Za dwa miesiące mamy eliminacje do mistrzostw świata A cappella! Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że wezmę w czymś takim udział, prawdopodobnie bym go wyśmiała.
Na meczu było świetnie! Niestety Emily się wymigała, ale i tak było super. Zostałam oblana Colą i ufajdana musztardą, czyli jak zawsze. Raeken prawie pobił się z jakimś ziomutkiem, który zaczął mnie popychać. To u nas po prostu tradycja. Nie było jeszcze takiego wspólnego wyjścia, kiedy nic się nie wydarzyło.
Pan Davis dał mi spokój; po interwencji Emily. Dziwne jest to, że ilekroć ją pytam ''O co chodziło temu facetowi?'', ona nagle zmienia temat, albo mówi, że ma coś do zrobienia.
Zajęcia dodatkowe mam z głowy. Anna i Brittany jako liderki, strasznie nas męczą. Po dwie godziny (na razie) ćwiczeń; godzina na śpiew, a druga na taniec, 4 razy w tygodniu. Przez to muszę zostawać do późna na kampusie.
Znalazłam pracę; W sobotę, gdy chciałam zapłacić za piwo, okazało się, że mój portfel był prawie pusty. Nie starczyłoby nawet na gumę do żucia. Więc Josiah (Barman, z którym rzekomo się całowałam), zaproponował mi pracę w Lucky Luke. Z początku podeszłam do tego bardzo sceptycznie, ale po dłuższym zastanowieniu, stwierdziłam, że przecież potrzebuję pracy. Potrzebuję pieniędzy. To co przysyłają rodzice wystarcza tylko na drobne wydatki; Jak książki lub jedzenie. A przecież muszę płacić za mieszkanie.
Dylan i Daniel, byli jacyś...dziwni. Razem z Theo zauważyliśmy napiętą atmosferę pomiędzy nimi. Więc postanowiłam go wysłać na mały wywiadzik.
-A więc tak...O'Brien nie był zbyt rozmowny. Gadał coś o tym, że ma dosyć ustępowania Sharmanowi i takie tam. A Dan zaś narzekał na zachowanie Dyla i coś tam gadał o tobie.
-Ale co mówił? Gadaj!-Syknęłam, poddenerwowana. Cała sytuacja była cholernie dziwna. Powoli wszyscy mięliśmy tego dość. Baliśmy się zostawić ich samych w domu!
-Nie wiem. Nie dosłyszałem.-Odparł równie cicho. Byliśmy w jego pokoju, który był obok sypialni Daniela i na przeciwko Dylana, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na normalną rozmowę.
*Theo*
Nie mogłem jej wszystkiego powiedzieć. I tak, może troszkę skła...Nie to nie było kłamstwo! Po prostu nie powiedziałem wszystkiego. Jestem przyjacielem zarówno jej, jak i reszty. Nie mogłem stanąć po jednej stronie. Nie potrafiłbym wybrać. Wiem, że zarówno Dylan, jak i Daniel, czują coś do Erici. Szczerze jej współczuje, to jak wybór pomiędzy mamą, a tatą; Obydwoje są dla niej ważni. Z tego co mówiła uwielbia ich tak samo i gdyby kazano jej wybrać, po prostu by tego nie zrobiła.
Z zamyślenia wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś?-Spytałem, unosząc brwi do góry. Kiwnęła twierdząco głową.
-Wejdź!- Krzyknęła blondynka.
Do pokoju weszła średniego wzrostu brunetka, o piwnych oczach i zgrabnej figurze.
-Theo, poznaj Lucy. Lu, poznaj T.-Wymieniłem uścisk dłoni z nowo poznaną.
*Erica*
Bardzo się cieszę, że Hale na reszcie poznała chociaż jedną z osób, z którymi mieszkam. Jest u nas trzeci raz, a jak na razie poznała tylko jego.
-To ja może skołuję coś do picia.-Zaproponował.
-Nie, ja pójdę...-mruknęłam.
-Idę z tobą.-Wtrąciła. Chwyciła mnie za ramię.-Ej nie mówiłaś, że ten Theo to takie ciacho.-Szepnęła, ściskając moje biedne ramię coraz mocniej.
-Skoro uważasz, że T jest przystojny, jestem ciekawa co powiesz jak zobaczysz Daniela lub Dylana.
-Prawdopodobnie zejdę.-Zachichotała.
Poszłam do kuchni, a Hale do Toalety. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam sok bananowo-jabłkowy. Zamknęłam drzwiczki i podskoczyłam do góry, upuszczając szklaną butelkę, która roztrzaskała się w drobny mak.
-Przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć.-Posłał mi nieśmiałe spojrzenie.
-A jednak to zrobiłeś.- Odparłam oschle. Ukucnęłam i zaczęłam zbierać rozbite szkło.
-Poczekaj. Masz to.-Podał mi zmiotkę i szufelkę. Nie odpowiedziałam. Zerknęłam na niego kątem oka. Przez chwilę opierał się o bufet, czekając aż coś powiem, westchnął głęboko i zrezygnowany opadł na kanapę w salonie. Wyjęłam kolejny napój i wróciłam do pokoju Theo. Chwilę potem weszła Lucy.
-Co ty odczyniasz dziewczyno?!- Krzyknęła, wyrzucając ręce w górę.
-O co ci chodzi?-Spytałam zdziwiona. Westchnęła i spojrzała na mnie z dezaprobatą.
-Czemu jesteś dla niego taka niemiła? Co on ci zrobił?- Zarzucała mnie pytaniami.-Przecież mówiłaś, że go lubisz.-Powiedziała łagodniej, robiąc nacisk na ''lubisz''. Raeken spojrzał na nas jak na kosmitki. W całej sytuacji był jak obcokrajowiec; Nie miał pojęcia o czym mówimy.
-Pamiętasz jak opowiadałam ci o moim byłym...-Kiwnęła głową.-Otóż chodzi o to, że Daniel...tak bardzo mi go przypomina....Bardzo za nim tęsknie.-Zacisnęłam pięści. Czułam, że do oczu napływają mi łzy.- Oczywiście już nie jestem w nim zakochana.-Dodałam po chwili.- Nasz związek opierał się głównie na przyjaźni...-Odwróciłam głowę w stronę okna. Na prawdę rzadko mi się zdarzało płakać. Zawsze starałam się nie okazywać emocji...Tak było łatwiej, ale kiedy w końcu dawałam im upust, chciałam być sama. - Po prostu tęsknię za przyjacielem. Każda rozmowa z Danem...przypomina mi o każdej chwili z Thomasem...-Oboje do mnie podeszli i przytulili.
-Może powinnaś mu o tym powiedzieć...-Zaczął delikatnie, starając się, aby jego głos nie zabrzmiał ostro.-Odpychając go od siebie, sprawiasz mu przykrość.-Wtuliłam się w niego mocniej. Byłam im bardzo wdzięczna. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. To oczywiste, że nigdy nie zastąpią Rose, ale i tak są najlepszymi przyjaciółmi jakich mogłam sobie wymarzyć. Mówiąc już o Rose...nie mogę zawracać jej głowy takimi problemami, ponieważ sama ma ich niemało. A poza tym nie pomogłaby mi. Nie zna Sharmana i niewiele by zdziałała.
Emily wróciła do domu i oczywiście Haleken- Hale i Raeken. Agenci pieprzeni.- jej o wszystkim powiedzieli. Ems była tego zdania co T.
I na prawdę nie mam pojęcia co Dan i Dyl robili w tych pokojach.-My się tak strasznie drzemy, a oni nic.-Może mają twarde sny; Ostatnio piętnaście minut próbowałam dobudzić O'Briena, Jednak bez skutecznie, wiedziałam, że w końcu wynajdę na to sposób.
Dziewczyny stwierdziły, że jestem za smutna jak na tak ładny dzień,więc postanowiły, że zrobimy u nas imprezę. To dość szalony pomysł. Byłam pewna, że skończy się przyjazdem Policji; Wokół nas mieszkają sami starsi i zrzędliwi ludzie. Jedynym miłym mieszkańcem tej ponurej kamienicy, był Pan Anderson. Czasami przypominał mi mojego dziadka, którego już niestety nie ma. Zawsze mnie wspierał, kiedy kłóciłam się z rodzicami. Nie to co babcia...Przeważnie była tego zdania co rodzice.
Moim zadaniem było: Powiadomienie chłopaków-Tak. Emily to chodzące wcielenie zła.-Oraz zaproszenie kilku znajomych. W sumie dużo ich nie było; Z mojego rocznika ludzie są strasznie wredni i mega dziwni. Jest tylko jedna pozytywna i normalna osoba i jest nią przecudowna Lucy Hale.
Stwierdziłam, że najpierw pójdę do Dylana; Bardzo boję się tej rozmowy z Sharmanem.
Stałam przed jego drzwiami. Nie miałam zamiaru pukać; On też tego nie robi. Wbija jak do siebie. Nacisnęłam klamkę... i zamarłam. Stał w samych bokserkach! Niby nic takiego. A jednak!
-O jejku.-Wykrztusiłam, nadal stojąc w bezruchu. Mój boże! Czemu on jest taki boski?! Najgorsze jest to, że on o tym wie i się z tym nie kryje.
-Mogłaś zapukać.-Uśmiechnął się złośliwie, a zarazem bardzo seksownie.-Hej! Żyjesz?- Pomachał mi ręką przed oczyma. Zamrugałam kilka razy.
-T...tak. Żyję. Po prostu się zamyśliłam.-Skłamałam. Byłam głupia myśląc, że z nim będzie łatwiej. Nie było takiej rozmowy, która nie zawierałaby jakiegoś podtekstu. On potrafił obrócić każdą sytuację na swoją korzyść.-Ems urządza małą imprezę u nas, więc zaproś paru znajomych, czy coś...-Założę się, że nadal wyglądałam jak pomidor, a wzrok chłopaka na moich gołych nogach jeszcze bardziej mnie zawstydzał.-To ja już pójdę.-Wskazałam palcem drzwi. Potykając się o własne nogi, wyszłam z pokoju. Oparłam plecami o ścianę i powoli osunęłam się na podłogę. Przetarłam krople potu z czoła, westchnęłam ciężko i wstałam.
Na Sharmana wpadłam przed jego sypialną.
-Porozmawiasz ze mną, czy znów uciekniesz i będziesz mnie ignorować? O co ci w ogóle chodzi? Powiedziałem coś nie tak?-Zarzucał mnie pytaniami, nie czekając na odpowiedź.
-Dan...-Zaczęłam cicho.-Ty w niczym nie zawiniłeś.-Spuściłam głowę, unikając jego spojrzenia. W takich sytuacjach różnił się od Dylana; Jego wzrok był chłody, a głos nieprzyjemny. A Daniel nie patrzył na mnie z wyrzutem. Jego ton był spokojny i opanowany.-Chodzi o to, że przypominasz mi osobę, za którą bardzo tęsknię...I...-Byłam bliska rozpłakania się. Od dłuższego czasu dusiłam w sobie ten cały smutek i tęsknotę. W tym też różnił się od O'Briena; Tamten, nawet nie zauważyłby, że prawie płacze i dalej kontynuowałby swój cholerny monolog.
-Dobra. Nieważne.-Rzekł lekkim i ciepłym głosem. Objął mnie jedną ręką w talii, a drugą włożył kosmyk moich włosów, opadających na twarz, za ucho. Uśmiechnęłam się blado.
-Robimy imprezę. Emily chce, aby każdy zaprosił kilku swoich znajomych.-Patrzyliśmy sobie w oczy.
-To nie będzie potrzebne.-Odpowiedział, uśmiechając się.-Wystarczysz mi tylko ty.-Dodał po chwili ciszy. Jejku! Jaki on jest słodki! Za to go uwielbiałam; Nie nosił maski złego chłopca, tak jak Dyl. Zawsze był czarujący, słodki i kochany. W prawdzie ''Pan chodząca perfekcja'', nie odstawał w tyle. Czasami był zbyt pewny siebie i zbyt chamski. Nie wiedział kiedy przestać grać ''Bad Boya''. Jednak są moimi najlepszymi kumplami i ich uwielbiam.
**********************************************************************************
Witam, po długiej nieobecności.
Rozdział nie jest taki jaki chciałam żeby był, ale jest :)
W związku z tym, że już zaraz szkoła, na kolejne rozdziały będzie trzeba dłużej czekać.
No! Komentujemy, komentujemy! Nie ma lipy! xD


