sobota, 2 stycznia 2016

09:,,Kolejna tajemnica''

   -Śpimy u mnie czy u ciebie?- zapytał wstając z krzesła.
-Obojętnie- mruknęłam, wzruszając ramionami.
-W takim razie zapraszam do siebie- rzucił, wychodząc z kuchni.
Czułam się dziwnie. Bardzo dziwnie. Jakbym po prostu stała z boku i obserwowała jak to wszystko samo się dzieje. Czyżby powtórka z przeszłości? Bardzo prawdopodobne. Jestem przerażona, ponieważ tego czego doświadczyłam kiedyś, nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi. Myślę, że to już najwyższy czas, aby odnaleźć receptę na leki, którą lekarz wypisał mi przed przyjazdem tutaj. Mam nadzieję, że jest jeszcze ważna. Nie chcę znów biegać po tych (niby) specjalistach.
    Byłam tak zamyślona, że nawet nie zauważyłam tego iż jestem w pokoju Dylana, który swym spojrzeniem wywierca dziurę w mojej twarzy.
-Coś się stało?-zapytał, a w jego głosie słychać było troskę.
-Nie- odpowiedziałam- Wszystko w porządku.- uśmiechnęłam się sztucznie.
Nic nie jest w porządku! Skąd mam wiedzieć, czy to wszystko jest prawdziwe? Może wcale mnie tutaj nie ma. Czyli, że nie istnieję?
-Jasne.- prychnął, wstając z łóżka i podchodząc do mnie.- Przecież widzę.
-Jest w porządku, po prostu jestem zmęczona.- skłamałam.
Wcale nie jestem śpiąca. No może troszkę, ale boje się, że gdy zasnę, to znów będę miała koszmary lub nie będę wiedziała czy to kolejny sen, czy może jawa.
-Erica!- warknął- Nie rób ze mnie idioty.- ostrzegł, a ja przewróciłam oczami.-Dobra. Nie chcesz rozmawiać? To nie.-  Wyjął z szuflady czyste bokserki.- Idę pod prysznic.- zakomunikował i poszedł w stronę drzwi, a ja usiadłam na jego fotelu, stojącym obok okna. Przed opuszczeniem pokoju odwrócił się w moją stronę i spytał:
-Chcesz do mnie dołączyć?- na jego idealnej twarzy zagościł chytry uśmieszek.
-Chyba spasuję.- bąknęłam.
Przewrócił oczami, mówiąc coś pod nosem i wyszedł, zostawiając mnie samą z myślami.
Moja podświadomość ciągle wraca do przeszłości; do każdego złego snu, do każdej rany na moim ciele, które sama sobie zadawałam, aby mieć pewność, że już nie śnię. Do tych psychologów wmawiających mi, że jestem wariatką. Do mego pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Za każdym razem gdy zamykam oczy widzę całą masę tabletek, które miały mi pomóc, a tak na prawdę tego nie robiły; przez nie mało spałam; dzięki czemu wyglądałam jak zombie oraz bardzo przybierałam na wadze. Gdy w końcu przy wzroście metr pięćdziesiąt, ważyłam ponad osiemdziesiąt kilo, przestałam je brać. Po jakimś czasie schudłam i sypiałam normalnie. Przy tym wszystkim miałam duże wsparcie od Thomasa, który mnie nie zostawił nawet wtedy, gdy wyglądałam jak dynia. Zawsze mi powtarzał, że nie ważne jak wyglądam on zawsze będzie mnie kochał. Na początku w to nie wierzyłam, ale stopniowo się o tym przekonywałam.
-Jestem- oznajmił, zajmując swoje poprzednie miejsce.
Dopiero po tych słowach zwróciłam na niego uwagę oraz na to, że wbijam sobie paznokcie w przedramię.
-Och- wypaliłam- Ja też pójdę.-wstałam z fotela i udałam się do swojej sypialni po piżamę; w postaci za dużej koszulki i świeżej bielizny. A następnie poszłam do łazienki.
   Po dwudziestu minutach, znalazłam się znów w pokoju Dylana. Nadal nie mogę uwierzyć, że będę spać z nim w jednym łóżku.
-Serio?- zapytał, cicho się śmiejąc.
-Co?- zdziwiłam się.
-Powiedz mi, jakim cudem znowu masz moją koszulkę?- ponownie się zaśmiał.
Chwyciłam za materiał, który miałam na sobie i spojrzałam na niego. Rzeczywiście, to był T-shirt, który chłopak pożyczył mi, pierwszej nocy tutaj.
-Nie wiń mnie- uniosłam ręce do góry w geście obronnym- To nie ja robię pranie, tylko Emily- zachichotałam, na co chłopak mi zawtórował.
-Załóżmy, że ci wierzę.
  
   Nie potrafiłam zasnąć. Dylan tak samo. Zapewne przez to, że strasznie się wiercę.
-Przysięgam, że zaraz cię powiąże- warknął.
Nie odpowiedziałam. Zacisnęłam powieki i starałam się nie myśleć o tym wszystkim, co się dziś zdarzyło.
-Przepraszam- mruknął, przyciągając mnie bliżej siebie, tak, że leżałam na jego torsie- Po prostu postaraj się zasnąć, okej?
Kiwnęłam głową, chociaż wątpię czy to zauważył.
                                                                       ***
   Minął tydzień. Od tego czasu, praktycznie mieszkam w sypialni O'Briena. Nawet gdy zasnę u siebie, on i tak mnie przenosi. Nie wiem dlaczego to robi, ale jest lepiej. W prawdzie raz na jakiś czas, tracę poczucie rzeczywistości, ale zdarza się to rzadziej niż kiedyś.
  Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Anna i Brittany spóźniają się już dziesięć minut. Lecz gdy KTOŚ się spóźni, robią z tego wielkie halo...
-Dobra dziewczyny!- po sali rozbrzmiał denerwujący głos Anny- Koniec obijania! Mamy dzisiaj dużo pracy! Ponieważ ostatnio ledwo co przeszłyśmy eliminacje, stwierdziłyśmy iż jesteście totalnymi beztalenciami!
-To na pewno z nami jest problem, koścista szmato!- mruknęła pod nosem Rebel, na co zachichotałam.
-Dlatego, dzisiaj mamy szczególny trening z pewnym, zapewne dobrze wam znanym, zespołem.- dokończyła Brittany.
Kątem oka zauważyłam wchodzące do sali cztery, męskie postacie.
-Erica!- zapiszczała Lucy- To 5 Seconds Of Summer!
Walnęłam się otwartą dłonią w czoło. Znów zaczęła fangirlować... Nie rozumiem, co takiego fajnego jest w czterech idiotach, grających kiepskie kawałki o niespełnionej miłości?
    Postanowiłam oddalić się od tego harmideru i usiąść na ławce pod ścianą.Ostatnio miałam dziwny sen... Poszłam z Dylanem na koncert, ale jak się okazało grali tam oni, zamiast R5...
Moje przemyślenia przerwała Snow, stojąca przede mną.
-Przyszłaś tu posiedzieć czy trenować?- Zapytała.
Przewróciłam oczami i podeszłam do Lucy.
Otworzyłam usta i gdy już miałam coś powiedzieć do brunetki, Camp zagwizdała.
-Okej, podzielimy was teraz na cztery grupy...
-Myślę, że lepiej będzie jak sami wybierzemy- wtrącił Luke. Nasze spojrzenia na chwilę się skrzyżowały, ale chłopak odwrócił wzrok. Zauważyłam Michaela, który teraz maił blond włosy i patrzył na mnie, uśmiechając się, co odwzajemniłam.
-Dobra- bąknęła.
Chłopcy spojrzeli na siebie, pewnie zastanawiając się który ma zacząć pierwszy.
Ni stąd ni zowąd, Michael znalazł się przy mnie i trzymając mnie za ramię, zaprowadził nas w to samo miejsce, z którego przyszedł.
-Ja wybieram Erice!- ogłosił, puszczając mi oczko.
-Co?!- pisnął Calum- To totalnie nie fair!
-Kto pierwszy ten lepszy frajerze!- zarechotał blondyn, Hood zrobił obrażoną minę, a następnie wskazał na posyłającą mi zdezorientowane spojrzenie, Lucy. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się do Clifforda.
-Cześć- wyszczerzył się.
Przełknęłam powoli ślinę. Od tej chwili po prostu uwielbiam jego uśmiech.
-Hej- odpowiedziałam mu równie przyjaznym uśmiechem.

   -Gardło mnie boli- mruknęła Lucy, gdy wychodziłyśmy z szatni.
-Było się nie popisywać przed Calumem- syknęłam- Ani z nim nie flirtować.
-O co Ci chodzi?
-O co mi chodzi?!- pisnęłam oburzona- Jesteś z Theo, a podrywasz innych? Nie spodziewałam się tego po tobie.
-Ty wcale nie jesteś lepsza!- Krzyknęła, wymachując rękoma- Liżesz się ze wszystkimi wokół, a mówisz, że czujesz coś do Dylana!
-Wcale nie! Z resztą, nie będę z tobą gadać, bo robisz to samo, a oceniasz innych. Poza O'Brienem i Josiah'em nie pocałowałam nikogo innego.
-No właśnie, Josiah!
-Byłam pijana! A poza tym to nie jestem z Dylanem!
Postanowiłam zakończyć tą rozmowę gdyż wiedziałam, że za chwilę wybuchnę. Czyli teraz do pracy muszę pojechać metrem. Super...
   -Erica!- Usłyszałam swoje imię, więc się odwróciłam. Michael podbiegł do mnie uśmiechnięty.
-Coś się stało?- zapytałam
-Idziesz teraz do domu?
-Chciałabym- westchnęłam- muszę jechać do pracy.
-Podwiozę Cię.
-Wiesz...chyba dojdę sama.-Odpowiedziałam, lecz gdy zauważyłam głupi uśmieszek chłopaka, zrozumiałam dwuznaczność mych słów.
-Nie wątpię, ale zawsze mogę Ci pomóc.- poruszył dwukrotnie brwiami, a ja poczułam jak moje policzki się palą.
-Możemy już jechać? Nie chcę się spóźnić.- spuściłam zażenowana wzrok. Chłopak pokiwał głową i gestem kazał ruszyć za sobą.

   Jechaliśmy w ciszy, co mi się bardzo podobało. Mogłam sobie wszystko przemyśleć.
Mamy siódmy grudnia, czyli jutro moje urodziny... Super... Święta tuż tuż, a ja muszę zarobić trochę więcej, aby móc kupić jakieś prezenty.
-O której kończysz? Przyjadę po Ciebie.- Clifford odezwał się gdy wysiadaliśmy z samochodu.
-O dwudziestej drugiej i nie trzeba, mam blisko do domu.- Uśmiechnęłam się, a chłopak wzruszył ramionami.
-I tak przyjdę.- Pokręciłam głową z politowaniem. On jest uparty jak osioł.
Skierowałam się w stronę wejścia, a chłopak nadal za mną podążał. Weszliśmy do środka, ale Michael nagle się zatrzymał.
-Co on tu robi?!- Warknął, mierząc wzrokiem sylwetkę bruneta.
-Kto? Josiah?- dopytałam, na co skinął głową- Pracuje.
-Nie zbliżaj się do niego. Dobrze Ci radzę, bo jeżeli się dowiem, że coś Cie łączy z tym śmieciem...
-Jak ty sobie to wyobrażasz?- prychnęłam- spędzamy razem po cztery i pół godziny, pięć razy w tygodniu. W  ogóle co ty do niego masz?
-Nieważne- mruknął i przycisnął mnie do ściany.- Nie zbliżaj się do niego.- powtórzył- Rozumiesz?
Przełknęłam powoli ślinę i pokiwałam głową.
-Do zobaczenia, Blondi- złożył mokrego całusa na moim policzku i wyszedł jakby nigdy nic.
Okej... Chyba muszę porozmawiać z Josiah'em.

-Nareszcie do domu!- mruknęłam otwierając drzwi wyjściowe. Od razu zauważyłam Michaela, który opierał się o jakiś samochód i palił papierosa.
Niestety niczego się nie dowiedziałam, ale się nie poddam.
Przeszłam koło chłopaka, zupełnie go ignorując. Lecz nie udało mi się zajść za daleko, ponieważ poczułam czyjąś rękę na swoim nadgarstku.
-Przepraszam- mruknął, wywiercając dziurę w mojej twarzy, gdy ja wlepiłam wzrok w podłogę- Za swoje zachowanie. Po prostu...
-Cokolwiek- przerwałam mu- Nie obchodzi mnie to. Jestem zmęczona i chcę iść do domu.
-W takim razie chodźmy.- splótł nasze palce razem, a ja momentalnie spojrzałam na niego zaskoczonym wzrokiem, na co uśmiechnął się i ruszyliśmy w kierunku mojego mieszkania. Nie powiem, ale to dziwne. Kilka razy próbowałam jakoś delikatnie zabrać swą dłoń, ale bezskutecznie.

   Po kilkunastu minutach drogi stałam już pod swoimi drzwiami.
-To... Dobranoc.- uśmiechnęłam się, na co odpowiedział mi tym samym.
-Do jutra, słońce.- Przytulił mnie na pożegnanie. Odprowadziłam go wzrokiem do windy i odwróciłam się do drzwi. Nagle przypomniałam sobie, że zapomniałam kluczy, więc zadzwoniłam dzwonkiem.
-Amanda otwórz!- usłyszałam ze środka głos Daniela. Amanda?
Chwilę później zza drzwi wyłoniła się postać Emily.
-Zapomniałam kluczy- wyprzedziłam jej pytanie i weszłam do środka.- Mamy gości?
-Nie?- odpowiedziała zmieszana.
Wzruszyłam ramionami.
-Słyszałam jak Dan wołał ''Amanda otwórz''
-Mmoże się przesłyszałaś. Yyy... muszę iść... coś zrobić...-wydukała i poszła wgłąb mieszkania.
Hmmm... czemu się tak zestresowała, czyżby kolejna tajemnica? Wygląda na to, że muszę się zabawić w Sherlock'a Holmes'a.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem zawaliłam, ale rozdział jest.
dzisiaj troszkę nudno, ale tak miało być :)
nwm czy zauważyliście ale mamy nowy trailer :D
następny rozdział powinien być troszkę świąteczno- sylwestrowy (mniej więcej pół rozdziału)
chyba, że wolicie jakiegoś oneshot'a 
KOMENTARZ= MOTYWACJA :*


Layout by E(L)MO