważyłam czarne Bugatti. Chwyciłam się za bolące miejsce, starając się je rozmasować. Próbowałam także zwalczyć chęć zamknięcia oczu.
-Hej, wszystko w porządku?- usłyszałam męski głos.
Obróciłam głowę w jego kierunku. Klęczał koło mnie zielonowłosy chłopak. Czy to możliwe, że to ten sam, który stał tam na scenie? Chyba tak.
Lekko kiwnęłam głową.
-Chłopaki, myślę, że trzeba zawieść ją do szpitala! To może być coś poważnego!- Powiedział spanikowany, kładąc rękę na mojej, która znajdowała się w dalszym ciągu na moim lewym boku.
-Michael, nie panikuj. Zadzwonimy po karetkę i pojedziemy do hotelu. Jestem strasznie zmęczony.- Teraz głos zabrał wysoki blondyn.
-Żartujesz?! Potrąciliśmy ją! Nie możemy tutaj jej zostawić jak jakąś wiewiórkę!- Do sprzeczki dołączył się brunet.
-Dasz radę wstać?- Zapytał... Michael? Tak, to chyba Michael. I chyba zwraca się do mnie.
-Spróbuję.- Mruknęłam.
Wyciągnął w moją stronę ręce, za które chwyciłam i spróbowałam wstać, ale poczułam straszny ból i po chwili znów prawie upadłam, gdyby nie brunet.Podniósł mnie jak pannę młodą i powoli wsadził do czarnego samochodu.
Moja głowa została ułożona na udach Michaela, a nogi na kolanach Calum'a? (Tak wywnioskowałam z rozmowy)
-Jak się nazywasz piękna?- spytał chłopak siedzący po stronie pasażera. Odwrócił się i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Erica.- Szepnęłam, próbując ułożyć się wygodniej.
-Ja jestem Ashton.- powiedział.- Ten co bawi się twoimi włosami to Michael.
-Po prostu podoba mi się kolor.-Prychnął.- Może znowu wrócę do blondu?- Wyszczerzył się, okręcając kosmyk moich włosów wokół swojego palca.
Ashton przewrócił oczami i zachichotał.
-Ten gapiący się na twoje buty to Calum.
-Są ładne.- Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. Odparłam ledwo słyszalne ''dzięki''.
-A ten pirat drogowy to Luke.- Skinął głową w kierunku chłopaka za kierownicą. Nie widząc żadnej reakcji z jego strony, walnął go w udo. Tamten syknął cicho: ''Ej! Za co to było?!'', a Ashton spojrzał na niego wymownie.
-Cześć.- Mruknął od niechcenia.
Patrzyłam na niego przez wsteczne lusterko. Spokojnie mogę stwierdzić, że był całkiem przystojny. A ten kolczyk w wardze dodawał mu uroku. Z tego co zaobserwowałam to jeszcze Michael ma kolczyk, tylko, że w brwi.Wracając do Luke'a...jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Śliczne niebieskie oczy, uważnie skupione na drodze...
Samochód zatrzymał się na czerwonym świetle, a ja byłam nadal zapatrzona w odbicie chłopaka. W pewnym momencie on także spojrzał na lusterko i uśmiechnął się zawadiacko. Lecz tak nagle jak się pojawił, tak szybko zniknął. Teraz na jego twarzy gościło....obrzydzenie? Może niechęć...

   Właśnie wyszliśmy ze szpitala. Okazało się, że to tylko stłuczenie i nic poza tym. Przepisali mi jakieś leki przeciwbólowe i kazali odpoczywać. Ta, jasne. Ciekawe jak i kiedy, skoro muszę od poniedziałku do piątku zasuwać na zajęcia, potem na próby i do pracy... Czy oni myślą, że życie studenta to taka prościzna?! Jasne, że jakieś wsparcie od rodziców mam, ale starczy tylko na opłatę uczelni, a co z mieszkaniem, jedzeniem i resztą pierdół? Trzeba sobie na to jakoś zarobić...
Znów siedzieliśmy w samochodzie. Powiedzieli, że mnie podwiozą, ja natomiast odparłam, że mogę pojechać taksówką, ale przypomniałam sobie o braku pieniędzy, więc ostatecznie się zgodziłam.
Z niewiadomych przyczyn, strasznie bolały mnie oczy, toteż postanowiłam je zamknąć. Przez kilka minut było cicho, ale odezwał się Calum:
-Ej Ash, a ta sprawa z tą twoją przybraną siostrą? Ojciec już jej powiedział?
-Nie. Na razie postanowił przestać próbować. Podobno ma niezły charakterek.-zachichotał.- Tak w sumie to chciałbym ją poznać. Mimo, że nie jesteśmy spokrewnieni, to ja zawsze chciałem mieć rodzeństwo.
-Ciekawe jak to przyjmie?
-Nie wiem. Mam nadzieję, że pozytywnie. W końcu to może być dla niej szok. Osiemnaście lat żyć z obcymi ludźmi i tu nagle pojawia się jakiś koleś i chce zgrywać tatuśka. Sam nie wiem jakbym się zachował...

Momentalnie się obudziłam, gdy poczułam szarpnięcie. Zaraz...kiedy ja tak w ogóle usnęłam?
Znajdowałam się na rękach Michaela.
-Postaw mnie.-zarządziłam- Poradzę sobie.
-Wątpię.- mruknął.-Lepiej powiedz, na którym piętrze mieszkasz?
-Na drugim.- odpowiedziałam, zerkając przez jego ramię. Zauważyłam Luke'a.
Po kilku minutach staliśmy już pod moimi drzwiami. Blondyn nacisnął klamkę i wpuścił nas do środka. Zdziwiło mnie to, że nie są zamknięte. Z salonu dobiegały jakieś głosy.
-Jak to musi minąć czterdzieści osiem godzin od zaginięcia?!- Rozpoznałam Dylana. Był zdenerwowany. Bynajmniej tak mi się wydawało.- Nie rozumie Pan do cholery, że coś mogło się jej stać!
-Panie O'Brien, proszę się uspokoić. Może poszła...- Nie dokończył bo właśnie w tym momencie weszliśmy do salonu. Odwrócili głowy w naszą stronę.
-Erica! Czy możesz mi do cholery powiedzieć, gdzie ty byłaś?!- Krzyknął, ale po chwili uspokoił się.- Tak bardzo się martwiłem.-szepnął.
Podszedł bliżej. Jego wyraz twarzy się momentalnie zmienił. Chyba dopiero teraz zauważył Luke'a i Michael'a.
-Kto to do kurwy jest?!-Wysyczał przez zaciśnięte zęby. Zauważyłam jak zaciska pięści. Modle się aby nie wybuchł.
-Dobrze Panie O'Brien.- Powiedział Policjant.- Widzę, że Pańska wybranka się znalazła. Na tym zakończę swą wizytę. Życzę miłej nocy.- Skinął głową. Gdy przechodził koło mnie, szepnął:
-Współczuję Pani chłopaka.- i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Dylan nadal stał i wręcz kipiała z niego złość.
-Nadal czekam na odpowiedź.- Złożył ręce na piersi.
-Okej mała, my już może pójdziemy, a ty sobie wszystko wyjaśnij ze swoim chłopakiem.- Powiedział rozbawiony i postawił mnie na ziemi, podtrzymując żebym nie upadła.
-To nie jest mój chłopak.- prychnęłam.
-Jasne.- mruknął Michael.- Uważaj na nią. Troszkę się potłukła.
Zaprowadził mnie na kanapę, pocałował w policzek na pożegnanie i wyszli.
-Czy ktoś mi do cholery powie, co tu się właściwie stało?!- syknął Dylan i usiadł koło mnie.
-Też chciałabym to wiedzieć!- warknęłam.
Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Ja próbowałam zrozumieć wydarzenia z dzisiejszego dnia, a O'Brien wyglądał jakby chciał o coś zapytać, ale nie wiedział o co.
Przysunął się bliżej mnie; tak, że nasze uda i ramiona się stykały. Chwycił mnie za rękę i odwrócił głowę w moją stronę.
-Przepraszam.- powiedział szczerze, patrząc mi prosto w oczy.
-Co?- czy on właśnie mnie przeprasza?
Zamrugałam kilka razy, nadal patrząc w jego cudownie czekoladowe oczy i szukając w nich... no właśnie. Czego ja szukam? Rozbawienia? Może on sobie tylko jaja robi.
-Przesadziłem, okej? Teraz to zrozumiałem i wiem, że zapewne nie chcesz już ze mną rozmawiać, ale na prawdę jest mi przykro. Gdyby nie ja...
-Zamknij się.- szepnęłam, gwałtownie pochylając się w jego kierunku i bez chwili zastanowienia złączyłam nasze usta w pocałunku, który on od razu pogłębił.
Czyżby na to czekał? Skubany.
Oderwałam się od niego, gdy zabrakło mi powietrza w płucach.
-Masz racje. To twoja wina. Ale to tak czy siak tylko głupi sen...- wzruszyłam ramionami.
-C-jaki sen? o czym ty bredzisz?- zaśmiał się.- dosypali ci czegoś?
-No pomyśl przez chwilę... Rano: zgadzasz się pójść ze mną na koncert zespołu, którego nie znosisz, a potem mnie całujesz. Później idziemy na koncert, ale okazuje się, że to występ 5 seconds of coś tam. Potem kłócimy się. Zostaje przez nich potrącona i znów się całujemy.
-Aha...-siedział nadal oniemiały. -Dlatego myślisz, że to tylko sen? To nie ma sensu.- zakpił.
-Ma sens. Bo normalnie to wszystko by się nie wydarzyło.- westchnęłam.
Dłużej się nie zastanawiając wstałam, ignorując ból, który swoją drogą był już znacznie mniejszy. Weszłam do swojego pokoju i otworzyłam okno. Stałam na krawędzi schodów przeciwpożarowych z zamiarem skoczenia. Bo skoro to tylko sen, to nic mi się nie stanie. Prawda?
Poczułam ręce oplatające mnie w talii. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że to Dylan (to przez te perfumy, które po prostu ubóstwiam).
Odgarnął moje włosy na prawą stronę i szepnął mi do ucha, lekko je przygryzając:
-Co ty robisz? Chyba nie zamierzałaś skoczyć?
Chwyciłam jego dłonie, próbując je zdjąć z mojego ciała, ale na marne.
-E, proszę, chodźmy do środka.
-Nic mi się nie stanie. Obudzę się i wszystko będzie tak jak zawsze.- zapewniłam.
Odwrócił mnie twarzą do niego.
-Proszę... Udowodnię ci, że to nie sen.- Chwycił mnie mocno za rękę, a po chwili byliśmy już w kuchni.
Wpatrywał się przez chwilę w moje oczy, po czym zamknął dzielącą nas, przestrzeń i wpił się w moje usta.
Znowu. To rzadko spotykane zjawisko; zazwyczaj koszmar pozostaje koszmarem, a mój przeradza się w piękny sen...
Po raz ostatni musnął moje usta, po czym lekko przygryzł moją wargę. Odsunął się i usiał na krześle przy stole, a ja zrobiłam to samo.
Chwycił butelkę wody i wziął łyka.
-Pozwól mi dzisiaj z tobą spać.- szepnął, uważnie mi się przyglądając.
-Okej.- odparłam chyba zbyt szybko, na co chłopak zachichotał.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
 ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZONY! MOŻLIWE BŁĘDY!
Tak, wiem, zawaliłam. Ale rozumiecie... SZKOŁA :/
To już 8....
Nwm co napisać, więc.. po prostu zostawcie komentarz albo coś :*
do następnego <3

sobota, 17 października 2015

07,,Serio?!''

  Siedziałam na ławce w parku i czekałam na Daniela. Nie mógł przyjść na występ, ponieważ był w pracy. Na jego szczęście Ems wszystko nagrała....
Spóźnia się już dziesięć minut. Wyjęłam telefon z zamiarem wysłania do niego SMSa.
'Do Daniel'
Ile można na ciebie czekać? Gdzie jesteś?
Po chwili otrzymałam odpowiedź.

'Od Daniel'
Za tobą xx 
Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka, który poprawiał swój szalik. Usiadł koło mnie na ławce i pocałował w policzek na przywitanie.
-Przepraszam, że tak długo, ale musiałem załatwić coś ważnego...-Urwał, uśmiechając się.
-A tobie co tak wesoło?- Zapytałam, marszcząc czoło.
-Powinnaś być ze mnie dumna.- Rzucił, wyciągając coś z tylnej kieszeni jeansów. Trzymał w ręce jakieś dwie kartki. Wstał i gestem pokazał abym zrobiła to co on.
-Zanim ci to dam...-Zrobił dramatyczną pauzę.- Musisz mi coś obiecać...-Kiwnęłam głową, aby kontynuował.- Obiecaj, że nigdy nie odwrócisz się od Dylana.-Wytrzeszczyłam oczy. O czym ten koleś do cholery plecie?!- Wiem, że czasami jest dupkiem...
-Czasami.-Mruknęłam sarkastycznie.
-Ale on cię potrzebuje. Ja też. Ale zrozumiałem pewną rzecz... I...-Wzruszył ramionami.- Muszę odpuścić.
-Do czego zmierzasz?-Zapytałam zniecierpliwiona. Strasznie nie lubię gdy ktoś owija w bawełnę. Trzeba walić prosto z mostu. Wiem, że to nie zawsze jest takie proste, ale... Trzeba się postarać. Zignorował moje pytanie i stanął na przeciwko mnie.
-Trzymaj.-Podał mi dwa kartoniki, na których były jakieś napisy. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak bilety. Po przeczytaniu, przetarłam oczy i prześledziłam wzrokiem litery jeszcze kilka razy. Nie mogę w to uwierzyć! To bilety na koncert R5!
-Ale jak?- Wykrztusiłam po chwili.-Przecież koncert odwołano!
-Zmieniono datę.-Poprawił mnie, w chwili, gdy  rzucałam mu się na szyję.- To...- Zaczął niepewnie.- Wiesz już może z kim pójdziesz?- Zapytał, odsuwając się ode mnie i spuszczając wzrok.
-Hmmm...-Udałam, że się zastanawiam.-No nie wiem.- Odparłam sarkastycznie i uśmiechnęłam się.- Chyba z takim jednym idiotą, który robi dla mnie zdecydowanie za wiele.
-Za wiele?- Zdziwił się. Przytaknęłam.- Gdybyś mi na to pozwoliła zrobiłbym więcej. Pamiętaj... zawsze będę gotów zrobić dla ciebie wszystko.

   W nocy nie mogłam zasnąć. Świadomość, że dzisiaj idę na koncert moich idoli, przyprawiała mnie o ból brzucha. Stresuję się bardziej niż przed egzaminami.
  Wypełzłam powoli z łóżka i niczym Zombie, poczłapałam w kierunku kuchni. Wszyscy siedzieli już przy stole i zjadali naleśniki, na pewno przygotowane przez Theo. Nie byłam już na niego zła. Na pewno zachowałabym się podobnie gdybym zaczęła spotykać się z jakimś jego przyjacielem. Bałabym się jego reakcji.
Siadając na swoim stałym miejscu; między Dylanem a Danielem. Zauważyłam, że czegoś mi brakuje...A raczej kogoś...
-Gdzie Daniel?- Spytałam, nie kierując pytania do nikogo w szczególności.
-Jeszcze śpi. Nie ma dzisiaj zajęć i w ogóle mówił, że nie czuje się najlepiej.- Odpowiedziała Emily, przeżuwając posiłek.- Czemu gdy wszystko idzie dobrze, zawsze coś musi się spieprzyć? Thomas przyjechał. Było wszystko okej... Przez dwa dni.... Potem nagle jego babcia zachorowała i musiał wracać... Teraz mięliśmy wyjść z Danielem, a jego łapie choroba! Czemu życie jest dla mnie takie okrutne?!
   Po skończonym śniadaniu, poszłam do swojego pokoju przyszykować się na zajęcia. Z racji, że już powoli zaczynała się zima, postanowiłam ubrać się nieco cieplej; Założyłam białą bluzkę na krótki rękawek, z napisem ''Fuck Everything'', na to czarny kardigan i rurki w tym samym kolorze.
   Szłam właśnie do pokoju Dylana. Daniel wygląda okropnie i tak pewnie się czuje. Dobrze, że spał, bo znając go, przepraszałby mnie za to, że się rozchorował, a to przecież nie jest jego wina. Zdrowie jest najważniejsze.
Niestety każdy jest tego wieczora zajęty. Ostatnia nadzieja jest w Dylu.
 Nie pukając, weszłam do jego sypialni. Siedział na łóżku i bawił się telefonem.
-Pomóc ci w czymś?- Zapytał, podnosząc na mnie wzrok.
-Yyy... W sumie to tak.- Mruknęłam, wchodząc w głąb pomieszczenia. Stanął naprzeciwko mnie.
-Słucham.- Schował telefon do kieszeni i skrzyżował ramiona.
-Masz może... wolny wieczór?- Zapytałam niepewnie.
-Proponujesz coś?- Spytał, chytrze się uśmiechając.
-Koncert. Dziś. Wieczorem. Daniela rozkłada choroba i nie mam z kim iść.
-Cieszę się, że o mnie pomyślałaś.- Uśmiechnął się szerzej. Z chęcią z tobą pójdę. Tylko kto...
-R5.- Wyprzedziłam jego pytanie.- To co, nadal chcesz iść?- Przytaknął.
-Ale, nie ma nic za darmo.- Przybliżył się do mnie nadal się szczerząc. Mogłam się domyślić, że będzie czegoś oczekiwał w zamian. Taki właśnie już był i takiego go lubiłam. Czasami.
Dobrze wiem czego ode mnie chce. Tylko pytanie, czy mu na to pozwolę.
 Podszedł jeszcze bliżej, cały czas patrząc mi to w oczy, to na usta. Dzieliły nas teraz dosłownie milimetry. Oparł swoje czoło o moje. Jego ręce powędrowały na moje biodra, a czekoladowe oczy, sprawiają, że nogi mam jak z waty. Musnął moje usta swoimi. Powoli i delikatnie. Po kilku sekundach jego język wkradł się do mojej buzi, sprawiając, że odpływałam. Nie sądziłam, że potrafi być taki delikatny. Nie pamiętam naszego pierwszego pocałunku, ale na pewno był inny od tego. Tego z pewnością nie zapomnę.
  Powoli zaczęłam się od niego odrywać, gdyż zaczynało mi brakować powietrza.
-Zaraz spóźnię się na zajęcia.- Powiedziałam podchodząc do drzwi. Chwycił mnie za rękę i się uśmiechnął.
-Poczekaj, pójdę z tobą.- Kiwnęłam głową.

   Byłam właśnie w trakcie szykowania się na tą wielką chwilę. Za dokładnie dwie godziny zobaczę moich idoli na żywo.
 Emily, pomagała mi z wybraniem stroju; Postawiłyśmy na zwykłe, czarne rurki z wysokim stanem i biały Crop Top z logiem Supernatural. Na to, najprawdopodobniej założę czarną ramoneskę. Makijaż zrobiłam mocniejszy niż zwykle, a włosy lekko podkręciłam lokówką.
   Dylan czekał już przed taksówką, do której wsiedliśmy.
-Jeszcze raz dziękuję, że zgodziłeś się ze mną pójść.- Westchnęłam, przerywając ciszę.
-Nie ma za co słońce.- Szepnął mi do ucha. Ugh! Czemu on to robi?

   Staliśmy przy samej scenie, która znajdowała się w ogromnej hali. Jednym słowem, był taki ścisk, że praktyczne się ruszyć nie dało. Moje szczęście było nie do opisania, a Dylan... Jak to on. Stał z obojętną miną i co chwila walił otwartą dłonią w czoło, w wyrazie załamania moim zachowaniem. Od czasu do czasu uśmiechnął się, gdy mu dziękowałam po raz kolejny.
-Naprawdę nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć!- Powiedziałam głośno, próbując przekrzyczeć hałas.
-Są różne sposoby...- Odkrzyknął, ale nie dokończył, ponieważ w porę zasłoniłam mu usta ręką. Niechcący napotkałam jego czekoladowe tęczówki, wpatrujące się we mnie.
   W pewnym momencie światła zgasły całkowicie i zaraz się zapaliły.
-Tylko nie bądź na mnie zła, okej?- Usłyszałam jego zmieszany głos przy uchu, gdy obejmował mnie ramieniem w talii. O co mu chodzi? Na co mam nie być zła? Co on odwalił? Niestety nie dane mi było zapytać, gdyż na scenę właśnie powoli wkraczały jakieś nieznane mi postacie.- Dokładnie czterech chłopaków. Z czego jeden z nich najbardziej przykuwał uwagę; a konkretnie jego zielone włosy. Serio? Jakim trzeba być idiotą (bez urazy dla tamtego kolesia) aby przefarbować włosy na zielono?!- Po hali rozniosły się piski i krzyki, a tamci zaczęli się ustawiać. Najbardziej z przodu stanął wysoki blondyn. Po chwili wrzaski, raniące moje uszy, w miarę ustały, a ciemnowłosy i reszta zaczęli się witać z publiką. Z tego co usłyszałam to nazywają się 5 Seconds of... coś tam... Nie wiem. Mało mnie to obchodzi.
Stanęłam na przeciwko niego.
-Dylan? Możesz mi to jakoś wyjaśnić?- Zapytałam, wskazując w kierunku sceny. On tylko uśmiechnął się nawet na mnie nie patrząc.- Możesz na mnie patrzeć?!- Prychnął i zrobił to co chciałam. Oczywiście nie zapomniał przewrócić oczami. Ponownie się uśmiechnął.
-Naprawdę myślałaś, że poszedłbym z tobą na koncert tych pedałów? Miałbym patrzeć jak się ślinisz do tego jebanego blondaska?!- Odparł z nutką wściekłości. Co ja gadam? To była wściekłość. Najwidoczniej nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony.
-Mogłeś po prostu powiedzieć, że nie chcesz iść!
-Nie chciałem cię zawieść.- Mruknął, spuszczając wzrok. Największa bzdura jaką kiedykolwiek słyszałam! Gdzie ta jego pewność siebie?
-''Nie chciałem cię zawieść''- Próbowałam naśladować jego głos.- Więc po prostu postanowiłeś zabrać mnie na koncert jakiś pedałowatych punków?!- Na moje szczęście, właśnie w momencie gdy wykrzyczałam te słowa, muzyka ucichła. Teraz wszystkie oczy przeniosły się na nas. Blondyn stojący na scenie patrzył na mnie zdezorientowanym spojrzeniem.
-Co się gapisz?!- Warknęłam w jego stronę. Wzruszył ramionami i kontynuowali występ. Grali kompletnie nieznaną mi piosenkę. Posłałam O'Brienowi ostatnie mordercze spojrzenie i próbowałam przepchać się przez tłum rozszalałych nastolatek, w kierunku najbliższego wyjścia. Na całe szczęście Dyl nie próbował mnie zatrzymać. Po prostu tam stał oszołomiony.
-Boże suńcie te dupy, bo zaraz nie wytrzymam!- Wykrzyknęłam, ale pewnie i tak nikt mnie nie usłyszał. Byli zbyt wsłuchani w tę irytującą piosenkę.
 Po kilku minutach dosłownego, deptania i pchania ludzi, wydostałam się na zewnątrz. Osunęłam się po ścianie na ziemię.
-Co za dupek!- Mruknęłam do siebie. Podkuliłam nogi pod brodę. Po prostu siedziałam wściekła i patrzyłam na gwieździste niebo.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hejka! Miało być tak świetnie, a nie jest... Mało akcji... Rozdział taki sobie... ale jest i to się liczy.
w następnym pojawią się nowe mordki, będzie więcej dramatu.
Spodziewajcie się mnie jakoś za tydzień... zobaczymy jak to z czasem wyjdzie.
Nwm co się ze mną dzieje. Nie potrafię dobrać słów, powtarzam się... postaram się to naprawić.
Pamiętajcie o komentarzach i to chyba tyle ;)
do następnego :*

 




poniedziałek, 5 października 2015

06,,Dziwne...''

     Co ja właściwie robię?! Przecież zerwaliśmy!
Lekko odepchnęłam chłopaka od siebie, wracając do rzeczywistości.
-Tommy...-zaczęłam, spuszczając wzrok.
-Wiem. To nie to samo co kiedyś... Nasze uczucia wyparowały. Ale pozostało nam coś ważniejszego...- Wow! od kiedy mój Thomas mówi w taki sposób?- Przyjaźń?- Spytał, nadal mnie obejmując w pasie.
-Przyjaźń.-Uśmiechnęłam się szeroko i wyciągnęłam rękę w stronę chłopaka, którą uścisnął.
 -No nareszcie!- Usłyszałam za sobą donośny głos Dylana. Odwróciłam się. Był co najmniej wściekły. Zacisnął pięści i szedł powoli w stronę chłopaka. Wiedziałam, że zaraz zdarzy się coś nieprzyjemnego.
-Dylan.-Powiedziałam ostrzegawczym tonem i stanęłam przed Thomasem.
-Co?-Zapytał, jakby nie wiedział o co chodzi.-To już nie wolno mi witać gości?- Uśmiechnął się niewinnie.-Dylan O'Brien.
-Thomas Sangster.- Wymienili uścisk dłoni. Jakby znikąd pojawił się też Daniel i przywitał się. Ale nie zrobił tego tak jak brązowooki. Zrobił to tak jakby już się poznali.
 -I jak?- Zwrócił się do mnie.- Podoba ci się niespodzianka?- Przez chwilę się zastanawiałam o co mu chodzi. Połączyłam to wszystko w całość.
-Ty go tu sprowadziłeś?- Spytałam nie dowierzając. Kiwnął przecząco głową.- Ja tylko pomagałem.- Uniosłam pytająco brew. To już nie wiem o co chodzi. Może to sprawka Dyla? -Theo jest sprawcą. Kiedy powiedział, że chodzi o Thomasa Sangstera, przypomniałem sobie, że przecież go znam... Więc postanowiliśmy zadzwonić... I bum! Masz swojego chłopaka.- Wyjaśnił, zadowolony. Nagle oblała mnie fala szczęścia i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Wyszeptałam mu do ucha ''dziękuję''. Było to zarazem dziwne i słodkie;
-A skoro mówimy już o Theo, to... gdzie on jest?- Zapytałam, nie przestając się szczerzyć. Wzruszył ramionami.
-Na randce.- Odparł.
 Chwila... Theo Raeken. Na Randce?!  Jak on mógł mi nic nie powiedzieć?! Przecież się przyjaźnimy!
-Z kim?- Spytałam, próbując ukryć swą wściekłość.
-Z jakąś brunetką...- Urwał myśląc.-Z Lucy.-Dokończył.
 O. Mój. Boże! nie przypuszczałam, że stanie się coś takiego. W prawdzie Raeken mi mówił, że z Luc jest niezła laska, ale nawet mi przez myśl nie przeszło, że oni razem!
-Jesteś zła z tego powodu?- Zapytał ciągnąc mnie na bok, z dala od reszty.
-Nie.-Odpowiedziałam. Zmarszczył czoło nie dowierzając.- Może troszkę. To co czuję, to bardziej żal niż złość. Jest mi troszkę przykro z tego powodu, że ani jedno ani drugie mi nie powiedzieli. Przecież się przyjaźnimy i mówimy sobie o wszystkim.- Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Czułam się zdradzona. Taki drobiazg sprawia, że mam wątpliwości co do szczerości innych, względem mnie.
-Może nie powiedzieli ci, bo bali się, o to jak zareagujesz?- Wzruszyłam ramionami. Mam już dosyć tego tematu. Tommy przyjechał. To jest teraz najważniejsze.
Podszedł bliżej, spojrzał na mnie zatroskanym spojrzeniem i zamknął w przyjacielskim uścisku, który odwzajemniłam.
-Dzięki.-Wyszeptałam tak cicho, że nie mógł tego usłyszeć.
Odsunął się ode mnie i zajrzał mi głęboko w oczy.
-Lepiej ci?- Uśmiechnął się ciepło. Ponownie wzruszyłam ramionami.
-Niewiele.- Odwzajemniłam uśmiech.- Jak mnie jeszcze przytulisz, to na pewno poczuje się lepiej.- Powiedziałam, na co odpowiedział śmiechem i to zrobił. Tym razem bardziej czule. I na pewno nie tak jak przyjaciel obejmuje przyjaciółkę. To było bardziej uczuciowe. Chciałam zatrzymać czas, aby ta chwila trwała jak najdłużej. Potrzebowałam jego bliskości... Jak powietrza.
Dziwne.... Takie samo uczucie pojawiało się przy Dylanie. Czyżby to zwiastowało coś złego? Z pewnością.
Po raz kolejny dzisiaj, zamarliśmy patrząc sobie w oczy. Nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Jego usta z każdą sekundą były coraz bliżej moich. Czas jakby stanął w miejscu. Czyż właśnie nie tego chciałam? Kto wie? Kiedy jego idealnie różowe usta miały musnąć moje, gwałtownie odwróciłam twarz i napotkał mój policzek. Chłopak mruknął coś pod nosem, zdziwiony i po prostu zrobiło się cicho i niezręcznie. Pewnie dziwicie się czemu tak postąpiłam. Otóż, nie wiem, okej? Po prostu poczułam, że nie mogę i spanikowałam. Problem tkwi w tym, że chyba zaczynam coś do niego czuć... Coś większego. Teraz zastanawiacie się, w czym tkwi problem? Chodzi o Dylana. Tak, tego zakochanego w sobie, idealnego dupka. Chyba czuję coś do nich obydwu... Mówiąc szczerze jeszcze nie byłam w takiej sytuacji. Chyba potrzebuję poważnej rozmowy... Normalnie pogadałabym z Rose, Emily bądź Lucy, ale Hall ma szlaban, dosłownie na wszystko, Ems pokłóciła się z Joshem, więc nie mam serca jej zawracać głowy swymi problemami, a Luc jest na randce z moim przyjacielem. Teraz do wyboru mam Rebel albo Jake'a, ale chyba postawię na Reb.
 -Przepraszam. Nie powinienem.- Powiedział spuszczając wzrok. Cofnął się, jednocześnie zabierając ręce z moich bioder.
-Nic się nie stało. Na prawdę.-Odpowiedziałam półszeptem.- To... ja może... już wrócę do Thomasa.- Przytaknął. Widziałam smutek w jego oczach. Idiotko, dlaczego nie dałaś się pocałować?

 Dzisiaj był jeden z najbardziej stresujących dni w moim życiu; Dzień Eliminacji do Mistrzostw Świata A cappella! Bardzo się stresuję. Najgorsze jest to, że miesiąc temu miał być koncert R5, ale został odwołany z niewiadomych powodów.
  Ostatnie dwa tygodnie były na prawdę ciężkie; Od dziewiątej do piętnastej, zajęcia na uczelni. Od piętnastej trzydzieści do siedemnastej trzydzieści, próby zespołu i od osiemnastej do dwudziestej czterdzieści pięć, praca. I tak przez cały czas. Zawsze z trudem doczekiwałam weekendu. Miałam bardzo mało czasu na jakikolwiek odpoczynek. Z resztą jak każdy z moich współlokatorów; Nie mięliśmy nawet czasu na gotowanie, przez co żywiliśmy się tylko pizzą i innymi Fast Foodami.
   Czekałyśmy za kulisami. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Anna co chwila próbowała mnie ''uspokoić'', mówiąc ''Lepiej tego nie zawal'' albo ''Tylko się nie zrzygaj!''.
   Ze sceny zeszli nasi... Jakby to powiedziały nasze liderki... ''Rywale'' z The Treblemakers. Zauważyłam Jake'a, który całkiem nieźle wypadł i przybiliśmy piątkę. Oczywiście to nie umknęło uwadze Anny. Posłała mi tylko karcące spojrzenie i gdy chciała już coś powiedzieć, zostałyśmy wypchnięte na scenę.
Z każdą chwilą czułam gule rozrastającą się w moim gardle.
-Zaraz zwrócę śniadanie.- Szepnęła do mnie roztrzęsiona Lucy.
-Będzie dobrze.-Odparłam również szepcząc. Czemu ja się oszukuję?! Za chwilę rozbłysną reflektory, a ja zrzygam się na widownie! Albo nie będę w stanie wydusić z siebie żadnego dźwięku!
  W jednej chwili zrobiło się jasno. Dziewczyny stały już ustawione odpowiednio, a ja momentalnie schowałam się na sam koniec.
Robiłyśmy dokładne wszystko, tak jak na próbach. Na widowni widziałam wszystkich moich przyjaciół. Z wyjątkiem... Daniela... Mówił mi, że musi dłużej zostać w pracy, ale miałam maleńką nadzieję, że zdąży. Ale chyba się pomyliłam. Dylan cały czas się do mnie szczerzył, wymachiwał rękoma albo wskazywał, w gdzie mam stanąć.
Gdy przyszła moja kolej zaśpiewania kawałka piosenki ,,Don't You'', ponownie spojrzałam na puste miejsce i poczułam lekkie ukłucie w żołądku, ale w porę się otrząsnęłam i udało mi się.

Siedziałam w swojej garderobie i się przebierałam, gdy rozległo się pukanie. Usłyszałam ciche ''Mogę wejść?''. Otworzyłam drzwi. To był Dyl. Jak zwykle z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem.
-Och E! Wypadłaś niesamowicie! Błyszczałaś jaśniej niż jakakolwiek gwiazda! I ten twój piękny głos!- Rzucił się na mnie, mocno obejmując.
-Ugh! Dylan, czegoś ty się naćpał?- Zapytałam rozbawiona.
-Ty jesteś moim narkotykiem. Uzależniasz dziewczyno!- Odparł, również się śmiejąc.- Na serio.- Powiedział z poważną miną.
-Jesteś głupi.- Stwierdziłam odsuwając się od chłopaka. Wzięłam swoje rzeczy i wyszliśmy z pomieszczenia.
-Wiem. Ale to jeden z powodów, dla których mnie kochasz.- Pokręciłam głową z dezaprobatą, na co się zaśmiał. Oplótł ramię wokół mojej talii i poszliśmy w kierunku wyjścia, gdzie czekała na nas cała reszta. Spojrzałam na niego kątem oka. Uśmiechał się. Tak cholernie seksownie się uśmiechał... Ugh! Czemu ja zauważam takie rzeczy? Nie powinnam się na niego gapić! Na Sharmana też nie! Muszę się ogarnąć. I to jak najszybciej.
                             **********************************************
Heeej, to jaaa i moje ukulele! XD
No to witam w kolejnym rozdziale! Tym razem jest nie sprawdzony, końcówka pisana na szybko, więc z góry sorry za błędy.
Mam nadzieję, że nie jest tak beznadziejny jak mi się wydaje... ale klnę się na Dylana, że następny będzie lepszy!
(Będzie się działo! Huehuehuehue xD)
PAMIĘTAJ ABY ZOSTAWIĆ COŚ PO SOBIE (w cale nie mówię o komentarzu... jak mogłeś/łaś o tym pomyśleć... xD)
xoxo <3



 

   

poniedziałek, 14 września 2015

05,,Bardzo za nim tęsknię'' część 2.

     Przyszło około trzydziestu osób. W tym 3 zaproszone przeze mnie; Rebel Wilson- Jedna z najfajniejszych babek w The Bellas-, Jake Grant- Przesłodki chłopak z The Treblemakers, który pomógł mi tachać rzeczy na próbę- i oczywiście Lucy.

    Nie chciało mi się jakoś specjalnie stroić, chciałam iść w jeansach i jakimś topie, ale dziewczyny się upierały, więc włożyłam szorty z wysokim stanem, biały crop top i trampki za kostkę w kolorze bluzki.
-Tak lepiej.- Krzyknęły synchronicznie, co mnie rozbawiło.

    Grant zrobił playlistę, na której znajdowała się głównie muzyka klubowa. Każdy gość przyniósł ze sobą ''dar'' w postaci alkoholu i jedzenia- chipsów- Rzeczą, którą musiałam zrobić, było zamknięcie mojego pokoju na klucz, z oczywistych powodów.
    Z początku siedziałam w kuchni, piłam piwo i rozmawiałam z jakąś koleżanką Theo.
-Chodź!- dziewczyny pociągnęły mnie za rękę. Zaczęłyśmy tańczyć i skakać w rytm muzyki.
    Po jakimś czasie nie miałam już siły. Chciałam usiąść i się napić, ale cały czas któraś mnie zatrzymywała i kazała się bawić.
   Z tłumu wyłonił się Dylan. Miał na sobie ten T-shirt, który pożyczył mi pierwszej nocy.
-Ej... Wow!- Nagle pewny siebie Dylan zaniemówił. Nie do końca wiedziałam dlaczego.-Chyba za dużo wypiłem.- Przetarł oczy i zaczął się śmiać.
-Co cię tak bawi?- Spytała lekko zirytowana Emily.
Spoważniał.
-Wyglądacie... Tak samo.- Ponownie wybuchł śmiechem. Spojrzałam najpierw na Ems, potem na Lu. Rzeczywiście. Ubrane byłyśmy bardzo podobnie. Uśmiechnęłam się. Na prawdę nie zwróciłam na to wcześniej uwagi. Ciekawe czy to przypadek, czy zrobiły to specjalnie?
-Mogę ją porwać?- Zwrócił się do moich ''bliźniaczek''. Kiwnęły radośnie głową. Chwycił mnie za rękę i poszliśmy w głąb tańczących ludzi.
-O co chodzi?- Spytałam.
-To już nie mogę sobie z tobą potańczyć?- Uśmiechnął się.
  Wygłupialiśmy się. Ja i Dylan czasem zachowujemy się jak dzieci, ale w sumie wolałam go w tej wersji, niż zadufanego w sobie dupka. Wszystko było okej, póki nie zobaczyłam jak jakaś wywłoka flirtuje z Danielem i następnie go całuje! W tym momencie coś we mnie pękło. Czy jestem o niego zazd... nie! to nie jest zazdrość! Po prostu jest moim przyjacielem i nie chcę aby się wpakował w coś... ta dziewczyna na pewno chce go wykorzystać... tylko do czego? Zaczynam wariować. Czemu uważam, że każda dziewczyna jest zła, straszna i okropna?
 Postanowiłam, że pójdę do swojego pokoju. Nie mogłam już na to patrzeć. Zacisnęłam pięści i powoli szłam w wyznaczonym przez siebie kierunku.
-Hej! Dokąd idziesz?!- Usłyszałam za sobą głos Dylana, jednak go zignorowałam.
    Opadłam bezsilnie na łóżku. Spod poduszki wyjęłam małego, puchatego misia i mocno się w niego wtuliłam. Nie wiem czy to co czułam, to złość czy smutek, jednak chciałam się tego wszystkiego pozbyć.
 Sięgnęłam po telefon. Włożyłam słuchawki do uszu. W takich chwilach pomagała mi tylko muzyka. Włączyłam piosenkę, która zawsze poprawia mi humor-,,All Night'' R5- jednak dzisiaj było to prawie nie możliwe.
 Can we live for the moment
Can you live for tonight
Can we forget what was broken
 and say say say we'll be
All right
Cause even if we change
we'll always be the same
All night
I promise if you stay
we'll never fade away
All night
W chwili gdy zanuciłam te słowa, poczułam jak łza spłynęła mi po policzku. Miałam wrażenie, że ktoś puka do drzwi, ale nie miałam ochoty z nikim teraz rozmawiać. 
-Nie ważne kim jesteś! Odejdź i daj mi spokój!- Wrzasnęłam, po czym wróciłam do nucenia.
 Drzwi lekko się uchyliły, a do środka powoli z zamkniętymi oczyma, wszedł Jake. 
-Mam nadzieję, że nie jesteś naga.- Powiedział, otwierając jedno oko.- Czyli jednak nie.-rzekł smutniejszym tonem. Rozbawiona, przewróciłam oczami. Schowałam telefon z słuchawkami pod pierzynę. 
-Czemu tak nagle zniknęłaś? Źle się czujesz? Przynieść ci jakieś proszki? Może zrobić...
-Nie!- Wtrąciłam szybko, nie pozwalając mu skończyć.- Bardzo ci dziękuję, ale nic mi nie jest.- Uśmiechnęłam się lekko. Przesunęłam się, robiąc chłopakowi trochę miejsca, żeby mógł się koło mnie położyć. Tak też uczynił. 

                                     *Dwa dni później*
 Siedziałam z Danielem na ławce w parku, nieopodal naszego mieszkania. Można powiedzieć, że sytuacja na domówce została zapomniana. Było naprawdę dobrze między nami- Zero sprzeczek, fochów itp.-Za to Dylan był jakiś dziwny. To wszystko było jakieś chore... Kiedy było dobrze pomiędzy mną a Dylem, coś psuło się z Danem i na odwrót- Gdy było okej z Sharmanem, O'brienowi odbijało.- Ta sytuacja zaczęła mnie denerwować.
 Ostatnio spędzam masę czasu z Jake'iem. Potajemnie pomaga mi przy ćwiczeniach z tańca. Pewnie zastanawiacie się czemu ''potajemnie''? Otóż, jak wcześniej wspomniałam on należy do The Treblemakers. I tu pojawia się kolejne pytanie: ''No i co z tego?'' A to moi drodzy, że jesteśmy z dwóch innych grup. A Anna Camp i Brittany Snow- Liderki zespołu- Mają obsesję na punkcie ''regulaminu''- Zabraniają nam wszelkich kontaktów z kimkolwiek z grupy TT.- Dlatego ''ukrywamy'' naszą przyjaźń. Wiedzą o tym tylko moi współlokatorzy, Lucy i Rebel.
-I co ty na to?- Zapytał, szczerząc się.
-Ale co?- Pokręcił głową, lekko się uśmiechając.
-Pytałem czy chcesz zobaczyć co dla ciebie mam?- Zmroziłam go spojrzeniem.- Spokojnie. Nie wydałem ani centa.- Odkąd pamiętam nie lubię gdy ktoś wydaje na mnie pieniądze. Nigdy nie mogłam się ''zrewanżować''. Także nie przepadam za niespodziankami. Moi znajomi z liceum... nigdy nie było wiadome, czego się po nich spodziewać.
Po chwili zastanowienia, skinęłam głową.
Chwycił mnie za rękę i szliśmy w stronę domu. Co chwile zerkał na telefon. Jakby czekał na jakąś ważną wiadomość.
    Siedziałam w salonie z Emily i oglądałyśmy masz ukochany serial- Supernatural.- W sumie było mi obojętne co Dan wykombinował. Jesteśmy w domu już od godziny i nic.
Nie mogłam się skupić na oglądaniu. Ignorowałam nawet docinki Ems, odnoszące się do tego, który z bohaterów ma lepszy tyłek. Oczywistym było, że Dean. Ona jednak upierała się, że Sam.
Rozmyślałam o ostatnich wydarzeniach, o rodzinie, Rose i... Thomasie... Przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie.- Był to pierwszy dzień liceum. Padał deszcz. Poślizgnęłam się i gdyby nie on upadłabym centralnie w kałużę błota. Nie wiem czy można to nazwać miłością od pierwszego wejrzenia, ale wiem, że to co poczułam będąc w jego objęciach, było cudowne.
    Z zadumy wyrwało mnie upierdliwe pukanie do drzwi. Oczywiście nikomu nie chciało się ruszyć dupska i otworzyć, więc zrobiłam to ja. Moim oczom ukazała się zgarbiona postać w zielonym bereciku. To był pan Hendrix.- Najbardziej zrzędliwy i upierdliwy sąsiad. Czepia się dosłownie wszystkiego.
-Witam.- Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Nie pyskuj mi tu smarkulo jedna!- Burknął pryskając mnie wodą ze spryskiwacza, niczym nieposłusznego pupila. Prychnęłam niezadowolona. Już chciałam mu powiedzieć co o nim myślę, ale ponownie zostałam skarcona wodą.- Czemu hodujecie ryby bez pozwolenia mieszkańców?! Macie usunąć to akwarium! - Krzyczał, gorączkowo wymachując rękoma i wskazując na pusty kąt.
-Chyba za dużo ziółek pan wypił.- Mruknęłam chamsko pod nosem.- Do widzenia.- Rzuciłam zamykając drzwi.
Nie upłynęło nawet dziesięć minut, a znów ktoś się dobijał. Byłam pewna, że to znów ten stary piernik! Otworzyłam szybko drzwi i nie patrząc kto przed nimi stoi zaczęłam krzyczeć.
-Nie hodujemy żadnych ryb! Proszę stąd iść!- Miałam zamknięte oczy. Byłam tak wściekła, że nie chciałam na niego patrzeć.
-Ale dopiero co przyjechałem.- Odparł ktoś smutnym głosem. To nie pan Hendrix. To nie możliwe! Bardzo dobrze wiem do kogo należy ten słodki głosik. Moim oczom ukazała się sylwetka chłopaka, ale nie byle jakiego. To był Thomas! Z mega wściekłej osoby, przemieniłam się w najszczęśliwszą osobę na świecie.
Rzuciłam się chłopakowi na szyję, ściskając go z całych sił. Podniósł mnie. Wydałam z siebie stłumiony pisk szczęścia. Nie mogłam uwierzyć, że to on.
-Mała... Dusisz.- Powiedział lekko dysząc. Oderwałam się od niego.
-Przepraszam.- Odparłam, lekko speszona.- Nawet nie wiesz jak tęskniłam.
-Po pierwsze: Nie chciałem abyś przestała, uwielbiam kiedy czochrasz moje włosy.- Zachichotał.- Po drugie: Ja też tęskniłem. Nie mogłem przestać o tobie myśleć.- Chwycił mnie w pasie, przyciągnął do siebie i wpił się w moje usta.
To był jeden z naszych najdłuższych pocałunków. Byłam tak szczęśliwa i podekscytowana jego obecnością, że nie protestowałam.

                                                           ************************
Boom! Suprajs Madafaka XD tego się nie spodziewaliście (nawet jeśli, to dajcie się nacieszyć tym, że jest nowy rozdział).
Sami dobrze wiecie, że zaczęła się szkoła :/ więc mam mało czasu na pisanie rozdziałów. Może nawet nie być ich przez miesiąc, ale nie martwcie się, nie zamierzam jeszcze porzucać tej historii. (Tyle pomysłów :*)
a oto piosenka, która pojawiła się w rozdziale :3
    JEŻELI CZYTASZ, USZCZĘŚLIW MNIE I ZOSTAW KOMENTARZ <3



sobota, 29 sierpnia 2015

05,,Bardzo za nim tęsknie'' Część 1.

       Po tym jak dostałam się do The Bellas, nie miałam pojęcia jak odwdzięczyć się Dylanowi. Bez niego najprawdopodobniej poszłabym do grupy bibliotekarzy. A nie dość, że mnie tam wkręcił, to jeszcze zaoferował się jako pomocnik przy próbach.
 Za dwa miesiące mamy eliminacje do mistrzostw świata A cappella! Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że wezmę w czymś takim udział, prawdopodobnie bym go wyśmiała.

      Na meczu było świetnie! Niestety Emily się wymigała, ale i tak było super. Zostałam oblana Colą i ufajdana musztardą, czyli jak zawsze. Raeken prawie pobił się z jakimś ziomutkiem, który zaczął mnie popychać. To u nas po prostu tradycja. Nie było jeszcze takiego wspólnego wyjścia, kiedy nic się nie wydarzyło.

      Pan Davis dał mi spokój; po interwencji Emily. Dziwne jest to, że ilekroć ją pytam ''O co chodziło temu facetowi?'', ona nagle zmienia temat, albo mówi, że ma coś do zrobienia.
  Zajęcia dodatkowe mam z głowy. Anna i Brittany jako liderki, strasznie nas męczą. Po dwie godziny (na razie) ćwiczeń; godzina na śpiew, a druga na taniec, 4 razy w tygodniu. Przez to muszę zostawać do późna na kampusie.
  Znalazłam pracę; W sobotę, gdy chciałam zapłacić za piwo, okazało się, że mój portfel był prawie pusty. Nie starczyłoby nawet na gumę do żucia. Więc Josiah (Barman, z którym rzekomo się całowałam), zaproponował mi pracę w Lucky Luke. Z początku podeszłam do tego bardzo sceptycznie, ale po dłuższym zastanowieniu, stwierdziłam, że przecież potrzebuję pracy. Potrzebuję pieniędzy. To co przysyłają rodzice wystarcza tylko na drobne wydatki; Jak książki lub jedzenie. A przecież muszę płacić za mieszkanie.

      Dylan i Daniel, byli jacyś...dziwni. Razem z Theo zauważyliśmy napiętą atmosferę pomiędzy nimi. Więc postanowiłam go wysłać na mały wywiadzik.
-A więc tak...O'Brien nie był zbyt rozmowny. Gadał coś o tym, że ma dosyć ustępowania Sharmanowi i takie tam. A Dan zaś narzekał na zachowanie Dyla i coś tam gadał o tobie.
-Ale co mówił? Gadaj!-Syknęłam,  poddenerwowana. Cała sytuacja była cholernie dziwna. Powoli wszyscy mięliśmy tego dość. Baliśmy się zostawić ich samych w domu!
-Nie wiem. Nie dosłyszałem.-Odparł równie cicho. Byliśmy w jego pokoju, który był obok sypialni Daniela i na przeciwko Dylana, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na normalną rozmowę.
                                  *Theo*
   Nie mogłem jej wszystkiego powiedzieć. I tak, może troszkę skła...Nie to nie było kłamstwo! Po prostu nie powiedziałem wszystkiego. Jestem przyjacielem zarówno jej, jak i reszty. Nie mogłem stanąć po jednej stronie. Nie potrafiłbym wybrać. Wiem, że zarówno Dylan, jak i Daniel, czują coś do Erici. Szczerze jej współczuje, to jak wybór pomiędzy mamą, a tatą; Obydwoje są dla niej ważni. Z tego co mówiła uwielbia ich tak samo i gdyby kazano jej wybrać, po prostu by tego nie zrobiła.
   Z zamyślenia wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś?-Spytałem, unosząc brwi do góry. Kiwnęła twierdząco głową.
-Wejdź!- Krzyknęła blondynka.
 Do pokoju weszła średniego wzrostu brunetka, o piwnych oczach i zgrabnej figurze.
-Theo, poznaj Lucy. Lu, poznaj T.-Wymieniłem uścisk dłoni z nowo poznaną.
                                  *Erica*
  Bardzo się cieszę, że Hale na reszcie poznała chociaż jedną z osób, z którymi mieszkam. Jest u nas trzeci raz, a jak na razie poznała tylko jego.
-To ja może skołuję coś do picia.-Zaproponował.
-Nie, ja pójdę...-mruknęłam.
-Idę z tobą.-Wtrąciła. Chwyciła mnie za ramię.-Ej nie mówiłaś, że ten Theo to takie ciacho.-Szepnęła, ściskając moje biedne ramię coraz mocniej.
-Skoro uważasz, że T jest przystojny, jestem ciekawa co powiesz jak zobaczysz Daniela lub Dylana.
-Prawdopodobnie zejdę.-Zachichotała. 
Poszłam do kuchni, a Hale do Toalety. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam sok bananowo-jabłkowy. Zamknęłam drzwiczki i podskoczyłam do góry, upuszczając szklaną butelkę, która roztrzaskała się w drobny mak.
-Przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć.-Posłał mi nieśmiałe spojrzenie.
-A jednak to zrobiłeś.- Odparłam oschle. Ukucnęłam i zaczęłam zbierać rozbite szkło.
-Poczekaj. Masz to.-Podał mi zmiotkę i szufelkę. Nie odpowiedziałam. Zerknęłam na niego kątem oka. Przez chwilę opierał się o bufet, czekając aż coś powiem, westchnął głęboko i zrezygnowany opadł na kanapę w salonie. Wyjęłam kolejny napój i wróciłam do pokoju Theo. Chwilę potem weszła Lucy.
-Co ty odczyniasz dziewczyno?!- Krzyknęła, wyrzucając ręce w górę.
-O co ci chodzi?-Spytałam zdziwiona. Westchnęła i spojrzała na mnie z dezaprobatą.
-Czemu jesteś dla niego taka niemiła? Co on ci zrobił?- Zarzucała mnie pytaniami.-Przecież mówiłaś, że go lubisz.-Powiedziała łagodniej, robiąc nacisk na ''lubisz''. Raeken spojrzał na nas jak na kosmitki. W całej sytuacji był jak obcokrajowiec; Nie miał pojęcia o czym mówimy.
-Pamiętasz jak opowiadałam ci o moim byłym...-Kiwnęła głową.-Otóż chodzi o to, że Daniel...tak bardzo mi go przypomina....Bardzo za nim tęsknie.-Zacisnęłam pięści. Czułam, że do oczu napływają mi łzy.- Oczywiście już nie jestem w nim zakochana.-Dodałam po chwili.- Nasz związek opierał się głównie na przyjaźni...-Odwróciłam głowę w stronę okna.  Na prawdę rzadko mi się zdarzało płakać. Zawsze starałam się nie okazywać emocji...Tak było łatwiej, ale kiedy w końcu dawałam im upust, chciałam być sama. - Po prostu tęsknię za przyjacielem. Każda rozmowa z Danem...przypomina mi o każdej chwili z Thomasem...-Oboje do mnie podeszli i przytulili.
-Może powinnaś mu o tym powiedzieć...-Zaczął delikatnie, starając się, aby jego głos nie zabrzmiał ostro.-Odpychając go od siebie, sprawiasz mu przykrość.-Wtuliłam się w niego mocniej. Byłam im bardzo wdzięczna. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. To oczywiste, że nigdy nie zastąpią Rose, ale i tak są najlepszymi przyjaciółmi jakich mogłam sobie wymarzyć. Mówiąc już o Rose...nie mogę zawracać jej głowy takimi problemami, ponieważ sama ma ich niemało. A poza tym nie pomogłaby mi. Nie zna Sharmana i niewiele by zdziałała.
  Emily wróciła do domu i oczywiście Haleken- Hale i Raeken. Agenci pieprzeni.- jej o wszystkim powiedzieli. Ems była tego zdania co T.
I na prawdę nie mam pojęcia co Dan i Dyl robili w tych pokojach.-My się tak strasznie drzemy, a oni nic.-Może mają twarde sny; Ostatnio piętnaście minut próbowałam dobudzić O'Briena, Jednak bez skutecznie, wiedziałam, że w końcu wynajdę na to sposób.
   Dziewczyny stwierdziły, że jestem za smutna jak na tak ładny dzień,więc postanowiły, że zrobimy u nas imprezę. To dość szalony pomysł. Byłam pewna, że skończy się przyjazdem Policji; Wokół nas mieszkają sami starsi i zrzędliwi ludzie. Jedynym miłym mieszkańcem tej ponurej kamienicy, był Pan Anderson. Czasami przypominał mi mojego dziadka, którego już niestety nie ma. Zawsze mnie wspierał, kiedy kłóciłam się z rodzicami. Nie to co babcia...Przeważnie była tego zdania co rodzice.
  Moim zadaniem było: Powiadomienie chłopaków-Tak. Emily to chodzące wcielenie zła.-Oraz zaproszenie kilku znajomych. W sumie dużo ich nie było; Z mojego rocznika ludzie są strasznie wredni i mega dziwni. Jest tylko jedna pozytywna i normalna osoba i jest nią przecudowna Lucy Hale.
  Stwierdziłam, że najpierw pójdę do Dylana; Bardzo boję się tej rozmowy z Sharmanem.
Stałam przed jego drzwiami. Nie miałam zamiaru pukać; On też tego nie robi. Wbija jak do siebie. Nacisnęłam klamkę... i zamarłam. Stał w samych bokserkach! Niby nic takiego. A jednak!
-O jejku.-Wykrztusiłam, nadal stojąc w bezruchu. Mój boże! Czemu on jest taki boski?! Najgorsze jest to, że on o tym wie i się z tym nie kryje.
-Mogłaś zapukać.-Uśmiechnął się złośliwie, a zarazem bardzo seksownie.-Hej! Żyjesz?- Pomachał mi ręką przed oczyma. Zamrugałam kilka razy.
-T...tak. Żyję. Po prostu się zamyśliłam.-Skłamałam. Byłam głupia myśląc, że z nim będzie łatwiej. Nie było takiej rozmowy, która nie zawierałaby jakiegoś podtekstu. On potrafił obrócić każdą sytuację na swoją korzyść.-Ems urządza małą imprezę u nas, więc zaproś paru znajomych, czy coś...-Założę się, że nadal wyglądałam jak pomidor, a wzrok chłopaka na moich gołych nogach jeszcze bardziej mnie zawstydzał.-To ja już pójdę.-Wskazałam palcem drzwi. Potykając się o własne nogi, wyszłam z pokoju. Oparłam plecami o ścianę i powoli osunęłam się na podłogę. Przetarłam krople potu z czoła, westchnęłam ciężko i wstałam.
 Na Sharmana wpadłam przed jego sypialną.
-Porozmawiasz ze mną, czy znów uciekniesz i będziesz mnie ignorować? O co ci w ogóle chodzi? Powiedziałem coś nie tak?-Zarzucał mnie pytaniami, nie czekając na odpowiedź.
-Dan...-Zaczęłam cicho.-Ty w niczym nie zawiniłeś.-Spuściłam głowę, unikając jego spojrzenia. W takich sytuacjach różnił się od Dylana; Jego wzrok był chłody, a głos nieprzyjemny. A Daniel nie patrzył na mnie z wyrzutem. Jego ton był spokojny i opanowany.-Chodzi o to, że przypominasz mi osobę, za którą bardzo tęsknię...I...-Byłam bliska rozpłakania się. Od dłuższego czasu dusiłam w sobie ten cały smutek i tęsknotę. W tym też różnił się od O'Briena; Tamten, nawet nie zauważyłby, że prawie płacze i dalej kontynuowałby swój cholerny monolog.
-Dobra. Nieważne.-Rzekł lekkim i ciepłym głosem. Objął mnie jedną ręką w talii, a drugą włożył kosmyk moich włosów, opadających na twarz, za ucho. Uśmiechnęłam się blado.
-Robimy imprezę. Emily chce, aby każdy zaprosił kilku swoich znajomych.-Patrzyliśmy sobie w oczy.
-To nie będzie potrzebne.-Odpowiedział, uśmiechając się.-Wystarczysz mi tylko ty.-Dodał po chwili ciszy. Jejku! Jaki on jest słodki! Za to go uwielbiałam; Nie nosił maski złego chłopca, tak jak Dyl. Zawsze był czarujący, słodki i kochany. W prawdzie ''Pan chodząca perfekcja'', nie odstawał w tyle. Czasami był zbyt pewny siebie i zbyt chamski. Nie wiedział kiedy przestać grać ''Bad Boya''. Jednak są moimi najlepszymi kumplami i ich uwielbiam.

**********************************************************************************
 Witam, po długiej nieobecności.
Rozdział nie jest taki jaki chciałam żeby był, ale jest :)
W związku z tym, że już zaraz szkoła, na kolejne rozdziały będzie trzeba dłużej czekać.
No! Komentujemy, komentujemy! Nie ma lipy! xD




 

sobota, 15 sierpnia 2015

04,,Żartujesz sbie ze mnie?!''

                                             *Dylan*
    Zjawiła się jakby znikąd. Zmierzała w moją stronę, a ja w jej...Chwilę tańczyliśmy. Zbliżyłem się do niej na tyle, że stykaliśmy się nosami. Moje usta prawie dotykały jej. To miała być ta chwila...miałem ją pocałować, a ona by o tym pamiętała... i nie mogła zapomnieć. Już nic nie mogło nam przeszkodzić...
 Daniel przyciągnął ją w swą stronę i zrobił to co ja zamierzałem. A najgorsze było to, że ona nie protestowała... Czułem się jakby ktoś wyrwał mi serce i rozerwał je na drobne kawałeczki...Miałem ochotę zmiażdżyć mu czaszkę...,albo jeszcze gorzej...Chciałem żeby cierpiał. Byliśmy dla siebie jak bracia...a on zrobił coś tak...Niewybaczalnego...Odkąd przekroczyła próg naszego mieszkania wiedziałem, że będziemy razem. Daniel też coś do niej czuje...Ale nie mogę zawszę mu ustępować. Od początku naszej przyjaźni mamy taką zasadę, że który pierwszy zobaczy dziewczynę, drugi nie ma prawa mu jej odbić.
 Podbiegłem do nich, wyrywając ją z objęć tego łajdaka i powiedziałem to co czuję. Oznajmiła mi, że ma to gdzieś...Kocha Sharmana i nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Łzy spłynęły mi po policzkach. Krzyczałem jej imię, na całe gardło. Nie mogąc się z tym pogodzić.
                                              *Erica*
   Wpadłam do jego pokoju słysząc jak mnie woła. Zdziwiłam się, ponieważ jeszcze spał. Przewracał się z boku na bok. Szarpał się z kołdrą. Miał koszmar.
 Uklękłam przy jego łóżku, dotykając jego ramienia.
Podniósł się tak szybko, jakby coś go oparzyło. Spojrzał na mnie zeszklonymi oczami. Uśmiechnęłam się przyjaźnie i przytuliłam go.
-Co ci się śniło?-Zapytałam, kładąc się koło chłopaka.
-Nic takiego.-Położył się na lewym boku, tak, że teraz nasze twarze były na przeciw siebie.
-Czemu kłamiesz?
-Dlaczego tak uważasz?-zdziwił się.
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.- mruknęłam.-Wiem kiedy nie mówisz prawdy.
-Tak?
-Tak.-Oznajmiłam, wyrywając mu poduszkę spod głowy.-Wtedy słodko się uśmiechasz.-szepnęłam, licząc, że nie usłyszy. Puścił do mnie oczko, przejmując poduszkę. Wyrywaliśmy ją sobie nawzajem, łaskocząc i głośno się śmiejąc.
-Dobra- uśmiechnął się.-Przyjmuję twoje przeprosiny.-oznajmił dumnie. Bałam się, że nie zaczai o co chodzi i będę musiała wypowiedzieć to okropne słowo. Została mi jeszcze jedna osoba.... w sumie dwie. Daniel i ten barman...jak on miał?...Aron? Może Zach? To nie istotne.
 Opuściłam jego pokój. Dopiero teraz spostrzegłam, że nie miał koszulki. Miałam wielkie szczęście....
    Szykowałam notatki na zajęcia, w swojej sypialni, kiedy Emily zawołała mnie na śniadanie. Wszyscy siedzieli już w kuchni przy stole. Zajęłam miejsce pomiędzy Danielem i Theo. Sięgnęłam po masło i posmarowałam pieczywo. Sharman gadał o filmie, który leciał wczoraj w telewizji. Śmiałam się z niego, ponieważ opowiadał to z takim wczuciem. Mówił co mu się podobało, a co było totalnie do kitu.
Każdemu mojemu ruchowi uważnie przyglądał się Dylan. Obserwowałam go kontem oka, nie przestawał nawet na chwilę. Jego spojrzenie stawało się intensywniejsze, gdy rozmawiałam z chłopakami.
-Mam coś na twarzy?- spytałam znienacka, przejeżdżając dłonią po policzku.
-Nie.- wzruszył ramionami.
-To czemu się tak patrzysz?
-Podziwiam piękno.-odparł lekko przekrzywiając głowę. Wyglądał tak słodko! Jak szczeniaczek! Lekko się zarumieniłam, co chyba każdy zauważył.
    Reszta się zmyła, więc zostałam sama z Emily i pomagałam jej posprzątać.
-Ej! Mogę cię o coś zapytać?..
-Jasne! Wal śmiało.-Związała włosy gumką.
-Nie uważasz, że Davis jest jakiś dziwny?-Zaśmiała się, jakby moje pytanie było totalnym absurdem.
-Nie.-Machnęła ręką.- On tylko jest taki na początku... Później jest potulny jak baranek.
-Dziwi mnie tylko to, że wie naprawdę, dużo rzeczy o wszystkich...
-Zna podstawowe informacje...- ucięła.
-Mi powiedział znacznie więcej...-bąknęłam.
W tej samej chwili, do kuchni przylazł Theo. Stwierdziłam, że najlepiej będzie jak rozmowę dokończymy później, albo nigdy.
   Poszłam pod prysznic. Tak jak zawsze nie obyło się bez śpiewania. W sumie to śpiewam tylko wtedy... ewentualnie, kiedy nikogo nie ma w domu.
  Od dawna mam nieustające wrażenie, że ktoś mnie obserwuje... Chyba popadam w paranoję..., a stąd już tylko jeden krok do alkoholizmu. Na szczęście mam jeszcze muzykę. Ona mnie uspokaja i relaksuje, a śpiewanie sprawia, że czuje się wyjątkowo, tak samo fotografowanie. W domu rodzice wieszali prawie każde zdjęcie zrobione przeze mnie. Najczęściej były to kwiaty.
                                    *Dylan*
  ...- Mówię ci ona tego chce!- Jak trudno tej dziewczynie coś wytłumaczyć! Łatwiej byłoby się dogadać z psem!
-Ale nam odmówiła!- Mówiła tak głośno, że musiałem oddalić telefon od ucha.
-Słuchaj,- Zacząłem łagodniej.- Przed chwilą sam słyszałem... Chyba potrzebujecie kogoś utalentowanego?
-Tak..., ale Anna nie jest co do niej przekonana. Mówi, że nie pasuje do nas.
-A czy macie już kogoś?- zapytałem, lekko poirytowany.
-Nie...Niech chociaż przyjdzie na casting. Jak nam się spodoba, wtedy podejmiemy decyzje.- No! To mam z górki. Teraz wystarczy sprzedać Erice dobre wieści. Mam nadzieję, że się ucieszy. Na wszelki wypadek zarezerwuje sobie miejsce w szpitalu.

                                     *Erica*
    Kiedy weszłam do sali, Myślałam, że Profesor będzie w złym humorze, z powodu mojej ucieczki. Ale potraktował mnie tak jak resztę studentów; Odpowiedział kiwnięciem głowy na moje ''Dzień dobry''.
   Tematem dzisiejszych zajęć był ''Monolog''. Miałam ochotę opuścić pomieszczenie, gdyż rozmawiał z nami jak z dziećmi. Tak w sumie nawet go nie słuchałam. Rozmawiałam po cichu z Hale. Mówiła o jakimś castingu do tej grupy A cappella; The Bellas. Ja jak zawsze miałam pecha... Dziś jest ostateczny termin wybrania zajęć dodatkowych, a nic nie przykuło mojej uwagi.
   Byłam już przy drzwiach, lecz znów zostałam zatrzymana przez Davisa.
-Pozwolisz, że dokończę to co mam ci do powiedzenia...
-Czyli co?!- Przerwałam mu.-Ten stek bzdur?!- unosłam głos.-W ogóle, skąd pan to wszystko wie?!
-Ponieważ...-Wziął głęboki oddech.
-Ponieważ co?!-Wcięłam zirytowana.
Do sali wszedł Dylan. Na prawdę, dziękuję ci za to boże. Jeszcze chwila i nie wytrzymałabym. Nie wiem co ma mi do powiedzenia i szczerze mam to gdzieś. Bo co on może mi takiego powiedzieć?! Że jestem adoptowana?! Albo ma jakąś obsesję na punkcie swoich uczniów?!
-Cześć.- przywitałam się całując go w policzek.
-Czemu tak krzyczysz? Oblałaś zajęcia? Mogę...
-Nie!- Wtrąciłam szybko.- Nie o to chodzi.- Posłałam mu blady uśmiech.
-Okej...- Zaśmiał się, przeczesując włosy ręką.
-Widzę Dylan, że już poznałeś pannę Reyes.- Spojrzał na chłopaka i uniósł dwukrotnie brwi.
-Tak się składa, że razem mieszkamy.- Odparł dumie, obejmując mnie jedną ręką w talii. Miałam ochotę go udusić, ale...nie można się na niego za długo gniewać!

   Dylan kazał mi zamknąć oczy. Posłusznie wykonałam polecenie. Nie miałam pojęcia dokąd mnie prowadzi. Ciągle powtarzał, żebym mu zaufała.
 W końcu się zatrzymaliśmy.
-Już możesz otworzyć.-Zrobiłam co kazał. Rozejrzałam się dookoła. Staliśmy na scenie. Takiej jak w teatrze, tylko trochę mniejszej. Na wprost widziałam tylko czerwoną kotarę.
-O co chodzi? Co my tu robimy?- Zapytałam, będąc jeszcze w lekkim szoku.
-Mogę cię o coś poprosić?- podszedł do mnie, ujął moją dłoń i spojrzał głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się na znak zgody. Nie przerywając podróży po wnętrzu jego duszy.
-Zaśpiewasz mi?- zapytał. Potrząsnęłam przecząco głową, zabierając rękę i chowając do tylnej kieszeni legginsów.
-Żartujesz sobie ze mnie?!- warknęłam, najwyraźniej spodziewał się mojej reakcji, bo nie wyglądał na zaskoczonego.
-Wiem, że masz lęk przed występami publicznymi, ale proszę, zrób to dla mnie.- Posłał mi wzrok bitego szczeniaczka, licząc, że się zlituję. Co mu tak na tym zależy?
-A skąd możesz to wiedzieć? Ty też masz obsesję na moim punkcie?!- Skrzyżowałam ręce na piersi i odwróciłam się tyłem do przyjaciela, unikając jego błagającego wzroku.
-Wiem więcej niż myślisz.- mruknął. Mimo, że nie widziałam jego twarzy, wiedziałam, że się uśmiecha.
-Dobra! Zrobię to, ale... nie za darmo.
-Zrobię cokolwiek będziesz chciała.
-To co mam zaśpiewać?- Westchnęłam.
-Born This Way. Znasz?-Jego głos był pełny nadziei. A w oczach dało się zauważyć iskierki, zwiastujące radość i ekscytację.
-Piosenka fajna, lecz nie podoba mi się jej przekaz.-Odparłam przewracając oczami.
-Gdybym to ja miał wybierać, na pewno była by inna...-Ciekawe co miał na myśli...Ten koleś to jedna, wielka, chodząca zagadka. Nie wiem jakim cudem, się z nim przyjaźnię.
 Wzięłam głęboki wdech. Zamknęłam oczy.
                        -My mama told me when I was young
                         We are all born superstars
                         She rolled my hair and put my lipstick on
                         In the glass of her boudoir
                         "There's nothing wrong with loving who you are"
                         She said, "'Cause he made you perfect, babe"
                         "So hold your head up, girl and you you'll go far
                         Listen to me when I say"
                                        
                                         I'm beautiful in my way
                                         'Cause God makes no mistakes
                                         I'm on the right track, baby
                                         I was born this way
                                         Don't hide yourself in regret
                                         Just love yourself and you're set
                                         I'm on the right track, baby
                                         I was born this way
                                        
                                         Ooo, there ain't no other way
                                         Baby, I was born this way
                                         Baby, I was born this way
                                         Ooo, there ain't no other way
                                         Baby, I was born this way
                                         I'm on the right track, baby
                                         I was born this way
  Gdy otworzyłam oczy, kotara była odsłonięta. Na widowni siedziało około czterdzieści osób, które klaskało i pogwizdywało. Kilka nawet stało. Przepełniona byłam adrenaliną. Nigdy w życiu nie odczuwałam tylu emocji na raz. Nadal nie wiedziałam co się dzieje.
 Z jednej strony chciałam uściskać O'Briena i mu podziękować, a z drugiej go zabić.
W śród ludzi na widowni, szukałam tego podstępnego i tak kochanego głupka. Zamiast niego zauważyłam, te dwie dziewczyny, które zachęcały mnie i Lucy do dołączenia do ich grupy. No właśnie. Koło nich nie siedział nikt inny jak Hale i kilka innych dziewczyn. Zapewne członkiń The Bellas.
  Schodząc ze sceny natknęłam się na człowieka odpowiedzialnego za to wszystko. Rzuciłam mu się na szyję. Moja radość była nie do opisania.
-Jak mogłeś mi to zrobić?- Uderzyłam go lekko w ramię i ponownie się do niego przytuliłam.
-Tak wyszło. Po prostu nie mogłem pozwolić, abyś zmarnowała taki talent.
-Dlatego podstępem mnie tu zwabiłeś?-Kiwnął głową.-A co jak mnie nie przyjmą?
-Wtedy znajdziemy ci coś innego.
-Dziękuję.-Szepnęłam, wtulając twarz w jego klatkę piersiową.

                                          
                                                       ***
 No to witam w kolejnym rozdziale. Mówiąc szczerze, tak średnio mi się podoba :/ Ale obiecuję, że piąty będzie lepszy.
UWAGA! Następny rozdział będzie później, ponieważ, Wyjeżdżam 17 i wracam 24 :/ Także troszkę, będziecie musieli poczekać.
Zapraszam do komentowania :3 xoxo.
 



Layout by E(L)MO