sobota, 29 sierpnia 2015

05,,Bardzo za nim tęsknie'' Część 1.

       Po tym jak dostałam się do The Bellas, nie miałam pojęcia jak odwdzięczyć się Dylanowi. Bez niego najprawdopodobniej poszłabym do grupy bibliotekarzy. A nie dość, że mnie tam wkręcił, to jeszcze zaoferował się jako pomocnik przy próbach.
 Za dwa miesiące mamy eliminacje do mistrzostw świata A cappella! Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że wezmę w czymś takim udział, prawdopodobnie bym go wyśmiała.

      Na meczu było świetnie! Niestety Emily się wymigała, ale i tak było super. Zostałam oblana Colą i ufajdana musztardą, czyli jak zawsze. Raeken prawie pobił się z jakimś ziomutkiem, który zaczął mnie popychać. To u nas po prostu tradycja. Nie było jeszcze takiego wspólnego wyjścia, kiedy nic się nie wydarzyło.

      Pan Davis dał mi spokój; po interwencji Emily. Dziwne jest to, że ilekroć ją pytam ''O co chodziło temu facetowi?'', ona nagle zmienia temat, albo mówi, że ma coś do zrobienia.
  Zajęcia dodatkowe mam z głowy. Anna i Brittany jako liderki, strasznie nas męczą. Po dwie godziny (na razie) ćwiczeń; godzina na śpiew, a druga na taniec, 4 razy w tygodniu. Przez to muszę zostawać do późna na kampusie.
  Znalazłam pracę; W sobotę, gdy chciałam zapłacić za piwo, okazało się, że mój portfel był prawie pusty. Nie starczyłoby nawet na gumę do żucia. Więc Josiah (Barman, z którym rzekomo się całowałam), zaproponował mi pracę w Lucky Luke. Z początku podeszłam do tego bardzo sceptycznie, ale po dłuższym zastanowieniu, stwierdziłam, że przecież potrzebuję pracy. Potrzebuję pieniędzy. To co przysyłają rodzice wystarcza tylko na drobne wydatki; Jak książki lub jedzenie. A przecież muszę płacić za mieszkanie.

      Dylan i Daniel, byli jacyś...dziwni. Razem z Theo zauważyliśmy napiętą atmosferę pomiędzy nimi. Więc postanowiłam go wysłać na mały wywiadzik.
-A więc tak...O'Brien nie był zbyt rozmowny. Gadał coś o tym, że ma dosyć ustępowania Sharmanowi i takie tam. A Dan zaś narzekał na zachowanie Dyla i coś tam gadał o tobie.
-Ale co mówił? Gadaj!-Syknęłam,  poddenerwowana. Cała sytuacja była cholernie dziwna. Powoli wszyscy mięliśmy tego dość. Baliśmy się zostawić ich samych w domu!
-Nie wiem. Nie dosłyszałem.-Odparł równie cicho. Byliśmy w jego pokoju, który był obok sypialni Daniela i na przeciwko Dylana, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na normalną rozmowę.
                                  *Theo*
   Nie mogłem jej wszystkiego powiedzieć. I tak, może troszkę skła...Nie to nie było kłamstwo! Po prostu nie powiedziałem wszystkiego. Jestem przyjacielem zarówno jej, jak i reszty. Nie mogłem stanąć po jednej stronie. Nie potrafiłbym wybrać. Wiem, że zarówno Dylan, jak i Daniel, czują coś do Erici. Szczerze jej współczuje, to jak wybór pomiędzy mamą, a tatą; Obydwoje są dla niej ważni. Z tego co mówiła uwielbia ich tak samo i gdyby kazano jej wybrać, po prostu by tego nie zrobiła.
   Z zamyślenia wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś?-Spytałem, unosząc brwi do góry. Kiwnęła twierdząco głową.
-Wejdź!- Krzyknęła blondynka.
 Do pokoju weszła średniego wzrostu brunetka, o piwnych oczach i zgrabnej figurze.
-Theo, poznaj Lucy. Lu, poznaj T.-Wymieniłem uścisk dłoni z nowo poznaną.
                                  *Erica*
  Bardzo się cieszę, że Hale na reszcie poznała chociaż jedną z osób, z którymi mieszkam. Jest u nas trzeci raz, a jak na razie poznała tylko jego.
-To ja może skołuję coś do picia.-Zaproponował.
-Nie, ja pójdę...-mruknęłam.
-Idę z tobą.-Wtrąciła. Chwyciła mnie za ramię.-Ej nie mówiłaś, że ten Theo to takie ciacho.-Szepnęła, ściskając moje biedne ramię coraz mocniej.
-Skoro uważasz, że T jest przystojny, jestem ciekawa co powiesz jak zobaczysz Daniela lub Dylana.
-Prawdopodobnie zejdę.-Zachichotała. 
Poszłam do kuchni, a Hale do Toalety. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam sok bananowo-jabłkowy. Zamknęłam drzwiczki i podskoczyłam do góry, upuszczając szklaną butelkę, która roztrzaskała się w drobny mak.
-Przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć.-Posłał mi nieśmiałe spojrzenie.
-A jednak to zrobiłeś.- Odparłam oschle. Ukucnęłam i zaczęłam zbierać rozbite szkło.
-Poczekaj. Masz to.-Podał mi zmiotkę i szufelkę. Nie odpowiedziałam. Zerknęłam na niego kątem oka. Przez chwilę opierał się o bufet, czekając aż coś powiem, westchnął głęboko i zrezygnowany opadł na kanapę w salonie. Wyjęłam kolejny napój i wróciłam do pokoju Theo. Chwilę potem weszła Lucy.
-Co ty odczyniasz dziewczyno?!- Krzyknęła, wyrzucając ręce w górę.
-O co ci chodzi?-Spytałam zdziwiona. Westchnęła i spojrzała na mnie z dezaprobatą.
-Czemu jesteś dla niego taka niemiła? Co on ci zrobił?- Zarzucała mnie pytaniami.-Przecież mówiłaś, że go lubisz.-Powiedziała łagodniej, robiąc nacisk na ''lubisz''. Raeken spojrzał na nas jak na kosmitki. W całej sytuacji był jak obcokrajowiec; Nie miał pojęcia o czym mówimy.
-Pamiętasz jak opowiadałam ci o moim byłym...-Kiwnęła głową.-Otóż chodzi o to, że Daniel...tak bardzo mi go przypomina....Bardzo za nim tęsknie.-Zacisnęłam pięści. Czułam, że do oczu napływają mi łzy.- Oczywiście już nie jestem w nim zakochana.-Dodałam po chwili.- Nasz związek opierał się głównie na przyjaźni...-Odwróciłam głowę w stronę okna.  Na prawdę rzadko mi się zdarzało płakać. Zawsze starałam się nie okazywać emocji...Tak było łatwiej, ale kiedy w końcu dawałam im upust, chciałam być sama. - Po prostu tęsknię za przyjacielem. Każda rozmowa z Danem...przypomina mi o każdej chwili z Thomasem...-Oboje do mnie podeszli i przytulili.
-Może powinnaś mu o tym powiedzieć...-Zaczął delikatnie, starając się, aby jego głos nie zabrzmiał ostro.-Odpychając go od siebie, sprawiasz mu przykrość.-Wtuliłam się w niego mocniej. Byłam im bardzo wdzięczna. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. To oczywiste, że nigdy nie zastąpią Rose, ale i tak są najlepszymi przyjaciółmi jakich mogłam sobie wymarzyć. Mówiąc już o Rose...nie mogę zawracać jej głowy takimi problemami, ponieważ sama ma ich niemało. A poza tym nie pomogłaby mi. Nie zna Sharmana i niewiele by zdziałała.
  Emily wróciła do domu i oczywiście Haleken- Hale i Raeken. Agenci pieprzeni.- jej o wszystkim powiedzieli. Ems była tego zdania co T.
I na prawdę nie mam pojęcia co Dan i Dyl robili w tych pokojach.-My się tak strasznie drzemy, a oni nic.-Może mają twarde sny; Ostatnio piętnaście minut próbowałam dobudzić O'Briena, Jednak bez skutecznie, wiedziałam, że w końcu wynajdę na to sposób.
   Dziewczyny stwierdziły, że jestem za smutna jak na tak ładny dzień,więc postanowiły, że zrobimy u nas imprezę. To dość szalony pomysł. Byłam pewna, że skończy się przyjazdem Policji; Wokół nas mieszkają sami starsi i zrzędliwi ludzie. Jedynym miłym mieszkańcem tej ponurej kamienicy, był Pan Anderson. Czasami przypominał mi mojego dziadka, którego już niestety nie ma. Zawsze mnie wspierał, kiedy kłóciłam się z rodzicami. Nie to co babcia...Przeważnie była tego zdania co rodzice.
  Moim zadaniem było: Powiadomienie chłopaków-Tak. Emily to chodzące wcielenie zła.-Oraz zaproszenie kilku znajomych. W sumie dużo ich nie było; Z mojego rocznika ludzie są strasznie wredni i mega dziwni. Jest tylko jedna pozytywna i normalna osoba i jest nią przecudowna Lucy Hale.
  Stwierdziłam, że najpierw pójdę do Dylana; Bardzo boję się tej rozmowy z Sharmanem.
Stałam przed jego drzwiami. Nie miałam zamiaru pukać; On też tego nie robi. Wbija jak do siebie. Nacisnęłam klamkę... i zamarłam. Stał w samych bokserkach! Niby nic takiego. A jednak!
-O jejku.-Wykrztusiłam, nadal stojąc w bezruchu. Mój boże! Czemu on jest taki boski?! Najgorsze jest to, że on o tym wie i się z tym nie kryje.
-Mogłaś zapukać.-Uśmiechnął się złośliwie, a zarazem bardzo seksownie.-Hej! Żyjesz?- Pomachał mi ręką przed oczyma. Zamrugałam kilka razy.
-T...tak. Żyję. Po prostu się zamyśliłam.-Skłamałam. Byłam głupia myśląc, że z nim będzie łatwiej. Nie było takiej rozmowy, która nie zawierałaby jakiegoś podtekstu. On potrafił obrócić każdą sytuację na swoją korzyść.-Ems urządza małą imprezę u nas, więc zaproś paru znajomych, czy coś...-Założę się, że nadal wyglądałam jak pomidor, a wzrok chłopaka na moich gołych nogach jeszcze bardziej mnie zawstydzał.-To ja już pójdę.-Wskazałam palcem drzwi. Potykając się o własne nogi, wyszłam z pokoju. Oparłam plecami o ścianę i powoli osunęłam się na podłogę. Przetarłam krople potu z czoła, westchnęłam ciężko i wstałam.
 Na Sharmana wpadłam przed jego sypialną.
-Porozmawiasz ze mną, czy znów uciekniesz i będziesz mnie ignorować? O co ci w ogóle chodzi? Powiedziałem coś nie tak?-Zarzucał mnie pytaniami, nie czekając na odpowiedź.
-Dan...-Zaczęłam cicho.-Ty w niczym nie zawiniłeś.-Spuściłam głowę, unikając jego spojrzenia. W takich sytuacjach różnił się od Dylana; Jego wzrok był chłody, a głos nieprzyjemny. A Daniel nie patrzył na mnie z wyrzutem. Jego ton był spokojny i opanowany.-Chodzi o to, że przypominasz mi osobę, za którą bardzo tęsknię...I...-Byłam bliska rozpłakania się. Od dłuższego czasu dusiłam w sobie ten cały smutek i tęsknotę. W tym też różnił się od O'Briena; Tamten, nawet nie zauważyłby, że prawie płacze i dalej kontynuowałby swój cholerny monolog.
-Dobra. Nieważne.-Rzekł lekkim i ciepłym głosem. Objął mnie jedną ręką w talii, a drugą włożył kosmyk moich włosów, opadających na twarz, za ucho. Uśmiechnęłam się blado.
-Robimy imprezę. Emily chce, aby każdy zaprosił kilku swoich znajomych.-Patrzyliśmy sobie w oczy.
-To nie będzie potrzebne.-Odpowiedział, uśmiechając się.-Wystarczysz mi tylko ty.-Dodał po chwili ciszy. Jejku! Jaki on jest słodki! Za to go uwielbiałam; Nie nosił maski złego chłopca, tak jak Dyl. Zawsze był czarujący, słodki i kochany. W prawdzie ''Pan chodząca perfekcja'', nie odstawał w tyle. Czasami był zbyt pewny siebie i zbyt chamski. Nie wiedział kiedy przestać grać ''Bad Boya''. Jednak są moimi najlepszymi kumplami i ich uwielbiam.

**********************************************************************************
 Witam, po długiej nieobecności.
Rozdział nie jest taki jaki chciałam żeby był, ale jest :)
W związku z tym, że już zaraz szkoła, na kolejne rozdziały będzie trzeba dłużej czekać.
No! Komentujemy, komentujemy! Nie ma lipy! xD




 

sobota, 15 sierpnia 2015

04,,Żartujesz sbie ze mnie?!''

                                             *Dylan*
    Zjawiła się jakby znikąd. Zmierzała w moją stronę, a ja w jej...Chwilę tańczyliśmy. Zbliżyłem się do niej na tyle, że stykaliśmy się nosami. Moje usta prawie dotykały jej. To miała być ta chwila...miałem ją pocałować, a ona by o tym pamiętała... i nie mogła zapomnieć. Już nic nie mogło nam przeszkodzić...
 Daniel przyciągnął ją w swą stronę i zrobił to co ja zamierzałem. A najgorsze było to, że ona nie protestowała... Czułem się jakby ktoś wyrwał mi serce i rozerwał je na drobne kawałeczki...Miałem ochotę zmiażdżyć mu czaszkę...,albo jeszcze gorzej...Chciałem żeby cierpiał. Byliśmy dla siebie jak bracia...a on zrobił coś tak...Niewybaczalnego...Odkąd przekroczyła próg naszego mieszkania wiedziałem, że będziemy razem. Daniel też coś do niej czuje...Ale nie mogę zawszę mu ustępować. Od początku naszej przyjaźni mamy taką zasadę, że który pierwszy zobaczy dziewczynę, drugi nie ma prawa mu jej odbić.
 Podbiegłem do nich, wyrywając ją z objęć tego łajdaka i powiedziałem to co czuję. Oznajmiła mi, że ma to gdzieś...Kocha Sharmana i nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Łzy spłynęły mi po policzkach. Krzyczałem jej imię, na całe gardło. Nie mogąc się z tym pogodzić.
                                              *Erica*
   Wpadłam do jego pokoju słysząc jak mnie woła. Zdziwiłam się, ponieważ jeszcze spał. Przewracał się z boku na bok. Szarpał się z kołdrą. Miał koszmar.
 Uklękłam przy jego łóżku, dotykając jego ramienia.
Podniósł się tak szybko, jakby coś go oparzyło. Spojrzał na mnie zeszklonymi oczami. Uśmiechnęłam się przyjaźnie i przytuliłam go.
-Co ci się śniło?-Zapytałam, kładąc się koło chłopaka.
-Nic takiego.-Położył się na lewym boku, tak, że teraz nasze twarze były na przeciw siebie.
-Czemu kłamiesz?
-Dlaczego tak uważasz?-zdziwił się.
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.- mruknęłam.-Wiem kiedy nie mówisz prawdy.
-Tak?
-Tak.-Oznajmiłam, wyrywając mu poduszkę spod głowy.-Wtedy słodko się uśmiechasz.-szepnęłam, licząc, że nie usłyszy. Puścił do mnie oczko, przejmując poduszkę. Wyrywaliśmy ją sobie nawzajem, łaskocząc i głośno się śmiejąc.
-Dobra- uśmiechnął się.-Przyjmuję twoje przeprosiny.-oznajmił dumnie. Bałam się, że nie zaczai o co chodzi i będę musiała wypowiedzieć to okropne słowo. Została mi jeszcze jedna osoba.... w sumie dwie. Daniel i ten barman...jak on miał?...Aron? Może Zach? To nie istotne.
 Opuściłam jego pokój. Dopiero teraz spostrzegłam, że nie miał koszulki. Miałam wielkie szczęście....
    Szykowałam notatki na zajęcia, w swojej sypialni, kiedy Emily zawołała mnie na śniadanie. Wszyscy siedzieli już w kuchni przy stole. Zajęłam miejsce pomiędzy Danielem i Theo. Sięgnęłam po masło i posmarowałam pieczywo. Sharman gadał o filmie, który leciał wczoraj w telewizji. Śmiałam się z niego, ponieważ opowiadał to z takim wczuciem. Mówił co mu się podobało, a co było totalnie do kitu.
Każdemu mojemu ruchowi uważnie przyglądał się Dylan. Obserwowałam go kontem oka, nie przestawał nawet na chwilę. Jego spojrzenie stawało się intensywniejsze, gdy rozmawiałam z chłopakami.
-Mam coś na twarzy?- spytałam znienacka, przejeżdżając dłonią po policzku.
-Nie.- wzruszył ramionami.
-To czemu się tak patrzysz?
-Podziwiam piękno.-odparł lekko przekrzywiając głowę. Wyglądał tak słodko! Jak szczeniaczek! Lekko się zarumieniłam, co chyba każdy zauważył.
    Reszta się zmyła, więc zostałam sama z Emily i pomagałam jej posprzątać.
-Ej! Mogę cię o coś zapytać?..
-Jasne! Wal śmiało.-Związała włosy gumką.
-Nie uważasz, że Davis jest jakiś dziwny?-Zaśmiała się, jakby moje pytanie było totalnym absurdem.
-Nie.-Machnęła ręką.- On tylko jest taki na początku... Później jest potulny jak baranek.
-Dziwi mnie tylko to, że wie naprawdę, dużo rzeczy o wszystkich...
-Zna podstawowe informacje...- ucięła.
-Mi powiedział znacznie więcej...-bąknęłam.
W tej samej chwili, do kuchni przylazł Theo. Stwierdziłam, że najlepiej będzie jak rozmowę dokończymy później, albo nigdy.
   Poszłam pod prysznic. Tak jak zawsze nie obyło się bez śpiewania. W sumie to śpiewam tylko wtedy... ewentualnie, kiedy nikogo nie ma w domu.
  Od dawna mam nieustające wrażenie, że ktoś mnie obserwuje... Chyba popadam w paranoję..., a stąd już tylko jeden krok do alkoholizmu. Na szczęście mam jeszcze muzykę. Ona mnie uspokaja i relaksuje, a śpiewanie sprawia, że czuje się wyjątkowo, tak samo fotografowanie. W domu rodzice wieszali prawie każde zdjęcie zrobione przeze mnie. Najczęściej były to kwiaty.
                                    *Dylan*
  ...- Mówię ci ona tego chce!- Jak trudno tej dziewczynie coś wytłumaczyć! Łatwiej byłoby się dogadać z psem!
-Ale nam odmówiła!- Mówiła tak głośno, że musiałem oddalić telefon od ucha.
-Słuchaj,- Zacząłem łagodniej.- Przed chwilą sam słyszałem... Chyba potrzebujecie kogoś utalentowanego?
-Tak..., ale Anna nie jest co do niej przekonana. Mówi, że nie pasuje do nas.
-A czy macie już kogoś?- zapytałem, lekko poirytowany.
-Nie...Niech chociaż przyjdzie na casting. Jak nam się spodoba, wtedy podejmiemy decyzje.- No! To mam z górki. Teraz wystarczy sprzedać Erice dobre wieści. Mam nadzieję, że się ucieszy. Na wszelki wypadek zarezerwuje sobie miejsce w szpitalu.

                                     *Erica*
    Kiedy weszłam do sali, Myślałam, że Profesor będzie w złym humorze, z powodu mojej ucieczki. Ale potraktował mnie tak jak resztę studentów; Odpowiedział kiwnięciem głowy na moje ''Dzień dobry''.
   Tematem dzisiejszych zajęć był ''Monolog''. Miałam ochotę opuścić pomieszczenie, gdyż rozmawiał z nami jak z dziećmi. Tak w sumie nawet go nie słuchałam. Rozmawiałam po cichu z Hale. Mówiła o jakimś castingu do tej grupy A cappella; The Bellas. Ja jak zawsze miałam pecha... Dziś jest ostateczny termin wybrania zajęć dodatkowych, a nic nie przykuło mojej uwagi.
   Byłam już przy drzwiach, lecz znów zostałam zatrzymana przez Davisa.
-Pozwolisz, że dokończę to co mam ci do powiedzenia...
-Czyli co?!- Przerwałam mu.-Ten stek bzdur?!- unosłam głos.-W ogóle, skąd pan to wszystko wie?!
-Ponieważ...-Wziął głęboki oddech.
-Ponieważ co?!-Wcięłam zirytowana.
Do sali wszedł Dylan. Na prawdę, dziękuję ci za to boże. Jeszcze chwila i nie wytrzymałabym. Nie wiem co ma mi do powiedzenia i szczerze mam to gdzieś. Bo co on może mi takiego powiedzieć?! Że jestem adoptowana?! Albo ma jakąś obsesję na punkcie swoich uczniów?!
-Cześć.- przywitałam się całując go w policzek.
-Czemu tak krzyczysz? Oblałaś zajęcia? Mogę...
-Nie!- Wtrąciłam szybko.- Nie o to chodzi.- Posłałam mu blady uśmiech.
-Okej...- Zaśmiał się, przeczesując włosy ręką.
-Widzę Dylan, że już poznałeś pannę Reyes.- Spojrzał na chłopaka i uniósł dwukrotnie brwi.
-Tak się składa, że razem mieszkamy.- Odparł dumie, obejmując mnie jedną ręką w talii. Miałam ochotę go udusić, ale...nie można się na niego za długo gniewać!

   Dylan kazał mi zamknąć oczy. Posłusznie wykonałam polecenie. Nie miałam pojęcia dokąd mnie prowadzi. Ciągle powtarzał, żebym mu zaufała.
 W końcu się zatrzymaliśmy.
-Już możesz otworzyć.-Zrobiłam co kazał. Rozejrzałam się dookoła. Staliśmy na scenie. Takiej jak w teatrze, tylko trochę mniejszej. Na wprost widziałam tylko czerwoną kotarę.
-O co chodzi? Co my tu robimy?- Zapytałam, będąc jeszcze w lekkim szoku.
-Mogę cię o coś poprosić?- podszedł do mnie, ujął moją dłoń i spojrzał głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się na znak zgody. Nie przerywając podróży po wnętrzu jego duszy.
-Zaśpiewasz mi?- zapytał. Potrząsnęłam przecząco głową, zabierając rękę i chowając do tylnej kieszeni legginsów.
-Żartujesz sobie ze mnie?!- warknęłam, najwyraźniej spodziewał się mojej reakcji, bo nie wyglądał na zaskoczonego.
-Wiem, że masz lęk przed występami publicznymi, ale proszę, zrób to dla mnie.- Posłał mi wzrok bitego szczeniaczka, licząc, że się zlituję. Co mu tak na tym zależy?
-A skąd możesz to wiedzieć? Ty też masz obsesję na moim punkcie?!- Skrzyżowałam ręce na piersi i odwróciłam się tyłem do przyjaciela, unikając jego błagającego wzroku.
-Wiem więcej niż myślisz.- mruknął. Mimo, że nie widziałam jego twarzy, wiedziałam, że się uśmiecha.
-Dobra! Zrobię to, ale... nie za darmo.
-Zrobię cokolwiek będziesz chciała.
-To co mam zaśpiewać?- Westchnęłam.
-Born This Way. Znasz?-Jego głos był pełny nadziei. A w oczach dało się zauważyć iskierki, zwiastujące radość i ekscytację.
-Piosenka fajna, lecz nie podoba mi się jej przekaz.-Odparłam przewracając oczami.
-Gdybym to ja miał wybierać, na pewno była by inna...-Ciekawe co miał na myśli...Ten koleś to jedna, wielka, chodząca zagadka. Nie wiem jakim cudem, się z nim przyjaźnię.
 Wzięłam głęboki wdech. Zamknęłam oczy.
                        -My mama told me when I was young
                         We are all born superstars
                         She rolled my hair and put my lipstick on
                         In the glass of her boudoir
                         "There's nothing wrong with loving who you are"
                         She said, "'Cause he made you perfect, babe"
                         "So hold your head up, girl and you you'll go far
                         Listen to me when I say"
                                        
                                         I'm beautiful in my way
                                         'Cause God makes no mistakes
                                         I'm on the right track, baby
                                         I was born this way
                                         Don't hide yourself in regret
                                         Just love yourself and you're set
                                         I'm on the right track, baby
                                         I was born this way
                                        
                                         Ooo, there ain't no other way
                                         Baby, I was born this way
                                         Baby, I was born this way
                                         Ooo, there ain't no other way
                                         Baby, I was born this way
                                         I'm on the right track, baby
                                         I was born this way
  Gdy otworzyłam oczy, kotara była odsłonięta. Na widowni siedziało około czterdzieści osób, które klaskało i pogwizdywało. Kilka nawet stało. Przepełniona byłam adrenaliną. Nigdy w życiu nie odczuwałam tylu emocji na raz. Nadal nie wiedziałam co się dzieje.
 Z jednej strony chciałam uściskać O'Briena i mu podziękować, a z drugiej go zabić.
W śród ludzi na widowni, szukałam tego podstępnego i tak kochanego głupka. Zamiast niego zauważyłam, te dwie dziewczyny, które zachęcały mnie i Lucy do dołączenia do ich grupy. No właśnie. Koło nich nie siedział nikt inny jak Hale i kilka innych dziewczyn. Zapewne członkiń The Bellas.
  Schodząc ze sceny natknęłam się na człowieka odpowiedzialnego za to wszystko. Rzuciłam mu się na szyję. Moja radość była nie do opisania.
-Jak mogłeś mi to zrobić?- Uderzyłam go lekko w ramię i ponownie się do niego przytuliłam.
-Tak wyszło. Po prostu nie mogłem pozwolić, abyś zmarnowała taki talent.
-Dlatego podstępem mnie tu zwabiłeś?-Kiwnął głową.-A co jak mnie nie przyjmą?
-Wtedy znajdziemy ci coś innego.
-Dziękuję.-Szepnęłam, wtulając twarz w jego klatkę piersiową.

                                          
                                                       ***
 No to witam w kolejnym rozdziale. Mówiąc szczerze, tak średnio mi się podoba :/ Ale obiecuję, że piąty będzie lepszy.
UWAGA! Następny rozdział będzie później, ponieważ, Wyjeżdżam 17 i wracam 24 :/ Także troszkę, będziecie musieli poczekać.
Zapraszam do komentowania :3 xoxo.
 



sobota, 8 sierpnia 2015

03,, Czy my się znamy?!''

      Cały czas myślałam o tej sprawie z Dylanem. Dopiero teraz się zorientowałam, że jesteśmy już na miejscu.
 No, no powiem wam szczerze, że dziedziniec jest po prostu przepiękny! Postarali się! Wszystko było w idealnym stanie. Drzewa, krzaki, nawet pomnik (zapewne założyciela tego miejsca). Masa studentów uczących się na trawie, ławkach... I ten olbrzymi budynek! Przecież ja się tu zgubię! Rozejrzałam się dookoła....Moi przyjaciele już sobie poszli. Wspaniale!
  Nagle poczułam czyjś oddech na szyi. Odwróciłam się gwałtownie. Stał przede mną średniego wzrostu chłopak o ciemnych włosach, brązowych oczach. Patrzył się na mnie...tak dziwnie...od razu skumałam, że może być nie przyjemnie. I nie myliłam się. Gdy próbowałam odejść, złapał mnie za nadgarstek...a raczej szarpnął i przyciągnął do siebie.
-Hej księżniczko! wybierasz się gdzieś?- Próbowałam wyrwać się z jego objęcia, ale bezskutecznie. Zaczął mnie obmacywać i całować.
-Zabierz te łapy idioto!- Wrzasnęłam próbując uderzyć go w twarz, ale się nie udało. Zanim się zorientowałam staliśmy już w jakimś pustym zaułku. Krzyczałam, ale to nie zwróciło niczyjej uwagi.
  Ktoś szarpnął napastnika do tyłu, z taką siłą, że ja też poleciałam do tyłu, ale w przeciwnym kierunku. Uderzyłam tyłem głowy w ceglaną ścianę. Osunęłam się powoli, siadając na ziemi.
 Ocknęłam się na rękach Daniela. Staliśmy przed beżowymi drzwiami. Spojrzałam na niego ze zdezorientowaniem, a on lekko się uśmiechnął.
-Nieźle oberwałaś. Już wszystko dobrze.-Weszliśmy do środka. Pomieszczenie całkowicie pokryte było bielą. Przy niedużym biurku siedziała ciemnowłosa kobieta, na oko po czterdziestce.
-Matko boska!- Krzyknęła, machając rękoma w nieokreślony sposób.-Danielu, jak ja cię dawno nie widziałam!
-Potrzebuję pomocy.- Odparł lekko mnie unosząc do góry. Dopiero teraz zwróciła na mnie uwagę.
-Co się stało?- Wskazała Chłopakowi leżankę, na której mnie położył.
-Uderzyła głową w ścianę...
-Nie ciebie pytałam.-Wtrąciła. Skrzyżował ręce na piersi udając obrażonego. Kiwnęła do mnie głową.
-Tak w sumie....to nie wiem. Pamiętam jedynie jakiegoś chłopaka, zaułek...i nic. Kompletną ciemność. Jakbym spała...Potem ujrzałam Sharmana...-Ponownie pokiwała głową. Świeciła mi po oczach światełkiem, zadawała jakieś dziwne pytania, potem kazała wstać i iść prosto od ściany do ściany. Trochę koślawo mi to wychodziło, więc mięli niezły ubaw.
-Taki troskliwy chłopak jak on to skarb!-Powiedziała cicho, ale nie szeptem. Zapewne to usłyszał, bo wymieniliśmy zawstydzone spojrzenia przy tym się rumieniąc.
-Nie jesteśmy razem- Odparł spuszczając głowę.
-Ale powinniście.- Zaśmiałam się głośno w reakcji na jej słowa. W sumie nie wiem czemu. Nie powiedziała niczego śmiesznego. I jako jedyna się śmiałam. Spojrzeli na mnie wzrokiem Pt.,,Coś ty brała''. -Wygląda na to, że jest wszystko w porządku...Jakby coś się działo to zawieź ją do szpitala- Zwróciła się do chłopaka. Przytaknął głową i stanął koło mnie przy drzwiach.
-Dziękuję-Uśmiechnął się do kobiety i wyszliśmy na korytarz.
-Jest dziesiąta....
-No i co?-Uniósł jedną brew do góry.
-A to, że opuściłeś zajęcia.-Przymrużyłam oczy.
-Przecież musiałem ci pomóc.-Wzruszyłam ramionami.-Nie możesz po prostu podziękować?
-Ja nie nigdy nie dziękuję.-Pokręciłam głową i przyśpieszyłam. Odwróciłam się, ale już go nie było. I dobrze nie mam ochoty na rozmowę. Byłam wdzięczna za pomoc, ale nie miałam w zwyczaju dziękować.
  Otworzyłam drzwi od sali, w której miałam mieć zajęcia. Pomieszczenie było małe. Stało tam piętnaście pojedynczych ławek. Wolne były tylko dwie, więc...wielkiego wyboru nie miałam. Zajęłam miejsce najdalej od wszystkich. Torbę położyłam na krześle obok.
  Z zaplecza wyszedł wysoki mężczyzna. Przedstawił się jako Matthew Davis- Nasz wykładowca.-Dzisiaj porozmawiamy o improwizacji! Czy ktoś nam powie co...-Przerwała mu brunetka wchodząca do sali.
-Dzień dobry. Jestem...
-Spóźniona?!- Zapytał ostrym głosem.- Tak panno Hale! jest pani spóźniona!
-Bardzo przepraszam, ale nie mogłam złapać taksówki-Zaczęła się tłumaczyć. Wyglądała na przerażoną. W sumie, to nie tylko ona. Wszyscy byliśmy. Koleś nie wyglądał na miłego i taki też nie był.
-Kolejne ciekawostki o mnie :Nie znoszę jak mi ktoś przerywa i Spóźniania! Więc Radzę się dostosować, albo wypad!-Współczuję tej dziewczynie. Trzęsie się jak galaretka.-A ty...-Spojrzał na nią ponownie.-Siadaj!-Dziewczyna szybkim krokiem poszła w kierunku ławki koło mojej. Spojrzała na mnie błagającym spojrzeniem, więc zdjęłam torebkę i lekko się uśmiechnęłam.
-Dzięki. Jestem Lucy Hale- Wyciągnęła dłoń, którą uścisnęłam.
-Erica Reyes.
-O co on robi taką aferę?! Przecież spóźniłam się tylko pięć minut!
-Nie wiem, ale koleś mnie przeraża. A ten jego akcent!-Zachichotałam.
-Hej panienki! Nie przeszkadzam wam?!-Tak mnie wystraszył, że lekko podskoczyłam. Spoważniałyśmy. Już chciałam wstać i mu coś powiedzieć, ale brunetka mnie powstrzymała.
Zanim się obejrzałam był już koniec wykładu i mogliśmy wyjść.
 Gdy byłam już przy wyjściu usłyszałam wołanie.
-Ty zostajesz!-Odwróciłam się i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, wskazując palcem na siebie. Kiwnął głową i oparł się o biurko. Powiedziałam Lucy, żeby zaczekała na korytarzu.
-Panno Reyes...miło mi panią poznać-Wystawił rękę oczekując, że ją uścisnę. Jest wredny dla wszystkich, więc niech się nie spodziewa, że będę miła dla niego.
-Obejdzie się.-Skrzyżowałam ręce na piersi. Widok jego miny napawał mnie dumą...był w szoku, ale się uśmiechnął.-Więc? Czego pan chce?-Zapytałam z widocznym grymasem.
-Hmmm...Pamiętasz swoje szóste urodziny?-Zastanawiałam się przez chwilę, już miałam odpowiedzieć, ale mi przerwał.-No nieważne.-Odsunął się od biurka i powolnym krokiem chodził wzdłuż dużej tablicy.-Dostałaś wtedy różową sukienkę księżniczki...-Tak pamiętam ją, ale nie wiem od kogo była...Rodzice mówili, że od wróżki, bo wiadomo...byłam dzieckiem. Nadal nie wiem do czego ten koleś zmierza.- Rok później otrzymałaś Misia większego od siebie z fioletową kokardą na szyi...-Nagle w głośnikach rozległ się mocny kobiecy głos.
-Uwaga! Wszyscy studenci proszeni są na główny plac, w celu wybrana zajęć dodatkowych. Decyzje należy podjąć do jutra. Zajęcia, które wybierzecie są obowiązkowe do końca roku. Koniec komunikatu.
-Słyszał pan? Muszę już iść. Do widzenia.-Machnęłam ręką i wyszłam w pospiechu. Razem z nową koleżanką poszłyśmy w wyznaczone miejsce. Kim jest ten cały Davis?! Skąd on wie co dostałam na urodziny?! Przecież ja ledwo to pamiętam! W normalnych okolicznościach zadzwoniłabym do mamy i zapytała czy zna tego faceta, ale przecież zorientowała by się, że w LPU nie ma takiego profesora. Biłam się z myślami...Nie wiem co robić.
   Rozglądałyśmy się po stoiskach. Każdy gadał, w sumie krzyczał to samo i wręczał ulotki, nawet jak mówiłyśmy, że nie jesteśmy zainteresowane. Ja interesuję się fotografowaniem, więc szukałam czegoś z tym związanego, a Hale poszukiwała jakieś grupy A cappella. Niestety jak na razie nic nie znalazłyśmy.
Dostałam SMSa
'Od Emily':
Mam nadzieję, że pamiętasz o naszych zakupach? x
'Do Emily':
Oczywiście :)
Miałam dziwne wrażenie, że ktoś się nam przygląda... i znów miałam rację. Przy stole wyłożonym zdjęciami i ulotkami stały dwie dziewczyny. Jedna miała blond włosy, a druga rude.
-Hej dziewczyny- Uśmiechnęła się rudowłosa.- Byłybyście zainteresowane dołączeniem do naszej grupy A cappella?-Rozdała nam po ulotce, którą dokładnie przejrzałam.
-To chyba jest teraz modne?-Spytałam spoglądając na nie znad kartki.
-Oczywiście. Śpiewamy Covery, ale bez muzyki.- Lucy była zachwycona, ja niekoniecznie.-Na kampusie są dwie grupy, my czyli The Bellas i The Treblemakers z tym, że oni przyjmują samych facetów. Więc... zainteresowane?-Uśmiechnęłyśmy się szeroko.
-Sorry, to nie dla mnie.-Odparłam oddając ulotkę.
-Żartujesz?Ja w to wchodzę.-Rzekła brunetka wymieniając z blondynką uścisk dłoni.
-Śpiewamy na całym świecie i bierzemy udział w międzynarodowych turniejach.-Przekonywały mnie, ale ja należę do osób upartych, więc...traciły tylko czas.
-Przykro mi ja nie śpiewam.-Dodałam żegnając się, ponieważ zadzwonił mój telefon. To był Theo, więc odebrałam.
-Chodź już do domu. Czekamy na ciebie.
-Jakie my? przecież idę z Thorne.
-Tak, ale ja też chcę, więc...Chodź już.-Okej. Ten dzień po prostu nie jest moim szczęśliwym. Rano scena z Dylanem, potem ten napalony koleś, Daniel, nawet nie wiem czemu tak na niego naskoczyłam... Pan Davis, nie wybrałam jeszcze zajęć, a na dodatek, jeszcze się przyczepił Raeken! A chciałam resztkę tego fatalnego dnia spędzić w DAMSKIM gronie...
     Po galerii chodzimy już czwartą godzinę....jednym słowem...my mamy dość, ale Emily wydaje się być w pełni sił...Odwiedziliśmy chyba już każdy sklep...Dwukrotnie.
   Po zakończonych zakupach poszliśmy do baru. Wydawał mi się dziwnie znajomy, ale nigdy tu nie byłam...
-Blondi!- Krzyknął  barman. Podszedł do mnie i ucałował w policzek. Byłam w szoku...W głowie miałam tylko jedno pytanie: KTO TO DO CHOLERY JEST?!
-Yyyyy... Czy my się....znamy?-Wydukałam. Wyglądał na zdziwionego.
-No tak...-Spuścił głowę uśmiechając się.-Powinienem wiedzieć, że mnie nie zapamiętasz, oraz tego chłopaka, z którym się macałaś.-Myślałam, że oczy mi zaraz wypadną. Ja nic nie pamiętam. Byłam chyba zbyt pijana.
-Jakiego chłopaka?!-W tym czasie do środka wszedł Dylan z Danielem. Chłopak na nich spojrzał po czym wskazał na O'briena.
-A na przykład tego. Pomijając mnie oczywiście.-Odwróciłam się a brunet stał niespodziewanie za mną. Tak jak zawsze z chamskim uśmieszkiem.
-Czemu mi nie powiedziałeś?!- Spytałam, próbując się opanować.
-A zmieniłoby to coś? Przecież jesteśmy kumplami.-Odszedł jakby nigdy nic i śmiał się z chłopakami. Ta sytuacja mnie przerosła. Chyba muszę się napić.
                                                    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No witam w Trzecim już rozdziale!
Mam nadzieję, że się wam podoba :)
Napiszcie w komentarzu co sądzicie o tym wszystkim.
I przepraszam za małe spóźnienie ;) pozdrawiam xoxo :*






Layout by E(L)MO