sobota, 17 października 2015

07,,Serio?!''

  Siedziałam na ławce w parku i czekałam na Daniela. Nie mógł przyjść na występ, ponieważ był w pracy. Na jego szczęście Ems wszystko nagrała....
Spóźnia się już dziesięć minut. Wyjęłam telefon z zamiarem wysłania do niego SMSa.
'Do Daniel'
Ile można na ciebie czekać? Gdzie jesteś?
Po chwili otrzymałam odpowiedź.

'Od Daniel'
Za tobą xx 
Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka, który poprawiał swój szalik. Usiadł koło mnie na ławce i pocałował w policzek na przywitanie.
-Przepraszam, że tak długo, ale musiałem załatwić coś ważnego...-Urwał, uśmiechając się.
-A tobie co tak wesoło?- Zapytałam, marszcząc czoło.
-Powinnaś być ze mnie dumna.- Rzucił, wyciągając coś z tylnej kieszeni jeansów. Trzymał w ręce jakieś dwie kartki. Wstał i gestem pokazał abym zrobiła to co on.
-Zanim ci to dam...-Zrobił dramatyczną pauzę.- Musisz mi coś obiecać...-Kiwnęłam głową, aby kontynuował.- Obiecaj, że nigdy nie odwrócisz się od Dylana.-Wytrzeszczyłam oczy. O czym ten koleś do cholery plecie?!- Wiem, że czasami jest dupkiem...
-Czasami.-Mruknęłam sarkastycznie.
-Ale on cię potrzebuje. Ja też. Ale zrozumiałem pewną rzecz... I...-Wzruszył ramionami.- Muszę odpuścić.
-Do czego zmierzasz?-Zapytałam zniecierpliwiona. Strasznie nie lubię gdy ktoś owija w bawełnę. Trzeba walić prosto z mostu. Wiem, że to nie zawsze jest takie proste, ale... Trzeba się postarać. Zignorował moje pytanie i stanął na przeciwko mnie.
-Trzymaj.-Podał mi dwa kartoniki, na których były jakieś napisy. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak bilety. Po przeczytaniu, przetarłam oczy i prześledziłam wzrokiem litery jeszcze kilka razy. Nie mogę w to uwierzyć! To bilety na koncert R5!
-Ale jak?- Wykrztusiłam po chwili.-Przecież koncert odwołano!
-Zmieniono datę.-Poprawił mnie, w chwili, gdy  rzucałam mu się na szyję.- To...- Zaczął niepewnie.- Wiesz już może z kim pójdziesz?- Zapytał, odsuwając się ode mnie i spuszczając wzrok.
-Hmmm...-Udałam, że się zastanawiam.-No nie wiem.- Odparłam sarkastycznie i uśmiechnęłam się.- Chyba z takim jednym idiotą, który robi dla mnie zdecydowanie za wiele.
-Za wiele?- Zdziwił się. Przytaknęłam.- Gdybyś mi na to pozwoliła zrobiłbym więcej. Pamiętaj... zawsze będę gotów zrobić dla ciebie wszystko.

   W nocy nie mogłam zasnąć. Świadomość, że dzisiaj idę na koncert moich idoli, przyprawiała mnie o ból brzucha. Stresuję się bardziej niż przed egzaminami.
  Wypełzłam powoli z łóżka i niczym Zombie, poczłapałam w kierunku kuchni. Wszyscy siedzieli już przy stole i zjadali naleśniki, na pewno przygotowane przez Theo. Nie byłam już na niego zła. Na pewno zachowałabym się podobnie gdybym zaczęła spotykać się z jakimś jego przyjacielem. Bałabym się jego reakcji.
Siadając na swoim stałym miejscu; między Dylanem a Danielem. Zauważyłam, że czegoś mi brakuje...A raczej kogoś...
-Gdzie Daniel?- Spytałam, nie kierując pytania do nikogo w szczególności.
-Jeszcze śpi. Nie ma dzisiaj zajęć i w ogóle mówił, że nie czuje się najlepiej.- Odpowiedziała Emily, przeżuwając posiłek.- Czemu gdy wszystko idzie dobrze, zawsze coś musi się spieprzyć? Thomas przyjechał. Było wszystko okej... Przez dwa dni.... Potem nagle jego babcia zachorowała i musiał wracać... Teraz mięliśmy wyjść z Danielem, a jego łapie choroba! Czemu życie jest dla mnie takie okrutne?!
   Po skończonym śniadaniu, poszłam do swojego pokoju przyszykować się na zajęcia. Z racji, że już powoli zaczynała się zima, postanowiłam ubrać się nieco cieplej; Założyłam białą bluzkę na krótki rękawek, z napisem ''Fuck Everything'', na to czarny kardigan i rurki w tym samym kolorze.
   Szłam właśnie do pokoju Dylana. Daniel wygląda okropnie i tak pewnie się czuje. Dobrze, że spał, bo znając go, przepraszałby mnie za to, że się rozchorował, a to przecież nie jest jego wina. Zdrowie jest najważniejsze.
Niestety każdy jest tego wieczora zajęty. Ostatnia nadzieja jest w Dylu.
 Nie pukając, weszłam do jego sypialni. Siedział na łóżku i bawił się telefonem.
-Pomóc ci w czymś?- Zapytał, podnosząc na mnie wzrok.
-Yyy... W sumie to tak.- Mruknęłam, wchodząc w głąb pomieszczenia. Stanął naprzeciwko mnie.
-Słucham.- Schował telefon do kieszeni i skrzyżował ramiona.
-Masz może... wolny wieczór?- Zapytałam niepewnie.
-Proponujesz coś?- Spytał, chytrze się uśmiechając.
-Koncert. Dziś. Wieczorem. Daniela rozkłada choroba i nie mam z kim iść.
-Cieszę się, że o mnie pomyślałaś.- Uśmiechnął się szerzej. Z chęcią z tobą pójdę. Tylko kto...
-R5.- Wyprzedziłam jego pytanie.- To co, nadal chcesz iść?- Przytaknął.
-Ale, nie ma nic za darmo.- Przybliżył się do mnie nadal się szczerząc. Mogłam się domyślić, że będzie czegoś oczekiwał w zamian. Taki właśnie już był i takiego go lubiłam. Czasami.
Dobrze wiem czego ode mnie chce. Tylko pytanie, czy mu na to pozwolę.
 Podszedł jeszcze bliżej, cały czas patrząc mi to w oczy, to na usta. Dzieliły nas teraz dosłownie milimetry. Oparł swoje czoło o moje. Jego ręce powędrowały na moje biodra, a czekoladowe oczy, sprawiają, że nogi mam jak z waty. Musnął moje usta swoimi. Powoli i delikatnie. Po kilku sekundach jego język wkradł się do mojej buzi, sprawiając, że odpływałam. Nie sądziłam, że potrafi być taki delikatny. Nie pamiętam naszego pierwszego pocałunku, ale na pewno był inny od tego. Tego z pewnością nie zapomnę.
  Powoli zaczęłam się od niego odrywać, gdyż zaczynało mi brakować powietrza.
-Zaraz spóźnię się na zajęcia.- Powiedziałam podchodząc do drzwi. Chwycił mnie za rękę i się uśmiechnął.
-Poczekaj, pójdę z tobą.- Kiwnęłam głową.

   Byłam właśnie w trakcie szykowania się na tą wielką chwilę. Za dokładnie dwie godziny zobaczę moich idoli na żywo.
 Emily, pomagała mi z wybraniem stroju; Postawiłyśmy na zwykłe, czarne rurki z wysokim stanem i biały Crop Top z logiem Supernatural. Na to, najprawdopodobniej założę czarną ramoneskę. Makijaż zrobiłam mocniejszy niż zwykle, a włosy lekko podkręciłam lokówką.
   Dylan czekał już przed taksówką, do której wsiedliśmy.
-Jeszcze raz dziękuję, że zgodziłeś się ze mną pójść.- Westchnęłam, przerywając ciszę.
-Nie ma za co słońce.- Szepnął mi do ucha. Ugh! Czemu on to robi?

   Staliśmy przy samej scenie, która znajdowała się w ogromnej hali. Jednym słowem, był taki ścisk, że praktyczne się ruszyć nie dało. Moje szczęście było nie do opisania, a Dylan... Jak to on. Stał z obojętną miną i co chwila walił otwartą dłonią w czoło, w wyrazie załamania moim zachowaniem. Od czasu do czasu uśmiechnął się, gdy mu dziękowałam po raz kolejny.
-Naprawdę nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć!- Powiedziałam głośno, próbując przekrzyczeć hałas.
-Są różne sposoby...- Odkrzyknął, ale nie dokończył, ponieważ w porę zasłoniłam mu usta ręką. Niechcący napotkałam jego czekoladowe tęczówki, wpatrujące się we mnie.
   W pewnym momencie światła zgasły całkowicie i zaraz się zapaliły.
-Tylko nie bądź na mnie zła, okej?- Usłyszałam jego zmieszany głos przy uchu, gdy obejmował mnie ramieniem w talii. O co mu chodzi? Na co mam nie być zła? Co on odwalił? Niestety nie dane mi było zapytać, gdyż na scenę właśnie powoli wkraczały jakieś nieznane mi postacie.- Dokładnie czterech chłopaków. Z czego jeden z nich najbardziej przykuwał uwagę; a konkretnie jego zielone włosy. Serio? Jakim trzeba być idiotą (bez urazy dla tamtego kolesia) aby przefarbować włosy na zielono?!- Po hali rozniosły się piski i krzyki, a tamci zaczęli się ustawiać. Najbardziej z przodu stanął wysoki blondyn. Po chwili wrzaski, raniące moje uszy, w miarę ustały, a ciemnowłosy i reszta zaczęli się witać z publiką. Z tego co usłyszałam to nazywają się 5 Seconds of... coś tam... Nie wiem. Mało mnie to obchodzi.
Stanęłam na przeciwko niego.
-Dylan? Możesz mi to jakoś wyjaśnić?- Zapytałam, wskazując w kierunku sceny. On tylko uśmiechnął się nawet na mnie nie patrząc.- Możesz na mnie patrzeć?!- Prychnął i zrobił to co chciałam. Oczywiście nie zapomniał przewrócić oczami. Ponownie się uśmiechnął.
-Naprawdę myślałaś, że poszedłbym z tobą na koncert tych pedałów? Miałbym patrzeć jak się ślinisz do tego jebanego blondaska?!- Odparł z nutką wściekłości. Co ja gadam? To była wściekłość. Najwidoczniej nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony.
-Mogłeś po prostu powiedzieć, że nie chcesz iść!
-Nie chciałem cię zawieść.- Mruknął, spuszczając wzrok. Największa bzdura jaką kiedykolwiek słyszałam! Gdzie ta jego pewność siebie?
-''Nie chciałem cię zawieść''- Próbowałam naśladować jego głos.- Więc po prostu postanowiłeś zabrać mnie na koncert jakiś pedałowatych punków?!- Na moje szczęście, właśnie w momencie gdy wykrzyczałam te słowa, muzyka ucichła. Teraz wszystkie oczy przeniosły się na nas. Blondyn stojący na scenie patrzył na mnie zdezorientowanym spojrzeniem.
-Co się gapisz?!- Warknęłam w jego stronę. Wzruszył ramionami i kontynuowali występ. Grali kompletnie nieznaną mi piosenkę. Posłałam O'Brienowi ostatnie mordercze spojrzenie i próbowałam przepchać się przez tłum rozszalałych nastolatek, w kierunku najbliższego wyjścia. Na całe szczęście Dyl nie próbował mnie zatrzymać. Po prostu tam stał oszołomiony.
-Boże suńcie te dupy, bo zaraz nie wytrzymam!- Wykrzyknęłam, ale pewnie i tak nikt mnie nie usłyszał. Byli zbyt wsłuchani w tę irytującą piosenkę.
 Po kilku minutach dosłownego, deptania i pchania ludzi, wydostałam się na zewnątrz. Osunęłam się po ścianie na ziemię.
-Co za dupek!- Mruknęłam do siebie. Podkuliłam nogi pod brodę. Po prostu siedziałam wściekła i patrzyłam na gwieździste niebo.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hejka! Miało być tak świetnie, a nie jest... Mało akcji... Rozdział taki sobie... ale jest i to się liczy.
w następnym pojawią się nowe mordki, będzie więcej dramatu.
Spodziewajcie się mnie jakoś za tydzień... zobaczymy jak to z czasem wyjdzie.
Nwm co się ze mną dzieje. Nie potrafię dobrać słów, powtarzam się... postaram się to naprawić.
Pamiętajcie o komentarzach i to chyba tyle ;)
do następnego :*

 




poniedziałek, 5 października 2015

06,,Dziwne...''

     Co ja właściwie robię?! Przecież zerwaliśmy!
Lekko odepchnęłam chłopaka od siebie, wracając do rzeczywistości.
-Tommy...-zaczęłam, spuszczając wzrok.
-Wiem. To nie to samo co kiedyś... Nasze uczucia wyparowały. Ale pozostało nam coś ważniejszego...- Wow! od kiedy mój Thomas mówi w taki sposób?- Przyjaźń?- Spytał, nadal mnie obejmując w pasie.
-Przyjaźń.-Uśmiechnęłam się szeroko i wyciągnęłam rękę w stronę chłopaka, którą uścisnął.
 -No nareszcie!- Usłyszałam za sobą donośny głos Dylana. Odwróciłam się. Był co najmniej wściekły. Zacisnął pięści i szedł powoli w stronę chłopaka. Wiedziałam, że zaraz zdarzy się coś nieprzyjemnego.
-Dylan.-Powiedziałam ostrzegawczym tonem i stanęłam przed Thomasem.
-Co?-Zapytał, jakby nie wiedział o co chodzi.-To już nie wolno mi witać gości?- Uśmiechnął się niewinnie.-Dylan O'Brien.
-Thomas Sangster.- Wymienili uścisk dłoni. Jakby znikąd pojawił się też Daniel i przywitał się. Ale nie zrobił tego tak jak brązowooki. Zrobił to tak jakby już się poznali.
 -I jak?- Zwrócił się do mnie.- Podoba ci się niespodzianka?- Przez chwilę się zastanawiałam o co mu chodzi. Połączyłam to wszystko w całość.
-Ty go tu sprowadziłeś?- Spytałam nie dowierzając. Kiwnął przecząco głową.- Ja tylko pomagałem.- Uniosłam pytająco brew. To już nie wiem o co chodzi. Może to sprawka Dyla? -Theo jest sprawcą. Kiedy powiedział, że chodzi o Thomasa Sangstera, przypomniałem sobie, że przecież go znam... Więc postanowiliśmy zadzwonić... I bum! Masz swojego chłopaka.- Wyjaśnił, zadowolony. Nagle oblała mnie fala szczęścia i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Wyszeptałam mu do ucha ''dziękuję''. Było to zarazem dziwne i słodkie;
-A skoro mówimy już o Theo, to... gdzie on jest?- Zapytałam, nie przestając się szczerzyć. Wzruszył ramionami.
-Na randce.- Odparł.
 Chwila... Theo Raeken. Na Randce?!  Jak on mógł mi nic nie powiedzieć?! Przecież się przyjaźnimy!
-Z kim?- Spytałam, próbując ukryć swą wściekłość.
-Z jakąś brunetką...- Urwał myśląc.-Z Lucy.-Dokończył.
 O. Mój. Boże! nie przypuszczałam, że stanie się coś takiego. W prawdzie Raeken mi mówił, że z Luc jest niezła laska, ale nawet mi przez myśl nie przeszło, że oni razem!
-Jesteś zła z tego powodu?- Zapytał ciągnąc mnie na bok, z dala od reszty.
-Nie.-Odpowiedziałam. Zmarszczył czoło nie dowierzając.- Może troszkę. To co czuję, to bardziej żal niż złość. Jest mi troszkę przykro z tego powodu, że ani jedno ani drugie mi nie powiedzieli. Przecież się przyjaźnimy i mówimy sobie o wszystkim.- Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Czułam się zdradzona. Taki drobiazg sprawia, że mam wątpliwości co do szczerości innych, względem mnie.
-Może nie powiedzieli ci, bo bali się, o to jak zareagujesz?- Wzruszyłam ramionami. Mam już dosyć tego tematu. Tommy przyjechał. To jest teraz najważniejsze.
Podszedł bliżej, spojrzał na mnie zatroskanym spojrzeniem i zamknął w przyjacielskim uścisku, który odwzajemniłam.
-Dzięki.-Wyszeptałam tak cicho, że nie mógł tego usłyszeć.
Odsunął się ode mnie i zajrzał mi głęboko w oczy.
-Lepiej ci?- Uśmiechnął się ciepło. Ponownie wzruszyłam ramionami.
-Niewiele.- Odwzajemniłam uśmiech.- Jak mnie jeszcze przytulisz, to na pewno poczuje się lepiej.- Powiedziałam, na co odpowiedział śmiechem i to zrobił. Tym razem bardziej czule. I na pewno nie tak jak przyjaciel obejmuje przyjaciółkę. To było bardziej uczuciowe. Chciałam zatrzymać czas, aby ta chwila trwała jak najdłużej. Potrzebowałam jego bliskości... Jak powietrza.
Dziwne.... Takie samo uczucie pojawiało się przy Dylanie. Czyżby to zwiastowało coś złego? Z pewnością.
Po raz kolejny dzisiaj, zamarliśmy patrząc sobie w oczy. Nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Jego usta z każdą sekundą były coraz bliżej moich. Czas jakby stanął w miejscu. Czyż właśnie nie tego chciałam? Kto wie? Kiedy jego idealnie różowe usta miały musnąć moje, gwałtownie odwróciłam twarz i napotkał mój policzek. Chłopak mruknął coś pod nosem, zdziwiony i po prostu zrobiło się cicho i niezręcznie. Pewnie dziwicie się czemu tak postąpiłam. Otóż, nie wiem, okej? Po prostu poczułam, że nie mogę i spanikowałam. Problem tkwi w tym, że chyba zaczynam coś do niego czuć... Coś większego. Teraz zastanawiacie się, w czym tkwi problem? Chodzi o Dylana. Tak, tego zakochanego w sobie, idealnego dupka. Chyba czuję coś do nich obydwu... Mówiąc szczerze jeszcze nie byłam w takiej sytuacji. Chyba potrzebuję poważnej rozmowy... Normalnie pogadałabym z Rose, Emily bądź Lucy, ale Hall ma szlaban, dosłownie na wszystko, Ems pokłóciła się z Joshem, więc nie mam serca jej zawracać głowy swymi problemami, a Luc jest na randce z moim przyjacielem. Teraz do wyboru mam Rebel albo Jake'a, ale chyba postawię na Reb.
 -Przepraszam. Nie powinienem.- Powiedział spuszczając wzrok. Cofnął się, jednocześnie zabierając ręce z moich bioder.
-Nic się nie stało. Na prawdę.-Odpowiedziałam półszeptem.- To... ja może... już wrócę do Thomasa.- Przytaknął. Widziałam smutek w jego oczach. Idiotko, dlaczego nie dałaś się pocałować?

 Dzisiaj był jeden z najbardziej stresujących dni w moim życiu; Dzień Eliminacji do Mistrzostw Świata A cappella! Bardzo się stresuję. Najgorsze jest to, że miesiąc temu miał być koncert R5, ale został odwołany z niewiadomych powodów.
  Ostatnie dwa tygodnie były na prawdę ciężkie; Od dziewiątej do piętnastej, zajęcia na uczelni. Od piętnastej trzydzieści do siedemnastej trzydzieści, próby zespołu i od osiemnastej do dwudziestej czterdzieści pięć, praca. I tak przez cały czas. Zawsze z trudem doczekiwałam weekendu. Miałam bardzo mało czasu na jakikolwiek odpoczynek. Z resztą jak każdy z moich współlokatorów; Nie mięliśmy nawet czasu na gotowanie, przez co żywiliśmy się tylko pizzą i innymi Fast Foodami.
   Czekałyśmy za kulisami. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Anna co chwila próbowała mnie ''uspokoić'', mówiąc ''Lepiej tego nie zawal'' albo ''Tylko się nie zrzygaj!''.
   Ze sceny zeszli nasi... Jakby to powiedziały nasze liderki... ''Rywale'' z The Treblemakers. Zauważyłam Jake'a, który całkiem nieźle wypadł i przybiliśmy piątkę. Oczywiście to nie umknęło uwadze Anny. Posłała mi tylko karcące spojrzenie i gdy chciała już coś powiedzieć, zostałyśmy wypchnięte na scenę.
Z każdą chwilą czułam gule rozrastającą się w moim gardle.
-Zaraz zwrócę śniadanie.- Szepnęła do mnie roztrzęsiona Lucy.
-Będzie dobrze.-Odparłam również szepcząc. Czemu ja się oszukuję?! Za chwilę rozbłysną reflektory, a ja zrzygam się na widownie! Albo nie będę w stanie wydusić z siebie żadnego dźwięku!
  W jednej chwili zrobiło się jasno. Dziewczyny stały już ustawione odpowiednio, a ja momentalnie schowałam się na sam koniec.
Robiłyśmy dokładne wszystko, tak jak na próbach. Na widowni widziałam wszystkich moich przyjaciół. Z wyjątkiem... Daniela... Mówił mi, że musi dłużej zostać w pracy, ale miałam maleńką nadzieję, że zdąży. Ale chyba się pomyliłam. Dylan cały czas się do mnie szczerzył, wymachiwał rękoma albo wskazywał, w gdzie mam stanąć.
Gdy przyszła moja kolej zaśpiewania kawałka piosenki ,,Don't You'', ponownie spojrzałam na puste miejsce i poczułam lekkie ukłucie w żołądku, ale w porę się otrząsnęłam i udało mi się.

Siedziałam w swojej garderobie i się przebierałam, gdy rozległo się pukanie. Usłyszałam ciche ''Mogę wejść?''. Otworzyłam drzwi. To był Dyl. Jak zwykle z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem.
-Och E! Wypadłaś niesamowicie! Błyszczałaś jaśniej niż jakakolwiek gwiazda! I ten twój piękny głos!- Rzucił się na mnie, mocno obejmując.
-Ugh! Dylan, czegoś ty się naćpał?- Zapytałam rozbawiona.
-Ty jesteś moim narkotykiem. Uzależniasz dziewczyno!- Odparł, również się śmiejąc.- Na serio.- Powiedział z poważną miną.
-Jesteś głupi.- Stwierdziłam odsuwając się od chłopaka. Wzięłam swoje rzeczy i wyszliśmy z pomieszczenia.
-Wiem. Ale to jeden z powodów, dla których mnie kochasz.- Pokręciłam głową z dezaprobatą, na co się zaśmiał. Oplótł ramię wokół mojej talii i poszliśmy w kierunku wyjścia, gdzie czekała na nas cała reszta. Spojrzałam na niego kątem oka. Uśmiechał się. Tak cholernie seksownie się uśmiechał... Ugh! Czemu ja zauważam takie rzeczy? Nie powinnam się na niego gapić! Na Sharmana też nie! Muszę się ogarnąć. I to jak najszybciej.
                             **********************************************
Heeej, to jaaa i moje ukulele! XD
No to witam w kolejnym rozdziale! Tym razem jest nie sprawdzony, końcówka pisana na szybko, więc z góry sorry za błędy.
Mam nadzieję, że nie jest tak beznadziejny jak mi się wydaje... ale klnę się na Dylana, że następny będzie lepszy!
(Będzie się działo! Huehuehuehue xD)
PAMIĘTAJ ABY ZOSTAWIĆ COŚ PO SOBIE (w cale nie mówię o komentarzu... jak mogłeś/łaś o tym pomyśleć... xD)
xoxo <3



 

   
Layout by E(L)MO